• Przystępujemy do rozpatrzenia punktów 17., 18., 19. i 20. porządku dziennego 17. Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o leczeniu niepłodności (druk nr 3245). 18. Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i na rządów.

    (druk nr 608)

    19. Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego oraz zmianie niektórych innych ustaw.

    (druk nr 1107)

    20. Pierwsze czytanie poselskiego projektu ustawy o świadomym rodzicielstwie.

    (druk nr 1122)

    O zabranie głosu w celu przedstawienia uzasadnienia projektu ustawy zawartego w druku nr 3245 proszę pana ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza.

    Panie ministrze, bardzo proszę.

  • Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Niepłodność stała się problemem społecznym, chorobą cywilizacyjną, schorzeniem, które dotyka coraz większą liczbę ludzi w Polsce, w Europie i na świecie. Niepłodność została sklasyfikowana przez Światową Organizację Zdrowia jako choroba. Eksperci wskazują, że problem dotyka od 10% do 15% par w wieku rozrodczym. Szacuje się, że od 60 do 80 mln ludzi na świecie boryka się z problemem niepłodności, w Polsce te szacunki opiewają na 1,5 mln par.

    Prace nad skutecznym leczeniem niepłodności trwają w Polsce, Europie i świecie od bardzo wielu lat. W 2010 r. przyznano Nagrodę Nobla prof. Edwardsowi za to, że opisał skutecznie, naukowo metodę przeprowadzania in vitro. Polska jest ostatnim krajem w Europie, który nie ma żadnych przepisów regulujących tę procedurę leczenia. Nie ma żadnych przepisów, które chroniłyby dzisiaj rodziców, zarodki, które opisywałyby jakość przeprowadzanej procedury i zasady jej przeprowadzania. Od 1989 r. w polskim parlamencie pojawiło się 15 różnych projektów opisujących metodę in vitro. Były to projekty różnego autorstwa opisujące w różny sposób tę metodę. Zawsze jednak debata polityczna i oczekiwanie na efekt polityczny skutkowały tym, że żadna z ustaw nigdy tak naprawdę nie dotarła do finalnej debaty parlamentarnej i podpisu prezydenta. Dlatego w 2013 r. zrobiliśmy pierwszy krok, wprowadziliśmy rządowy program zdrowotny, który opisywał sposób przeprowadzania metody in vitro w Polsce, a także sposób jej finansowania. Od 1 lipca 2013 r. do rządowego programu zarejestrowanych zostało 19 tys. par borykających się z problemem niepłodności, 14 tys. par jest w trakcie procedury in vitro. W czasie trwania rządowego programu urodziło się ponad 1650 dzieci, ponad 1650 oczekiwanych, wymarzonych, wyczekanych dzieci. Tylu ludzi, tyle par w tak krótkim okresie czasu mogło poradzić sobie z problemem, z którym borykało się od wielu lat.

    Od 1 lipca 2014 r. zrobiliśmy drugi krok, wprowadziliśmy leki stosowane w metodzie in vitro na listy leków refundowanych. Zrobiliśmy to dlatego, że są to leki drogie, czasem ich cena po prostu uniemożliwiała tym, których nie było na to stać, przeprowadzenie metody. Od 1 lipca 2014 r. 14 leków stosowanych w metodzie in vitro znajduje się na liście leków refundowanych, z czego kilka z nich w cenie dla pacjenta 3,20 zł.

    Dzisiaj stawiamy krok trzeci. Prezentuję Wysokiej Izbie rządowy projekt ustawy o leczeniu niepłodności. Projektując przepisy, szukaliśmy kompromisu. Tworzyliśmy przepisy, które byłyby tak naprawdę kompromisem eksperckim, merytorycznym, medycznym, ale także etyczno-moralnym. Staraliśmy się przygotować takie prawo, które zagwarantuje dostępność metody in vitro w Polsce, ale także prawo, które respektuje wartości etyczno-moralne wszystkich tych, którzy to prawo będą przyjmowali.

    Podstawowym założeniem przedstawianych przepisów jest to, że ustawa regulująca leczenie niepłodności w Polsce proponuje kompleksowe objęcie opieką wszystkich tych, którzy borykają się z problemem niepłodności. Ta ustawa nikogo nie zmusza do stosowania tej czy innej metody. Ta ustawa stwarza warunki wyboru stosowania odpowiedniej metody leczenia. Opisaliśmy w tej ustawie bardzo dokładnie cały proces diagnozy w przypadku niepłodności, ale także wszystkie metody leczenia stosowane w tej chorobie. Opisaliśmy także bardzo dokładnie zasady ochrony zarodków, komórek rozrodczych, dzieci rodzących się dzięki tej metodzie i ich rodziców. Nie zrzucamy w tej ustawie odpowiedzialności na nikogo. Wskazujemy bardzo wyraźnie zadania władz publicznych w dostępie do tej metody, w ocenie jakości tej metody i w ochronie wszystkich tych, którzy poddawani są leczeniu niepłodności. I rzecz najważniejsza, przygotowaliśmy przepisy, które są zgodne z Konwencją o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej. Zadbaliśmy o to, aby w końcu przepisy europejskie znalazły odzwierciedlenie w polskim prawie i aby wszystkie wartości moralno-etyczne, które są poruszane przy omawianiu tej metody, także znalazły swoje miejsce w zapisach.

    W ustawie o leczeniu niepłodności, tak jak powiedziałem, są przepisy, które gwarantują kompleksową opiekę nad parami, które borykają się z problemem niepłodności. Zapisaliśmy to, że w Polsce powstaną specjalne centra leczenia niepłodności, kompleksowe ośrodki, które będą zajmowały się diagnozą, leczeniem, ale także badaniami naukowymi. Aby takie centrum mogło uzyskać status centrum leczenia niepłodności, musi spełnić trzy główne, podstawowe warunki. Przede wszystkim musi prowadzić działalność naukowo-badawczą w zakresie leczenia niepłodności. Po drugie, musi gwarantować pacjentom swobodny dostęp w granicach wskazań medycznych do każdej z metod leczenia niepłodności. I po trzecie, musi dysponować także bankiem komórek rozrodczych i zarodków. Aby takie centrum mogło spełniać te warunki, musi uzyskać akredytację, specjalną certyfikację Ministerstwa Zdrowia, które będzie kwalifikowało, czy taki ośrodek może być centrum leczenia niepłodności, czy takim centrum być nie może, bo nie spełnia określonych warunków. Przedstawiamy także przepisy, które mówią o tym, że każdy ośrodek w Polsce, który zajmuje się leczeniem niepłodności i stosuje metodę in vitro, każdy bank komórek rozrodczych i zarodków i każdy ośrodek, który szkoli kadrę, która pracuje w tego typu ośrodkach, musi mieć specjalny certyfikat i musi być poddany specjalnym procedurom kontrolnym.

    Ta ustawa opisuje bardzo dokładnie problem leczenia niepłodności od poradnictwa medycznego poprzez cały proces diagnozy, leczenia metodami farmakologicznymi, chirurgicznymi, kończąc na procedurach in vitro. Zapisaliśmy w przepisach, że do procedury in vitro mogą przystąpić pary, które mają udokumentowane 12-miesięczne nieskuteczne leczenie niepłodności. Zapisaliśmy w tej ustawie, że te pary, które borykają się z problemem leczenia niepłodności, nie muszą czekać 12 miesięcy, jeśli przyczyną ich niepłodności jest tzw. niepłodność bezwzględna, która występuje w ok. 7% do 15% wszystkich rodzajów niepłodności. Opisaliśmy także to, że maksymalna ilość komórek rozrodczych, które mogą być zapłodnione, to 6. Ta liczba wynika z eksperckich badań, doniesień naukowych, a także tego, że bardzo dokładnie przeanalizowaliśmy to, w jaki sposób funkcjonuje w Polsce program zdrowotny in vitro. I ta liczba 6 komórek rozrodczych tak naprawdę gwarantuje to, że metoda in vitro będzie metodą skuteczną, w standardzie europejskim i światowym, jednocześnie minimalizuje ilość tworzonych nadliczbowo zarodków. Jest od tej liczby jeden wyjątek, jeśli pacjentka ma powyżej 35 lat bądź ma inne wskazania medyczne, bądź dwukrotnie nieskutecznie przeprowadzano u tych pacjentów procedurę in vitro, ta liczba zapładnianych komórek rozrodczych może być większa. Zapisaliśmy także bardzo dokładnie to, że każdy zarodek, który zostanie stworzony dzięki tej metodzie, podlega specjalnej ochronie. Zaproponowaliśmy także pewnego rodzaju związanie dawców z zarodkiem poprzez to, że to dawcy muszą finansować przechowywanie zarodka. Ale żeby nie tworzyć sytuacji, w której część zarodków skazana by była na wieloletnie przechowywanie, stworzyliśmy przepisy mówiące o tym, że jeśli zarodek nie zostanie wykorzystany przez dawców w ciągu 20 lat, to będzie podlegał adopcji po to właśnie, aby każdy ze stworzonych zarodków miał szansę na implantację. Wpisaliśmy do projektu ustawy bardzo wyraźny zakaz tworzenia zarodków w celach innych niż prokreacyjne. Stworzyliśmy jasny zakaz tworzenia chimer i hybryd, zakaz klonowania, zakaz doboru płci lub cech fenotypowych.

    Zgodnie z przepisami europejskimi proponujemy także przepisy, które umożliwią precyzyjne monitorowanie drogi komórki rozrodczej i zarodka oraz procedury in vitro. Ustawa obliguje do stworzenia rejestrów komórek rozrodczych i dawców, które to rejestry pozwolą monitorować i kontrolować wszystkich, którzy zajmują się procedurą in vitro w Polsce.

    Przedstawiamy także przepisy, które pozwalają na zabezpieczenie płodności na przyszłość. Dotyczy to chorych, u których stosowane leczenie skutkuje ograniczeniem bądź utratą płodności w przyszłości. Musimy dać szansę na posiadanie dziecka tym chorym, którzy walczą z ciężką chorobą, która ogranicza płodność bądź wymaga leczenia ograniczającego płodność.

    Stworzyliśmy także przepisy dotyczące zasad wwozu do Polski i wywozu poza granice Polski komórek rozrodczych i zarodków. Zagwarantowaliśmy, że jeśli ktoś będzie chciał wwieźć do Polski lub wywieźć z Polski zarodek, będzie musiał udowodnić, że współpracuje z certyfikowanymi ośrodkami poza granicami naszego kraju.

    W końcu w projekcie ustawy znalazły się przepisy precyzyjnie określające sposób badania jakości przeprowadzanych procedur leczenia niepłodności, nie tylko metodą in vitro, ale też wszystkich innych. Zobowiązujemy się do cyklicznego raportowania Komisji Europejskiej wykonania tej ustawy w Polsce, ale zobowiązujemy także wszystkich tych, którzy stosują procedurę in vitro w Polsce, do corocznego składania sprawozdań z każdej procedury przeprowadzonej w ośrodku.

    Wprowadziliśmy także przepisy, które stanowią, że jeśli wystąpią zdarzenia niepożądane, to w każdym z tych ośrodków obligatoryjnie przeprowadzana jest kontrola nie rzadziej niż raz na dwa lata. Przepisów tych od wielu, wielu lat w Polsce brakowało.

    W końcu stworzyliśmy przepisy, które wprowadzają sankcje karne wobec tych, którzy łamią prawo, którzy niszczą zarodki. Przewiduje się do 5 lat pozbawienia wolności dla tych, którzy zniszczą zarodki. Te przepisy gwarantują bezpieczeństwo, jakość i w końcu to, że przekraczamy próg Europy – już nie nowoczesnej, bo wchodzimy z tym tematem do Europy, w której określone przepisy funkcjonują od wielu, wielu lat. Jesteśmy ostatnim państwem, które w ogóle nie regulowało sprawy in vitro. Sytuację, którą mamy dzisiaj w Polsce, jeśli chodzi o obowiązujące przepisy prawne, możemy tylko poprawić. Ten projekt ustawy może to uregulować i myślę, że wszyscy, którzy mają moralny, etyczny problem z tymi przepisami, z procedurą in vitro, w ogóle z zaakceptowaniem tego, że niepłodność jest chorobą, powinni kierować się takim myśleniem, że lepiej jest uregulować coś, czego państwo nie reguluje, ale w sposób racjonalny, a nie radykalny.

    Oprócz tej ustawy w parlamencie pojawiło się kilka innych projektów, przygotowanych zarówno przez tę stronę sali sejmowej, jak i przez koleżanki i kolegów z Prawa i Sprawiedliwości. Szczególne emocje w Polsce, ale i zdziwienie poza granicami kraju – bo takich przepisów nie ma nigdzie w Europie – wzbudziły dwa projekty przygotowane przez Prawo i Sprawiedliwość, wprowadzające tak naprawdę dwie regulacje: po pierwsze, zakaz in vitro dla wszystkich Polaków, i po drugie, karę więzienia dla tych, którzy procedury in vitro w Polsce przeprowadzają.

    (Poseł Jan Dziedziczak: Zdziwienie budzi stan służby zdrowia.)

    Takich przepisów nie ma nigdzie w Europie.

    (Poseł Anna Zalewska: Oj, koniec świata.)

    (Głos z sali: Jaki jest stan służby zdrowia?)

    Takich przepisów Europejczycy nie widzieli w żadnym kraju. Pod przepisami, w których przewiduje się zakaz in vitro dla Polaków i karę więzienia za przeprowadzenie in vitro, podpisali się: pan prezes Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, pani prof. Pawłowicz, Joachim Brudziński, marszałek Kuchciński, przewodniczący Komisji Zdrowia Latos, posłowie Sasin, Sellin, Suski…

    (Poseł Małgorzata Sadurska: Dlaczego pan mnie nie wymienił? Jestem dyskryminowana.)

    W sumie 78 polityków Prawa i Sprawiedliwości podpisało się pod projektem, który zakazuje Polakom stosowania procedury in vitro, który wprowadza, dokładnie rzecz ujmując, przepis art. 68, który brzmi: „Kto tworzy embrion ludzki poza organizmem kobiety, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

    W tej samej ustawie, którą proponuje dzisiaj Polakom PiS, w art. 16 zapisane jest, że zakazane jest tworzenie embrionu ludzkiego poza organizmem kobiety. Tak naprawdę ta ustawa pośród wszystkich złożonych w Sejmie, bardziej, mniej radykalnych, wzbudzających takie czy inne kontrowersje, ta ustawa mówi wprost: Polacy nie będą mogli stosować in vitro.

    Właściwie nie można być zdziwionym, bo kiedy przeanalizuje się wypowiedzi publiczne tych, którzy proponują przepisy zakazujące stosowania in vitro w Polsce, wszystko staje się jasne. Pani posłanka Barbara Bartuś, posłanka PiS, w 2012 r. powiedziała: in vitro nie jest metodą leczenia niepłodności…

    (Poseł Tomasz Latos: Bo nie jest.)

    …jest zabijaniem dziesiątków zarodków. Najważniejsze jest to, żeby nie propagować in vitro, a wręcz zakazać produkcji dzieci.

    Pani profesor Pawłowicz, tak, pani profesor Pawłowicz w roku 2015 powiedziała: in vitro niczego nie leczy, a przeciwnie, zabija kilka istnień ludzkich, by wyprodukować na szkle tylko jedno.

    (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka)

    Wypowiedział się też w sprawie in vitro senator PiS, pan senator Kogut, który powiedział: należy zakazać in vitro i karać za jego stosowanie i lekarzy, i rodzinę. W końcu autor najbardziej radykalnego projektu, projektu, który przedstawił w Sejmie, pan doktor, pan poseł Bolesław Piecha w czasie wykładu dla Klubu Inteligencji Katolickiej wypowiedział następujące słowa: kiedyś to samo robił w Auschwitz doktor Mengele, eksperymentując w celu wyhodowania idealnego człowieka.

    (Poseł Jan Dziedziczak: To jest wyjęte z kontekstu, bardzo uproszczone.)

    Pamiętam też debatę, w czasie której omawialiśmy wyniki funkcjonowania programu zdrowotnego dotyczącego in vitro w Polsce, kiedy to pan poseł Rębek zwrócił się do młodzieży obserwującej naszą debatę i powiedział do młodych ludzi takie słowa: in vitro to zabójstwo wielu istnień ludzkich, wiemy o tym i proszę nas nie przekonywać, że jest inaczej. To niech usłyszy również młodsze pokolenie, bo żeby siostrzyczka lub braciszek narodziło się z in vitro, kilkoro spośród nich musi umrzeć.

    (Poseł Maria Zuba: Bo to prawda.)

    To powiedział poseł PiS, poseł Rębek do młodych ludzi obserwujących debatę w polskim parlamencie.

    W końcu sam prezes Jarosław Kaczyński powiedział tak: wiem, że 15 tys. razy in vitro znaczy bardzo, bardzo wiele aborcji. I mój stosunek do tego wynika z nauk Kościoła.

    Pewnie tych nauk, które prezentuje ksiądz profesor Franciszek Longchamps de Bérier, który powiedział: są tacy lekarze, którzy po pierwszym spojrzeniu na twarz dziecka wiedzą, że zostało poczęte z in vitro, bo ma dotykową bruzdę.

    Inny przedstawiciel, znany powszechnie, uczestnik debaty publicznej, pewnie ten, o którym myślał Jarosław Kaczyński – nie wiem, musimy go o to zapytać, mam nadzieję, że odpowie – ksiądz Tadeusz Rydzyk w roku 2011 w jednej ze swoich wypowiedzi użył następujących słów: kobieta to nie krowa, za przeproszeniem, to nie inseminacja jest, in vitro to zabicie. Ten sam Tadeusz Rydzyk, który gościł u siebie w radiu kandydata Dudę…

    (Poseł Małgorzata Sadurska: Ojciec Rydzyk.)

    …kiedy to zadzwonił Jarosław z Warszawy, ten sam Jarosław z Warszawy, który chyłkiem nakazał wycofanie przed świętami z Sejmu jednej z ustaw…

    (Poseł Jerzy Materna: Komentator.)

    …ustawy, która nosiła tytuł: o zakazie pozaustrojowego zapłodnienia. Jarosław z Warszawy nakazał wycofanie tej ustawy, ponieważ wiedział, że pod tą ustawą podpisany jest Andrzej Duda i że ta ustawa tak naprawdę przeszkadza mu w kampanii wyborczej. Bo dzisiaj Polacy chcą in vitro, Polacy nie boją się już in vitro, wiedzą, że in vitro jest nowoczesną metodą leczenia, i wiedzą, że te dzieci nie mają syndromu powstania na szkle, że nie mają żadnych bruzd i że nie są w niczym gorsze od wszystkich innych dzieci, które rodzą się drogą naturalną.

    Dlatego Jarosław Kaczyński polecił wycofanie tej ustawy i przedstawienie do głosowania innej ustawy, o innym tytule: o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego oraz zmianie niektórych innych ustaw. Tymczasem tak naprawdę pokazał, że cel tej ustawy jest zupełnie inny, pokazał, że to jest ten sam Jarosław Kaczyński, że to jest tam sam Tadeusz Rydzyk i ten sam kandydat Duda, dlatego że w tej ustawie, nad którą mamy głosować, jest zapisane, że kto tworzy embrion ludzki poza organizmem kobiety, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. De facto ten sam Jarosław Kaczyński wycofuje projekt, w którym mówi o karaniu więzieniem, i proponuje nam głosowanie nad bardzo podobnym projektem, nad projektem, który zawiera te same przepisy.

    (Poseł Jan Dziedziczak: Panie ministrze, halo, może o swoim projekcie ze dwa zdania pan powie.)

    (Głos z sali: Nie na temat.)

    To pokazuje, o czym dzisiaj w Polsce debatujemy. Europa i świat nagradzają twórców in vitro Noblem, a Jarosław Kaczyński pod rękę z Tadeuszem Rydzykiem, z którym zresztą przed chwilą także rozmawiał, mówią o tym, żeby Polaków karać więzieniem i zakazać im stosowania in vitro.

    Wczoraj w Lubinie kandydat Duda powiedział takie słowa: zadaniem i rolą prezydenta RP jest bycie inicjatorem naprawy RP. Rozumiem, że nie udało się z projektem ustawy, pod którym podpisał się bezpośrednio, dlatego pewnie ma nadzieję, że gdyby wygrał wybory, mógłby złożyć podpis pod tą ustawą...

    (Głos z sali: Kampania wyborcza.)

    ...która zakazuje w Polsce in vitro i skazuje Polaków na więzienie za stosowanie metody in vitro. Dlatego dzisiaj mamy do wyboru tak naprawdę dwa projekty. Jeden, który proponuje centra leczenia niepłodności, ochronę zarodka, ochronę wszystkich tych, którzy w tej procedurze muszą wziąć udział, bo nikt przecież nie bierze w niej udziału tylko dlatego, że tego chce, ci ludzie leczą się ze swojej choroby przez bardzo wiele lat, i drugi, który zakazuje w Polsce in vitro, mówi o tym, że ci, którzy te metody stosują, będą karani więzieniem. (Poseł Barbara Bubula: Pani marszałek, proszę zwrócić uwagę...)

    Mamy wybór między przepisami racjonalnymi a radykalnymi. Wydaje się, że dzisiaj ten moment jest momentem absolutnie kluczowym. Podejmiemy w końcu w Polsce decyzję, czy chcemy ustawy, która gwarantuje ludziom bezpieczeństwo, otwiera drzwi do nowoczesnej medycyny, do świata nauki, cywilizowanego świata, czy ustawy, która zamyka drzwi do nowoczesnej metody leczenia. Bardzo dziękuję.

    (Oklaski)

    (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka)

  • Dziękuję, panie ministrze.

    Chciałabym państwu wyjaśnić, że jest to debata łączna nad trzema projektami, tak że proszę się nie dziwić, że pan minister odniósł się do innych projektów.

    (Poseł Tomasz Latos: Ale mówił jak w imieniu klubu.)

    (Głos z sali: A o projekcie rządowym?)

    (Poseł Marzena Dorota Wróbel: Pani marszałek, proszę pilnować regulaminu.)

    Proszę o zabranie głosu pana posła Dariusza Jońskiego w celu przedstawienia uzasadnienia projektów ustaw zawartych w drukach nr 608 i 1122.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Dziękuję.

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Mam przyjemność przedstawić dwa projekty ustaw: poselski projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie, druk nr 1122, oraz poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów, druk nr 608.

    Pani marszałek, na początku chciałbym tytułem komentarza bardzo krótko odnieść się do stanowiska Episkopatu Polski, który próbuje szantażować część parlamentarzystów. Jednocześnie chciałbym wszystkim przypomnieć, iż uroczyście ślubowali przestrzegać konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej Polskiej, a nie prawa kanonicznego. Jestem przekonany, że w czasie tej dzisiejszej dyskusji wszyscy będziemy o tym niezwykle istotnym fakcie pamiętać.

    Zaczym rozpocznę prezentację tych dwóch projektów, muszę odnieść się do tego, co przed momentem powiedział pan minister. Panie ministrze, wydawało mi się, że przeczyta pan również inne projekty, nie tylko projekt Prawa i Sprawiedliwości, tym bardziej że kiedyś siedział pan po lewej stronie tej sali i mówił pan również o innych projektach, a nie tylko o ustawie o in vitro. Dla przypomnienia powiem, chociaż za chwilę omówię to szczegółowo, że Sojusz Lewicy Demokratycznej jest jedyną formacją, która od 10 lat konsekwentnie mówi nie tylko o przyjęciu ustawy o in vitro, ale również o finansowaniu procedury in vitro. To rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej w 2005 r. przyjął program finansowania tego na najbliższe lata, niestety ten program rządowy został wstrzymany przez Prawo i Sprawiedliwość, ale nie został, panie ministrze, odwieszony przez Platformę Obywatelską, co trwało przez wiele lat. O tym też warto pamiętać. Warto pamiętać, że dwukrotnie składaliśmy projekt ustawy o in vitro. Gdyby nie fakt, że prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk z Sojuszu Lewicy Demokratycznej podjął w 2012 r. próbę finansowania procedury in vitro, skuteczna próbę, to nie odważylibyście się w 2013 r. sfinansować m.in. właśnie procedury in vitro. O tych faktach trzeba pamiętać. Ale pan minister mówił tylko i wyłącznie o projekcie ustawy o in vitro, który jest bardzo istotny i ważny, podając, że od momentu kiedy funkcjonuje rządowy program finansowania metody in vitro, urodziło się 1650 dzieci.

    Zadaję pytanie, panie ministrze. Ile urodziłoby się dzieci, gdyby taka ustawa i taki program finansowania obowiązywały od 2007 r., kiedy Sojusz Lewicy Demokratycznej proponował to wprowadzić i już był taki program rządowy? Mogłoby urodzić się ponad 5 tys. dzieci, gdyby nie to, że nie chcieliście tego przegłosować. A dlaczego? Pamiętam, jak premier Donald Tusk z tej mównicy powiedział, że Platforma Obywatelska nie będzie klękać przed biskupami. Niestety klękaliście przez ostatnie osiem lat. Obawialiście się przegłosowania tak ważnej ustawy o in vitro. Dzisiaj, mówiąc o tej ustawie, chcecie powstać tylko z jednego kolana, na drugim kolanie chyba dalej chcecie klęczeć, bo jak inaczej skomentować brak jakiejkolwiek wypowiedzi pana ministra na temat drugiego, ważnego, bardzo istotnego i komplementarnego projektu ustawy o świadomym rodzicielstwie? Otóż ten projekt ustawy mówi m.in. o tym, o czym powinniśmy również tutaj rozmawiać, o czym rozmawia się w całej Europie, tak jak pan minister mówił, że w całej Europie mówi się o in vitro. Jesteśmy ostatnim krajem. Mało tego, warto również powiedzieć, że Komisja Europejska pozwała Polskę do Trybunału Sprawiedliwości, bo powinniśmy taką ustawę przyjąć już 1 stycznia 2008 r., grożą nam kary w wysokości prawie 200 tys. euro. O tym Platforma już nie mówi.

    Dlaczego tak ważne jest, aby podjąć dyskusję i przyjąć również ten drugi projekt, bardzo ważny, o świadomym rodzicielstwie? Dlatego że w 2008 r. Rada Europy zaapelowała do Polski, abyśmy przyjęli strategię z zakresu zdrowia seksualnego i prokreacyjnego. Taki projekt ustawy został przez Sojusz Lewicy Demokratycznej przygotowany. Mówimy o trzech rzeczach: o możliwości przerywania ciąży do 12. tygodnia, o edukacji seksualnej i o refundacji środków antykoncepcyjnych. O tym mówi ten projekt ustawy. Tylko i wyłącznie komplementarne podejście do tego problemu może ten problem rozwiązać. Państwo chcecie załatwić ten problem połowicznie, a kiedy coś załatwia się do połowy, to w ogóle się tego nie załatwia.

    Przedstawię kilka informacji, które, mam nadzieję, uzmysłowią nam, w jakiej jesteśmy sytuacji. O in vitro była mowa i myślę, że te dane dotyczące 70% Polaków również przełożą się na tę debatę tutaj. Przedstawiając za chwilę projekt, jeszcze do tego nawiążę.

    Zwrócę jednak teraz uwagę na bardzo istotny temat, na trzy ważne kwestie. Przede wszystkim chodzi mi o edukację seksualną. Otóż jeden z tygodników, „Newsweek”, szeroko opisał to, co dzieje się w tym obszarze w polskich szkołach. Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny wraz z Grupą Edukatorów Seksualnych Ponton przeanalizowały zawartość czterech aktualnie obowiązujących podręczników do wychowania do życia w rodzinie, które mają rekomendacje Ministerstwa Edukacji Narodowej. Panie ministrze, zamiast wiedzy proponuje się w nich młodzieży katolicki światopogląd. Warto tutaj wspomnieć, że lekcje religii są poza tym, że tu chodzi o inne lekcje.

    Kwestie dotyczące antykoncepcji są w tych książkach poruszane, ale stanowią zaledwie 1,8% objętości książek. Stwierdzenia są mniej więcej takie, że prezerwatywy są nieszczelne, a globulki powodują uszkodzenia płodu. Świadczy to przede wszystkim o braku szacunku dla młodzieży. Co więcej możemy przeczytać w tych podręcznikach, które obowiązują dzisiaj w szkole? Cytuję: Nieakceptacja płodności wyrażająca się w dążeniu do jej wyeliminowania stanowi naruszenie więzi małżeńskiej. Ponadto antykoncepcja powoduje trwałą niepłodność, ma działanie wczesnoporonne, a celem jej stosowania jest uzyskanie stałej dyspozycyjności seksualnej kobiety. Romantyczne dziewczęta i opętani seksem chłopcy – tak jest dzisiaj w polskich szkołach w nasiąkniętych, powiedziałbym, stereotypami podręcznikach przedstawiana młodzież.

    Co dalej? W podręcznikach słowa „kobieta” i „żona” oraz „mężczyzna” i „mąż” traktowane są wymiennie, a współżycie możliwe jest jedynie między heteroseksualnymi małżonkami. To oczywiście jest sprzeczne z rzeczywistością. Średni wiek inicjacji seksualnej w Polsce to 17–18 lat. Rzadko zdarza się, aby ludzie w tym wieku byli po ślubie. O tym mówi dr. Pawłowska. Jeśli chodzi o cyberprzemoc – o czym dość często rozmawiamy, o co zresztą dość często pytają dziennikarze – to w tych podręcznikach na ten temat nie ma nawet słowa, nawet jednego zdania. Homoseksualizm wynika z odrzucenia. Jest to kolejny stereotyp.

    To w końcu kto decyduje o treści tych podręczników? Dobrze byłoby, żeby pan minister też zapoznał się z tym faktem. Otóż trzy z czterech dopuszczonych podręczników powstały pod redakcją Teresy Król, co samo w sobie uniemożliwia jakikolwiek wybór. Problemem jest także to, że w ramach trzech komisji nad tymi książkami pracował pan prof. Bogdan Chazan, nazywany pierwszym katolickim ginekologiem w Polsce, oraz prof. Aleksander Nalaskowski znany z poglądu, że edukacja seksualna to zbiorowe molestowanie młodzieży. Takie osoby przygotowują dzisiaj książki, które mienią się książkami o edukacji seksualnej. Dlatego w naszym projekcie ustawy zakłada się m.in. wprowadzenie do szkół obowiązkowego przedmiotu dotyczącego edukacji seksualnej.

    O środkach antykoncepcyjnych można byłoby długo mówić, wystarczy jednak przyjrzeć się kilku raportom i zjawiskom, które się pojawiły, aby je przeanalizować i szybko wyciągnąć z tej sytuacji wnioski. Otóż w Stanach Zjednoczonych jest taki stan, nazywa się Kolorado, gdzie był najwyższy wskaźnik, jeśli chodzi o nastolatki w ciąży. Co roku problem ten dotykał prawie 750 tys. dziewczyn w wieku 15–19 lat. Otóż ponad 1/4 nich decydowała się na aborcję, a 15% tych dziewczyn nie udało się donosić ciąży. Najgorsza sytuacja panowała wśród biedoty, mniejszości etnicznych oraz ogólnie mieszkańców południowych stanów.

    (Głos z sali: Coś podobnego. Nie wiedziałem.)

    No właśnie, jak to dobrze się dowiedzieć.

    Otóż tam wprowadzono darmowe środki antykoncepcyjne. Co się wydarzyło? Efekt tej inicjatywy przerósł najśmielsze oczekiwania. Na liście stanów o największej liczbie niechcianych ciąż Kolorado spadło z 19. na 29. miejsce, a liczba takich ciąż, w które zachodzą nastolatki, spadła o 40%. Jest to jeden z wielu przykładów, który pokazuje, że stosowanie środków antykoncepcyjnych jest jednym ze sposobów ograniczania liczby takich ciąż.

    Z tym ważnym, bardzo istotnym tematem wiąże się inny. Światowa Organizacja Zdrowia opracowała raport na temat m.in. przerywania ciąży. Otóż przez całe lata 90. i na początku XXI w. można było zauważyć stały spadek liczby wykonywanych na świecie aborcji. Niestety, ten trend jest już przeszłością. W 2003 r. na świecie dokonano 41,5 mln aborcji, w 2008 r., 5 lat później – 44 mln. Jeżeli weźmie się jednak pod uwagę wzrost liczby ludności, średni wzrost pozostaje ten sam. O czym mówi ten raport? Otóż nie pozostawia on żadnych złudzeń. Zdecydowanie najwięcej, czyli 86%, aborcji wykonuje się w krajach ubogich, a najrzadziej na przerwanie ciąży decydują się mieszkanki Europy Zachodniej. Wskaźnik dotyczący częstości wykonywania aborcji wynosi tu 12. Na drugim biegunie znajduje się Europa Wschodnia, w tym oczywiście Ukraina, Białoruś, z trzykrotnie wyższym wskaźnikiem. Autorzy tego raportu podkreślają, że ciąże przerywa się wyraźnie rzadziej w krajach, w których obowiązują liberalne przepisy, w pełni dostępne są antykoncepcja i odpowiednia edukacja seksualna. W Afryce i Ameryce Południowej, gdzie aborcje są praktycznie zakazane, wskaźnik dotyczący częstości przeprowadzania zabiegów jest trzykrotnie wyższy niż w Europie Zachodniej czy w Ameryce Północnej. Otóż możemy odnieść takie wrażenie, że Polska cofa się w tym względzie. Powinniśmy walczyć o jak najmniejszą liczbę przeprowadzonych aborcji, a prawo, które dzisiaj obowiązuje, czyli kryminalizacja, prześladowanie i stygmatyzowanie chcących tego kobiet, krótko mówiąc, to droga donikąd. Rozsądne podejście powinno się opierać na zasadzie redukcji szkód, na zasadzie: nie karać, ale pomagać, a to oznacza złagodzenie prawa.

    Jest jeszcze jeden problem. Oczywiście eksperci podkreślają, że szybko rośnie liczba niebezpiecznych aborcji. Jeszcze parę lat temu było to ok. 44%, a w tej chwili jest to 50%. Można by było zadać pytanie, jak to wygląda w Polsce. W Polsce przy obecnie obowiązującym prawie legalnych aborcji przeprowadza się niespełna 2 tys., a tych nielegalnych jest 100 tys. Mamy 100 tys. przypadków nielegalnej aborcji. Mówię tu o podziemiu aborcyjnym, mówię o turystyce aborcyjnej. Otóż to trzeba zmienić. O tym mówimy. Nie karać, jak chce Prawo i Sprawiedliwość, nie zamykać oczy, jak chce Platforma Obywatelska i nie być na to głuchymi, tylko wziąć projekt ustawy i to przegłosować. To jest clou naszych dwóch projektów. Otóż pozwolę sobie w tej chwili szczegółowo je przedstawić.

    Rozpocznę od druku nr 608, projektu w sprawie in vitro. Tak jak mówiłem, w 2005 r. rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej, m.in. pan minister Marek Balicki, przyjął pierwszy w historii program zdrowotny finansowania in vitro ze środków publicznych na lata 2006–2008, żeby być precyzyjnym. Był to program leczenia niepłodności metodami zapłodnienia pozaustrojowego. Został przyjęty przez kierownictwo Ministerstwa Zdrowia w październiku 2005 r. i przekazany Narodowemu Funduszowi Zdrowia do realizacji. Swoją drogą informacja na temat tego programu, który został przyjęty, nadal widnieje na stronach Ministerstwa Zdrowia. Po objęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w tym samym roku prace związane z programem zostały wstrzymane. Po wygranych wyborach w 2007 r. Platforma Obywatelska, wbrew deklaracjom poparcia kwestii in vitro, nie wznowiła tego programu, choć już wtedy – chcę to podkreślić – spełniał on wszelkie wymogi formalnoprawne. Dopiero po sześciu latach, w 2013 r. Platforma uruchomiła program finansowania in vitro ze środków publicznych bazujący na programie lewicy z 2005 r. i programie lewicowego prezydenta Częstochowy z 2012 r. W 2009 r. posłowie Lewicy i SDPL przy poparciu posłów Demokratycznego Koła Poselskiego oraz posłów niezależnych złożyli w Sejmie projekt ustawy regulującej kwestię in vitro, również tzw. projekt obywatelski, złożony w związku z upływem terminu implementacji dyrektyw unijnych, o których już mówiłem, był przedstawiony w Sejmie przez posła Marka Balickiego. W tej sprawie działań rządu Platformy Obywatelskiej nie było. W 2011 r. klub SLD wobec brak działań rządu PO dotyczacych uregulowania ustawowego kwestii in vitro ponownie złożył projekt ustawy w tej sprawie. Teraz warto powiedzieć o kilku faktach. Rocznie dzięki in vitro – pan minister mówił tylko o dzieciach urodzonych dzięki środkom finansowym z budżetu, ale chodzi też o swoje własne – w Polsce rodzi się ok. 5 tys. dzieci. Każdy oczywiście powinien mieć wolny wybór i dokonywać go w swoim sumieniu. Dlatego jakikolwiek projekt zakazujący stosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego to najgorszy przejaw fundamentalizmu. SLD mówi wprost: ideologii nie powinno się wprowadzać do procedur medycznych.

    Warto wspomnieć, że 12 listopada 1987 r. w Białymstoku urodziło się pierwsze w Polsce dziecko poczęte dzięki zastosowaniu tej metody. Projekt, o którym dziś mówimy, wpłynął do Sejmu w dniu 1 grudnia 2011 r. Od dnia wpłynięcia minęło siedem miesięcy. Tyle czekał ten projekt na skierowanie do pierwszego czytania na posiedzeniu Sejmu, które odbyło się 23 lipca 2012 r. Dziś mamy kwiecień 2015 r. i wreszcie zajmujemy się tą ważną sprawą, po przeszło trzech latach tej kadencji. W końcu zostało zapalone zielone światło dla tej tematyki. Oczywiście można by było zadać pytanie, dlaczego nagle teraz, na koniec kadencji Platforma chce na ten temat dyskutować. Czy dlatego, że zbliżają się wybory prezydenckie, może być druga tura, która najprawdopodobniej będzie? Czy dlatego, że sondaże już nie są tak dobre, jak były? Czy w końcu dlatego, że idą wybory parlamentarne, a być może również dlatego, że będziemy musieli płacić ogromne kary Unii Europejskiej? Wszystkie powody są równie prawdziwe.

    SLD, jak mówiłem, składał ten projekt już w poprzedniej kadencji. W 2011 r. Platforma Obywatelska złożyła oczywiście podobny projekt, ale zabrakło determinacji. Nasz omawiany dziś projekt ma dwa główne cele. Pierwszy to uregulowanie problematyki medycznie wspomaganej prokreacji, a jak wiemy, w Polsce tego dziś nie ma, a drugi cel to dostosowanie polskiego ustawodawstwa dotyczącego pobierania, przechowywania i przeszczepiania komórek, tkanek i narządów oraz postępowania z komórkami rozrodczymi i zarodkami w celu medycznie wspomaganej prokreacji w zakresie odnoszącym się do komórek rozrodczych i zarodków do wymagań dwóch dyrektyw Komisji i dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 31 marca 2004 r.

    Niepłodność jest chorobą i wszyscy, jak tu siedzimy, na tej sali, o tym wiemy, jest chorobą, której podstawowym objawem jest brak dziecka. Niepłodność dotyka wiele par, szacuje się, że od 12–15% w zależności od populacji, może to dotyczyć łącznie ok. 2 mln osób. Z powodu tak dużego rozpowszechnienia niepłodności Światowa Organizacja Zdrowia wpisała ją na listę chorób społecznych.

    Z niepłodnością wiążą się olbrzymi stres, frustracja, dewastacja układu partnerskiego, brak poczucia więzi rodzinnych, utrata celu dotyczącego aktywnego życia zawodowego. Ten stres jest porównywalny ze stresem wynikającym z rozpoznania choroby nowotworowej czy zawału mięśnia sercowego. Procedury medyczne dotyczące wspomaganej prokreacji należą do uznanych i skutecznych metod leczenia niezamierzonej bezdzietności, czyli niepłodności. Są stosowane, kiedy zawodzą inne metody, warto o tym wspomnieć, albo wtedy, kiedy jest to postępowanie z wyboru, bo w pewnych sytuacjach z góry wiadomo, że inne metody nie będą skuteczne. Medycznie wspomagana prokreacja umożliwia realizację praw reprodukcyjnych, przyczynia się do rozszerzenia swobody prokreacyjnej obywateli.

    Warto przypomnieć definicję zdrowia reprodukcyjnego, która została określona w programie kairskim przyjętym w 1994 r. na Międzynarodowej Konferencji na rzecz Ludności i Rozwoju. To był pierwszy moment, kiedy na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych doszło do zastosowania praw człowieka, jeżeli chodzi o ochronę zdrowia reprodukcyjnego. Zdrowie reprodukcyjne to stan pełnego dobrostanu w aspekcie fizycznym, psychicznym i społecznym we wszystkich sprawach związanych z układem rozrodczym oraz jego funkcjami i procesami, a nie wyłącznie brak choroby lub niedomagań. Zdrowie reprodukcyjne oznacza zatem, że ludzie mogą prowadzić satysfakcjonujące i bezpieczne życie seksualne, że mają zdolność do reprodukcji oraz swobodę decydowania o tym, czy, kiedy i ile chcą mieć dzieci. Z tego wynika prawo mężczyzn i kobiet do odpowiednich usług medycznych zapewniających parom największą szansę posiadania zdrowego potomstwa.

    Krótko o najważniejszych założeniach projektu. Po pierwsze, prawidłowe funkcjonowanie procedur medycznych wspomaganej prokreacji wymaga przyjęcia odpowiednich regulacji ustawowych i wprowadzenia funkcjonalnych rozwiązań instytucjonalnych. Po drugie, przyjęte rozwiązania ustawowe nie mogą pogorszyć dostępu do uznanych i powszechnie stosowanych metod dotyczących medycznie wspomaganej prokreacji. W Polsce in vitro stosowane jest od ponad 20 lat w sposób legalny, ale brakowało szczególnych rozwiązań ustawowych. Nowe rozwiązania mają poprawić stosowanie procedury w zakresie jakości i bezpieczeństwa, natomiast nie mogą pogorszyć dostępu do metody in vitro. Po trzecie, regulacje prawne powinny zapewniać wysoki poziom medyczny, bezpieczeństwo zdrowotne i efektywność. To wynika m.in. z dyrektyw europejskich. Założyliśmy, że zapłodnienie pozaustrojowe jest jedyną uznaną metodą leczenia w razie braku powodzenia w przypadku stosowania innych metod lub jest metodą, która jest wybierana, by wyeliminować specyficzne problemy będące przyczyną niepłodności. W tych dwóch przypadkach metoda in vitro jest jedyną szansą na wyleczenie, jeżeli chodzi o objawy niepłodności, niemożność posiadania dziecka. Regulacje prawne powinny gwarantować każdemu możliwość korzystania z aktualnych osiągnięć wiedzy medycznej. Uznaliśmy, że nie wolno arbitralnie ograniczać prawa jednostki do korzystania z najwyższego osiągalnego stanu zdrowia fizycznego i psychicznego, co jest gwarantowane m.in. w art. 12 Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych, oraz z konstytucyjnego prawa do decydowania o swoim życiu osobistym, również w zakresie zdrowia i samostanowienia w dziedzinie prokreacji.

    To oczywiste, że skuteczne stosowanie metody in vitro przy aktualnym poziomie wiedzy i techniki medycznej wymaga procedury tworzenia nadliczbowych zarodków oraz ich zamrażania. Procedura ta w takim stopniu zwiększa szanse na powodzenie, jeżeli chodzi o leczenie niezamierzonej bezdzietności, że stosowanie metody in vitro staje się akceptowalną metodą leczenia. Dzisiaj jest to rozwiązanie optymalne. Ogranicza liczbę cykli leczniczych, którym musi być poddana kobieta w trakcie terapii niepłodności, a w części przypadków zmniejsza lub eliminuje ryzyko wystąpienia poważnych powikłań zdrowotnych u matki. Na dzisiejszym etapie rozwoju wiedzy i techniki medycznej nie ma jeszcze powszechnie stosowanych metod alternatywnych o porównywalnej, podkreślam, efektywności.

    W projekcie wskazujemy, że świadczenia zdrowotne, jeżeli chodzi o zastosowanie procedur medycznie wspomaganej prokreacji, powinny być udzielane wyłącznie przez lekarzy posiadających odpowiednie kwalifikacje oraz przez zakłady opieki zdrowotnej, które uzyskały pozwolenie ministra właściwego ds. zdrowia, na zasadach analogicznych, jak w przypadku transplantacji. Powinny zostać stworzone instytucjonalne warunki do nadzoru i kontroli przestrzegania obowiązujących standardów oraz norm jakości i bezpieczeństwa. Uznaliśmy, że z uwagi na bliskość przedmiotu unormowań oraz kompleksowy charakter regulacja dotycząca medycznie wspomaganej prokreacji powinna stanowić część ustawy z 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów. Podobna filozofia towarzyszyła projektowi posłów Platformy Obywatelskiej z sierpnia 2009 r. Reprezentantką wnioskodawców była wówczas posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska. Ku tej wersji ustawy skłaniał się początkowo premier Donald Tusk, ale w 2012 r. zapowiedział wprowadzenie procedury zapłodnienia in vitro finansowanej w ramach programu zdrowotnego i odsunął w czasie moment uchwalenia przepisów ustawowych. Można to było zrobić już 6 lat temu. Dlaczego taki był wybór autorów? W prawie wspólnotowym, jeżeli chodzi o te dyrektywy, problematyka jakości i bezpieczeństwa w obchodzeniu się z materiałem genetycznym pochodzenia ludzkiego traktowana jest na równi z wszelkimi komórkami, tkankami i narządami. Komórki rozrodcze, komórki i tkanki płodowe są objęte tymi samymi dyrektywami, co generalnie problematyka transplantacji. To jest argument za tym, żeby w naszym ustawodawstwie również kwestia medycznie wspomaganej prokreacji była uregulowana w ustawie transplantacyjnej. Mówiłem o tym, ale jeszcze raz podkreślę, że Polska ma obowiązek dostosowania naszego prawa do tego, co wynika z dyrektyw. Wiąże się to z członkostwem Polski w Unii Europejskiej. Jeśli chodzi o opóźnienie we wdrożeniu dyrektyw, trzeba powiedzieć, że dyrektywa 2004/23/WE powinna być wdrożona do 7 kwietnia 2006 r. Niedługo minie prawie 9 lat. Mogło to być podstawą do wniesienia przez Komisję Europejską skargi do Trybunału Sprawiedliwości za naruszenie prawa wspólnotowego w związku z niewykonaniem zobowiązań wynikających z członkostwa we Wspólnocie.

    Jakie szczegółowe rozwiązania przewiduje ten projekt? Po pierwsze, dostosowanie i rozszerzenie słownika definicji, co jest konieczne w związku z poszerzeniem problematyki nowelizowanej ustawy. Po drugie, wprowadzenie zakazu pobierania komórek rozrodczych ze zwłok w celu zastosowania ich w procedurze in vitro w medycznie wspomaganej prokreacji, po trzecie, określenie zasad i warunków dopuszczalności pobierania komórek rozrodczych od żywych dawców w ramach dawstwa partnerskiego oraz niepartnerskiego, a także warunków dopuszczalności pobierania komórek rozrodczych od dawcy żywego w celu zabezpieczenia zdolności płodzenia na przyszłość, pro futuro, kiedy na przykład komuś grozi terapia z powodu choroby nowotworowej mogącej spowodować niepłodność, dalej, sformułowanie warunków dopuszczalności dawstwa zarodków w celu medycznie wspomaganej prokreacji, propozycja utworzenia centralnego rejestru biorców i dawców komórek rozrodczych i zarodków, propozycja przepisów w zakresie działalności banków komórek i tkanek, a także komórek rozrodczych i zarodków, określenie zasad stosowania komórek rozrodczych i zarodków w procedurze medycznie wspomaganej prokreacji poprzez dodanie odrębnego rozdziału, utworzenie jednostki podległej bezpośrednio ministrowi zdrowia, którą nazywamy Centrum Koordynacyjno-Organizacyjnym do Spraw Medycznie Wspomaganej Prokreacji PolArt, a której głównym zadaniem byłoby sprawowanie nadzoru nad stosowaniem medycznie wspomaganej prokreacji, a także rozszerzenie zakresu kompetencji Krajowej Rady Transplantacyjnej na dziedzinę medycznie wspomaganej prokreacji. Na koniec proponujemy wprowadzenie przepisów karnych, które wiązałyby się z tym, że przestępstwem byłoby rozpowszechnianie ogłoszeń o handlu oraz handel komórkami rozrodczymi i zarodkami. Przestępstwem byłoby także prowadzenie bez wymaganego zezwolenia ośrodka medycznie wspomaganej prokreacji i stosowanie procedur z naruszeniem przepisów ustawy, a w szczególności prowadzenie selekcji zarodków pod względem płci. Przestępstwem byłoby również komercyjne pośredniczenie w zawieraniu umów o tzw. macierzyństwo zastępcze, niszczenie zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju wbrew woli dawców gamet, tworzenie zarodków z ludzkich komórek rozrodczych w celach badawczych, stosowanie klonowania reprodukcyjnego czy w końcu tworzenie zarodków z ludzkich oraz zwierzęcych komórek rozrodczych. Polska, o czym była już tu wcześniej mowa, jako jedyny kraj w Europie nie ma przepisów dotyczących metody in vitro. Gdy ten projekt przedstawiał w poprzedniej kadencji poseł Marek Balicki, Polska była jednym z pięciu krajów Unii Europejskiej, które nie miały regulacji dotyczących medycznie wspomaganej prokreacji. Uznajemy, że jak najszybsze doprowadzenie do stosowania metody medycznie wspomaganej prokreacji w sposób uregulowany ustawowo i kontrolowany jest konieczne. Mamy świadomość, że od lat niepłodne pary, mówi się nawet o liczbie 1,5 mln, czekają na regulacje prawne w tym zakresie. Rozwiązanie przejściowe, program zdrowotny ministra zdrowia na dzień dzisiejszy odbiega od oczekiwań w zakresie wielu koniecznych regulacji. Nasz projekt ustawy uwzględnia rzeczywiste problemy osób dotkniętych niezamierzoną bezdzietnością, bierze pod uwagę wiele życiowych sytuacji z tym związanych. Ten projekt jest odpowiedzią na rzeczywistą potrzebę społeczną, a zawarte w nim prawne rozwiązania są życiowe, skuteczne i zgodne z międzynarodowymi standardami.

    Projekt drugi, projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie, druk nr 1122, to ponowiony projekt z ubiegłej kadencji. To jest, jak mówiłem, projekt przekrojowy, który obejmuje uregulowanie kwestii związanych z prawem do informacji, do edukacji, do poradnictwa i środków umożliwiających podejmowanie decyzji w zakresie świadomego rodzicielstwa m. in. poprzez stworzenie legalnej możliwości przerywania ciąży podczas pierwszych 12 tygodni jej trwania, wprowadzenie refundacji antykoncepcji, uzupełnienie istniejących regulacji o warunki stosowania metod rozrodu wspomaganego medycznie

    (metoda in vitro)

    i działań banków komórek rozrodczych i zarodków. Projekt wpłynął do Sejmu 23 października 2012 r., 21 lutego 2013 r., kilka miesięcy później, został skierowany do pierwszego czytania na posiedzeniu Sejmu. Po przeszło dwóch latach od skierowania i prawie 2,5 roku od złożenia odbywa się pierwsze czytanie tego projektu.

    Czynnikiem determinującym wnioskodawców do złożenia tego projektu jest przeświadczenie, że jednym z podstawowych praw człowieka jest prawo do suwerennego, odpowiedzialnego decydowania o tym, czy, ile i kiedy chce mieć dzieci. Prawo to wynika z norm zawartych w powszechnych prawach człowieka i chroni je także Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Celem naszego projektu jest zapewnienie realizacji tych zasad i wartości konstytucyjnych. Chciałbym powiedzieć, że obowiązująca od 1993 r. do dzisiaj ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, która budzi tak wiele kontrowersji, nie tylko nie spełnia najważniejszego celu jej twórców – ponad 20 lat temu tym zadaniem czy celem miało być ograniczenie liczby przerwań ciąży – ale sposób jej realizacji przyczynił się do wielu innych szkód, m.in. polskim dzieciom i młodzieży odebrano jedno z podstawowych praw, czyli prawo do wiedzy o samym sobie. W szkołach polskich zamiast wiedzy o życiu seksualnym człowieka, wiedzy niezbędnej do podjęcia odpowiedzialnego i bezpiecznego zachowania seksualnego oraz zapobieżenia ewentualnym zagrożeniom, a nawet tragediom życiowym, przekazuje się młodym ludziom ideologicznie zabarwione przekonania i opinie, nierzadko mające niewiele wspólnego ze współczesną nauką, o czym przed momentem mówiłem, podając przykłady. Skutki są zatrważające: nieplanowane wczesne ciąże, dramaty. Ustawa z 1993 r. nie dość, że nie przyczyniła do ograniczenia tego zjawiska – jak deklarowali jej autorzy, przecież to było jej głównym celem – ale spowodowała, że zabiegów przerwania ciąży, jak wynika z wielu przesłanek i informacji, jest więcej niż było.

    Projekt o świadomym rodzicielstwie ma na celu stworzenie instrumentów i warunków do tego, żeby w Polsce w pełni były realizowane podstawowe prawa i wolności w zakresie zdrowia reprodukcyjnego, czyli prawa, które w zakresie zdrowia publicznego nazywamy prawami reprodukcyjnymi. Prawa te zostały sprecyzowane, o czym już wcześniej mówiłem, na konferencji Organizacji Narodów Zjednoczonych w Kairze. Mówiłem o tej deklaracji i apelu Rady Europy, ale chcę, żeby to też wybrzmiało: w 2008 r. Rada Europy zaapelowała do Polski w sprawie przyjęcie odpowiednich strategii z zakresu zdrowia seksualnego i prokreacyjnego opartych na solidnych i wiarygodnych danych w celu zapewnienia możliwie najlepszego i najszerszego dostępu do usług antykoncepcyjnych. Rada Europy zwracała się o zapewnienie kobietom i mężczyznom dostępu do środków antykoncepcyjnych po rozsądnych cenach, odpowiedniego dla nich rodzaju i przez nich wybranych, w prawdzie obowiązującej nauki o związkach i życiu seksualnym człowieka, aby zapobiec jak największej liczbie przypadków przerywania ciąży w młodym wieku. Dlatego proponujemy: po pierwsze, zapewnienie dzieciom i młodzieży dostępu do wiedzy w zakresie świadomego rodzicielstwa, zdrowia i seksualności w sposób rzeczywisty, poprzez wprowadzenie obowiązkowego przedmiotu, którego treści byłyby dostosowane do stopnia rozwoju dziecka, jego emocjonalności, do szkół, chodzi o obowiązkowy przedmiot: wiedza o życiu seksualnym człowieka; po drugie, umożliwienie dostępu do swobodnie wybranych środków antykoncepcyjnych również osobom, które znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej i materialnej, czyli uwzględnienie refundacji środków antykoncepcyjnych ze środków publicznych i, po trzecie, o czym mówiłem przy pierwszym projekcie, objęcie leczeniem niepłodności metodą in vitro. Dziś omawiane projekty odnoszą się głównie do tej kwestii i zapewne z tego powodu udało się po dwóch latach przeprowadzić pierwsze czytanie naszego projektu.

    Chcę zwrócić szczególną uwagę na to, że obydwa projekty są komplementarne. Jeśli celem również nas wszystkich, a taki cel powinien być, jest ograniczenie aborcji w Polsce, to bez wprowadzenia, tak jak jest w krajach wysoko rozwiniętych, edukacji seksualnej czy finansowania m.in. środków antykoncepcyjnych z budżetu będziemy bardziej przypominać kraje Afryki, gdzie jest zakaz in vitro, gdzie jest zakaz aborcji i gdzie tych aborcji nielegalnie wykonuje się setki tysięcy. Tak w Polsce niestety się dzisiaj dzieje. Tylko w jednym szpitalu po stronie niemieckiej, w niemieckim szpitalu, wykonuje się tyle samo zabiegów aborcji, co w całej Polsce. To z czegoś wynika, w Polsce po prostu jest zakaz aborcji, są tylko trzy przypadki, ale to nie jest żaden kompromis, to nie jest kompromis, chcę to bardzo mocno podkreślić.

    Dlatego wnoszę o przyjęcie obydwu projektów ustaw i przekazanie ich do komisji. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Proszę o zabranie głosu pana posła Czesława Hoca w celu przedstawienia uzasadnienia projektu ustawy zawartego w druku nr 1107.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Najpierw oczywiście kilka słów komentarza do bardzo politycznego, na pewno nie było ono merytoryczne, wystąpienia pana ministra Arłukowicza, wystąpienia bardzo przykrego, bardzo niedobrego, by nie powiedzieć: żenującego, z dwóch powodów, po pierwsze, pan minister omawiał projekt Prawa i Sprawiedliwości, prawdopodobnie wstydząc się swojego albo nie mając odwagi dokładnie go przedstawić, a po drugie...

    (Poseł Dorota Niedziela: Pan się spóźnił.)

    …albo mówił nieprawdę albo celowo manipulował informacją, albowiem doskonale wiedział, że Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość w stosownym czasie złożył autopoprawkę i nadał nowe brzmienie art. 68, zamieniając karę pozbawienia wolności do lat 2 na karę grzywny i obligatoryjny zakaz wykonywania zawodu na okres nie krótszy niż 5 lat, pan minister doskonale o tym wiedział.

    (Głos z sali: Łaskawcy.)

    (Poseł Iwona Śledzińska-Katarasińska: Za późno pan wszedł.)

    Zapomniał za to powiedzieć o swoim projekcie, rządowym, w którym za zbywanie embrionów z premedytacją nakładacie karę od 1 roku do 10 lat.

    (Poseł Małgorzata Sadurska: Więzienia.)

    Więzienia, czyli pozbawienia wolności.

    (Głos z sali: Za handel organami, tak.)

    Bardzo dobrze, ale dlaczego... To bardzo dobrze, tylko nawiązuję do tej kary pozbawienia wolności do lat 2, której obecnie w naszym projekcie nie ma.

    (Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz: Była.)

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Mam zaszczyt przedstawić i zarekomendować Wysokiemu Sejmowi poselski projekt, Prawa i Sprawiedliwości, ustawy o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego oraz zmianie niektórych innych ustaw, druk sejmowy nr 1107.

    Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość z pełną świadomością i odpowiedzialnością przedstawia dzisiaj projekt ustawy w imię podstawowych dóbr i wartości chronionych przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej, tj. art 30, czyli poszanowania i ochrony godności człowieka, która jest mu przyrodzona i niezbywalna oraz nienaruszalna i stanowi źródło wolności i praw człowieka, art. 38 – prawnej ochrony życia, art. 39 – wolności od bycia poddawanym eksperymentom medycznym oraz art. 68, czyli zapewnienia każdej osobie poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego, równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej i szczególnej opieki zdrowotnej nad dziećmi, kobietami w ciąży i osobami niepełnosprawnymi.

    Przedstawiając projekt ustawy o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego, jesteśmy świadomi faktu, że wyznajemy wartości opisane w preambule, tj. nienaruszalną godność człowieka, która przynależy mu w każdej fazie jego życia, kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie narodu i ogólnoludzkich wartościach, które determinują nasza powinność w tworzeniu tego rodzaju norm prawnych. Zatem celem projektu ustawy jest ochrona godności, życia i integralności genetycznej człowieka, a także stworzenie wymaganych przez Konstytucję RP oraz prawo międzynarodowe i prawo Unii Europejskiej rozwiązań instytucjonalnych w sferze biomedycyny.

    Projekt ustawy określa zasadę ochrony genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego oraz ustanawia Polską Radę Bioetyczną oraz Urząd Prezesa ds. Biomedycyny. W istotnych kwestiach projekt ustawy zabrania procedury in vitro, zezwolono jednak, z uwagi na dobro dziecka, na kontynuację zapłodnienia pozaustrojowego rozpoczętego do dnia wejścia w życie ustawy oraz tworzy się swoistą instytucję adopcji prenatalnej, tj. adopcji wytworzonych do tej pory embrionów. Projekt ustawy nie przewiduje kary pozbawienia wolności za procedury in vitro, natomiast nakłada bezwzględny zakaz wykonywania zawodu nie krótszy niż 5 lat i karę grzywny.

    Projekt ustawy zakazuje wszelkiej ingerencji w genom ludzki powodującej jego dziedziczne zmiany

    (art. 7)

    , zakazuje tworzenie chimer i hybryd

    (art. 8)

    oraz klonowania człowieka

    (art. 9)

    . Za nieprzestrzeganie tych zapisów grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 – art. 65. Tej samej karze będzie podlegał ten, kto spowoduje śmierć embrionu ludzkiego – art. 67. Sąd w tych przypadkach dodatkowo będzie mógł orzec zakaz pełnienia funkcji lub wykonywania zawodu związanych z prowadzeniem badań genetycznych, zapłodnienia pozaustrojowego lub obrotu gametami. Nie wolno będzie odpłatnie lub nieodpłatnie rozporządzać embrionem – art. 5, a także nie będzie dopuszczalne pobieranie ani wykorzystywanie do celów prokreacyjnych gamet pochodzących od osób nieżyjących – art. 6.

    Ingerencja w genom ludzki będzie dopuszczalna wyłącznie w celach leczniczych dotyczących człowieka, którego genom jest przedmiotem ingerencji i który nie powoduje jego dziedzicznej zmiany, po uzyskaniu zgody prezesa Urzędu ds. Biomedycyny – art. 10. Natomiast ingerencja w genom gamety żeńskiej lub męskiej będzie dopuszczalna jedynie wtedy, gdy ma na celu badanie naukowe, też po uzyskaniu zgody prezesa, ale nie może być wykorzystywana w celach prokreacyjnych – art. 11. Zakazane będą wszelkiego rodzaju praktyki eugeniczne – art. 12. Zakaz chroni zarówno przed tzw. eugeniką negatywną, tj. selekcją istot ludzkich ze względu na niepożądane cechy, jak i tzw. eugeniką pozytywną, polegającą na dyskryminującym wspieraniu niektórych osób lub grup ze względu na pożądaną rasę lub tożsamość genetyczną.

    Nikt nie będzie mógł być zobowiązany do uczestnictwa w badaniach genetycznych lub do wyrażenia zgody na badania genetyczne osób pozostających pod jego pieczą albo do ujawnienia wyników tych badań – art. 14. Natomiast badania genetyczne będą dopuszczalne w celach leczniczych i tylko w interesie tego, na kim te badania są przeprowadzane, a w celach naukowych tylko po uzyskaniu zgody prezesa Urzędu ds. Biomedycyny. Zarówno owe badania genetyczne, jak i poradnictwo genetyczne będzie mogła prowadzić tylko wyspecjalizowana jednostka z uprawnionym lekarzem spośród wymienionych w wykazie Centralnego Rejestru Biomedycznego – art. 14. Niedopuszczalny będzie przywóz lub wywóz embrionów ludzkich poza granice Rzeczypospolitej Polskiej – art. 43, a dotyczący gamet będzie wymagał zezwolenia prezesa Urzędu ds. Biomedycyny – art. 44.

    Projektowana ustawa nie może być w żadnym wypadku obojętna wobec wielu tysięcy zagrożonych śmiercią zamrożonych embrionów. Należy dać szansę każdemu ludzkiemu życiu już powstałemu w ten sposób. Tego wymagają pełny szacunek i pełna godność, jakie przysługują każdej istocie ludzkiej. Dlatego też projekt ustawy w rozdziale 3 tworzy procedury ratunkowe dla embrionów wytworzonych przed wejściem w życie ustawy, a jeszcze nie transferowanych do organizmu matki genetycznej. Zatem precyzyjnie określono czynności mieszczące się w procedurze zapłodnienia pozaustrojowego rozpoczętego do dnia wejścia w życie ustawy, które na zasadzie przepisów przejściowych będą mogły być kontynuowane – art. 17. Transfer embrionu będzie dopuszczalny tylko do organizmu matki genetycznej – art. 20.

    Jednakże kierując się dobrem dziecka, projekt ustawy tworzy instytucję adopcji prenatalnej – art. 22, polegającej na przekazaniu embrionu obcym genetycznie rodzicom na podstawie orzeczenia sądowego. Instytucja ta reguluje swoisty stan wyższej konieczności związany z bezpośrednim zagrożeniem życia embrionu. Stan ten może być konsekwencją śmierci matki genetycznej lub odmowy matki genetycznej poddania się zabiegowi transferu lub innej okoliczności uniemożliwiającej transfer. W tej sytuacji dopuszczalne jest wyrażenie zgody na transfer embrionu do organizmu innej kobiety, także tej, która nie pozostaje w związku małżeńskim. W tym wyjątkowym przypadku, chroniąc embrion przed pozostawaniem w stanie kriokonserwacji i mając na względzie dobro dziecka, sąd może zezwolić na transfer embrionu do organizmu innej kobiety, jednakże dając pierwszeństwo parom małżeńskim. Określone dane gromadzone będą w specjalnym Centralnym Rejestrze Biomedycznym, prowadzonym przez prezesa Urzędu ds. Biomedycyny. Procedura adopcji prenatalnej wykluczyć ma bowiem handel embrionami oraz praktyki eugeniczne.

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Ustawa powołuje Polską Radę Bioetyczną jako organ opiniodawczo-doradczy przy prezesie Rady Ministrów. Rada ma za zadanie wypowiadać się w sprawach etycznych, prawnych, ekonomicznych i społecznych związanych z rozwojem biomedycyny i biotechnologii.

    Wykonując obowiązek określony w art. 4 dyrektywy 2004/23/WE, ustawa tworzy centralny organ administracji rządowej – prezesa Urzędu ds. Biomedycyny, właściwy do kontroli procedur zapłodnienia pozaustrojowego, obrotu gametami oraz badań genetycznych, w szczególności tych o charakterze eksperymentalnym, i nadzoru nad nimi. W skład rady wchodzi 11 członków, z czego 6 powołanych jest spośród kandydatów wskazanych przez prezydenta RP, prezesa Polskiej Akademii Umiejętności, prezesa Polskiej Akademii Nauk, Naczelnej Rady Lekarskiej, Konferencji Episkopatu Polski, Polskiej Rady Ekumenicznej, oraz do 4 innych osób. Obligatoryjnie członkiem rady będzie prezes Urzędu ds. Biomedycyny, ale nie może być przewodniczącym ani wiceprzewodniczącym rady – art. 47.

    Zwolniono z odpowiedzialności odszkodowawczej lekarzy i podmioty lecznicze w przypadkach adopcji prenatalnej, w których skutkiem ich działania lub zaniechania jest urodzenie czy też życie dziecka, w tym także życie z określonymi cechami genetycznymi, pod warunkiem że były ściśle przestrzegane stosowne przepisy ustawy.

    Uzupełniono również zapisy ustawy z dnia 23 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych, przyznając zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 1000 zł, który będzie przysługiwał bez względu na wysokość uzyskiwanego w rodzinie dochodu. Będzie on przysługiwał dzieciom legitymującym się orzeczeniem o niepełnosprawności, łącznie ze wskazaniami konieczności stałej lub długotrwałej opieki lub pomocy innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji oraz konieczności stałego współudziału na co dzień opiekuna dziecka w procesie jego leczenia, rehabilitacji i edukacji, albo orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawności. Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Pomimo projektu ustawy zakazującego procedury in vitro oraz naszej całkowicie krytycznej oceny metody in vitro z całą stanowczością stwierdzamy, że dzieci powołane w ten sposób do życia przyjmujemy z należną im miłością i szacunkiem, na które zasługują tak samo jak każda istota ludzka. W pełni też rozumiemy pragnienie posiadania własnego genetycznie dziecka, radości z macierzyństwa i rodzicielstwa, przeżywania ciąży i porodu. Jednakże musimy zwrócić uwagę, że człowiek w trudnych momentach musi kierować się hierarchią wartości, a najwyższą wartością jest nienaruszalna, niezbywalna i przyrodzona godność człowieka. Wszak nie możemy w żaden sposób zaakceptować dramatycznej i wprost nieludzkiej zasady, że każde jedno życie w procedurze in vitro jest okupione śmiercią wielu innych istnień ludzkich, śmiercią swojego rodzeństwa. Oto raport rządowego projektu refundacji in vitro: w ciągu jednego roku trwania programu 2559 kobiet zaszło w ciążę, urodziło się 217 żywych noworodków, natomiast embrionów ludzkich zginęło, część z nich została zamrożona, ok. 43 tys., roczny koszt wyniósł 72,5 mln zł. Dane brytyjskiego Human Fertilisation and Embryology Authority Register opublikowane w 2013 r. w oparciu o szczegółową analizę w okresie kilkunastu lat wykazały dramatyczne zjawisko, tj. aby mogło się urodzić 122 tys. dzieci, poświęcono życie prawie 4 mln innych dzieci.

    Fundamentalna wartość ochrony życia odnosi się do każdego momentu życia człowieka, wartości wyższej niż zdrowie i radość z posiadania dzieci. Przecież nie można poświęcać życia wielu istot ludzkich dla powstania jednego życia, tym bardziej nie możemy poświęcić życia dla ratowania zdrowia. Dlatego ze zrozumieniem podchodzimy do całkowitego zakazu np. klonowania, w tym klonowania tzw. terapeutycznego, albowiem pozyskanie embrionalnych komórek macierzystych jest równoznaczne z uśmierceniem ludzi klonów na bardzo wczesnym etapie ich życia. Z kolei z zadowoleniem witamy kolejne osiągnięcia na polu terapeutycznego wykorzystania komórek macierzystych, ale pozyskanych z ciała dorosłego człowieka bądź krwi pępowinowej, czyli somatycznych komórek macierzystych. Dlatego też pragniemy wspierać pary małżeńskie w poszukiwaniu naturalnego sposobu poczęcia, przecież zarejestrowano bardzo wiele przypadków zbyt pochopnego decydowania się na procedurę in vitro, przyjaźnie zachęcać do naprotechnologii – metody naturalnej prokreacji, metody skuteczniejszej, w całości naturalnej, bezpiecznej, z szansą na ponowne urodzenie dziecka metodą naturalną, i metody tańszej. Metoda ta ma same zalety zarówno z punktu widzenia rodziców, dziecka, jak i państwa. Ma wszak jedną wadę, nie napędza kosztownego biznesu in vitro i może dlatego pojęcie naprotechnologii tak rzadko pojawia się w mediach, bo nie jest to sponsorowane.

    Należy pamiętać, że procedura in vitro nie jest leczeniem niepłodności. Gdyby tak było, poczęcie następnego dziecka byłoby możliwe drogą naturalną. Leczeniem niepłodności, choć nie w każdym przypadku, ale o skuteczności większej niż procedura in vitro, jest właśnie naprotechnologia. Zapłodnienie in vitro jest zagrożeniem dla zdrowia matek, w normalnym cyklu organizm kobiety produkuje najczęściej jedną komórkę jajową, a po podaniu znacznej dawki hormonów nawet kilkanaście, częściej więc towarzyszą mu ciąże mnogie z ryzykiem przedwczesnego porodu, a poczęte metodą in vitro dzieci częściej są dotknięte wadami wrodzonymi.

    Procedura zapłodnienia pozaustrojowego zakłada selekcję zarodków, która oznacza ich uśmiercenie. Chodzi o eliminację słabszych zarodków ludzkich zdiagnozowanych jako nieodpowiednie, czyli o eugenikę selektywną. Tak więc wskutek procedury in vitro powstała możliwość diagnostyki preimplantacyjnej i w następstwie selekcji, zarodków. W niedalekiej przyszłości może dojść do powstania specjalnego rodzaju usług dla bardzo bogatych ludzi, których będzie stać, aby zaprogramować swoje dzieci. To może spowodować podział społeczeństwa na tych lepszych, po selekcji, i na tych zwykłych. Zabawa w Boga już w przeszłości kończyła się bardzo źle, a dla milionów ludzi nawet okrutnie.

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Grecki wyraz „embrion” oznacza zarodek. Embrion ludzki jest zawsze człowiekiem przynależnym do gatunku homo sapiens. Z embrionu ludzkiego nie powstanie nic innego jak tylko człowiek. Natychmiast po zapłodnieniu następuje proces ukierunkowania komórek na formowanie płodu, dziecka i istnienia dorosłego. Każde ludzkie istnienie od momentu poczęcia aż do śmierci posiada tę samą naturę, jaką jest natura ludzka. Zatem ma być szanowane i traktowane jako osoba od chwili swego poczęcia. Posiada wszystkie prawa należne osobie, a nade wszystko prawo do nienaruszalnej godności człowieka, które jest przyrodzone i niezbywalne, oraz prawo do życia.

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Czy współcześnie mamy powody do dumy z mądrości naszych czasów w sytuacji, gdy jedną z najnowocześniejszych zdobyczy XXI w. jest to, że matka może urodzić nie swoje dziecko? Od niepamiętnych czasów każdy student prawa wykuwał na pamięć rzymską sentencję: mater semper certa est. Matka jest zawsze jedna, znana, pewna. Obecnie ta zasada już nie obowiązuje. Dramatyczny przypadek w klinice w Policach dowodzi, że stosując procedurę in vitro, matka może urodzić nie swoje dziecko, co więcej, okazuje się, że szpital, w którym urodziła się chora dziewczynka, nawet nie wie, kto jest biologiczną matką dziecka.

    W tym roku brytyjski parlament przegłosował ustawę, według której dziecko będzie mogło mieć troje rodziców, geny trojga, a nie dwojga osób, tj. trzeci rodzic lub druga matka nie będą formalnie klasyfikowani jako rodzic, czyli druga matka będzie bezimienna. W marcu tego roku 25-letniemu Brytyjczykowi urodziło się dziecko. Korzystając z procedury in vitro, urodziła mu je własna matka. Tak więc dziecko urodziło się jako brat własnego ojca. Chłopczyk, który przyszedł na świat, według prawa był bratem mężczyzny, więc musiał on sądownie adoptować swoje dziecko. Czy zwolennicy procedury in vitro chcą nam zafundować taki świat? Tam, gdzie będzie zezwolenie na procedurę in vitro, będzie manipulacja genetyczna na genomie czy też na embrionach lub gametach. Tego się po prostu nie da skutecznie kontrolować. Konsekwencje manipulacji metody in vitro mogą się też objawić dopiero w kolejnych pokoleniach potomstwa.

    Angielski powieściopisarz Aldous Huxley wydał w 1932 r., a więc 83 lata temu, powieść „Nowy wspaniały świat”, „Brave New World”, w której zawarł swoiste proroctwo i przestrogę dla świata. Napisał tę książkę, gdy w Europie w najlepsze kwitł komunizm i faszyzm. Przerażająca wizja postępu i cywilizacji. Oto obywatele powstają w rezultacie sztucznego zapłodnienia i klonowania. Króluje system kastowy. Ludzie są produkowani i kształtowani w ramach kilku grup społecznych, którym przypisane są konkretne funkcje i zadania: są inteligentne, wysokie i piękne alfy mające piastować funkcje naukowe i kierownicze, są bety – pracownicy techniczni i laboranci, są też delty, gammy i epsilony celowo niedorozwinięte, przeznaczone do prac fizycznych w poniżających warunkach. Nie ma matek, nie ma ojców, nie ma rodzin, nie ma prywatności. Jest za to ogromna swoboda seksualna, każdy dla każdego. Może niedługo ludzkość się przekona, ile w tej książce było wyimaginowanego świata, a ile zawartej w niej treści ma szanse urzeczywistnić się już w niedalekiej przyszłości.

    Pamiętamy niebywałe pomysły, w które wielu wierzyło, niejakiego Trofima Łysenki, ignoranta naukowego, zwanego „bosym profesorem”, który obiecał samemu Stalinowi nieśmiertelność oraz stworzenie człowieka z probówki, całkowicie zniewolonego, swoistego homunkulusa – na wzór genetycznie zmodyfikowanych roślin.

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Już obecnie mamy poważne problemy w aspekcie wielorodzicowości albo multimacierzyństwa. W zapłodnieniu heterologicznym, czyli pozamałżeńskim, inny jest ojciec biologiczny, a inny prawny. Kto jest więc ojcem rzeczywistym? Dziecko może mieć dwóch ojców i dwie matki, matki nawet trzy: pierwsza to ta, która daje swoją komórkę jajową, druga wynajmuje swoje łono dla poczętego in vitro dziecka, a trzecia faktycznie wychowuje, czyli matka społeczna. Świadomie powołuje się do życia dziecko z wyłączeniem niejako z góry jednego z rodziców. W wymiarze społecznym i aksjologicznym już teraz zatraca się sens pojęcia rodziny. Dziecko jest raczej ofiarą tzw. bioetyki laickiej, a prawa dziecka powinny znajdować się ponad prawem wolności wyboru osoby dorosłej. Musimy stale pamiętać, że dziecko jest darem miłości, a nie jego produktem. Poza tym pojawiają się inne bardzo poważne kwestie prawne, np. prawo dziedziczenia, ewentualne alimenty, przypadkowe związki kazirodcze, przypadek odszkodowania od kliniki za trojaczki, bo miały być tylko bliźnięta itp.

    Ojciec pierwszego francuskiego dziecka z probówki Jacques Testart w książce „Przejrzysta komórka” napisał ironicznie, że laboratoria będą w stanie zagwarantować gotowy produkt zgodnie z normami unijnymi. Jak w sklepie czy hurtowni będzie można dokonać wyboru dziecka z kondycją fizyczną, kolorem oczu i włosów. W Australii już promuje się naukowców opowiadających się za rozszerzeniem prawa rodziców do selekcji dzieci poczętych in vitro w zależności od posiadanych cech.

    Tak więc dalszy rozwój procedury in vitro to oczywista droga do otwarcia drzwi dla dalszej genetycznej modyfikacji zarodków i zjawiska dzieci na zamówienie, czyli tego, aby rodzice mogli zamawiać np. dzieci o konkretnych cechach fizycznych. Pragnienie dziecka nie może usprawiedliwiać jego produkowania, podobnie jak niechęć wobec dziecka już poczętego nie może usprawiedliwiać porzucania go lub zniszczenia.

    Pozostaje jeszcze jeden aspekt: sprawiedliwości społecznej i rozpatrywania tego w kategoriach czysto ludzkich, zasad równości i poczucia bezpieczeństwa zdrowotnego. Powszechnie jest wiadomo, że brakuje pieniędzy i nakładów dla tych pacjentów, którzy już się urodzili lub są dorosłymi i mają schorzenia, z powodu których umierają bądź bardzo cierpią. Powód? Prozaiczny: brak pieniędzy na ich leczenie. A przecież już zostali oni powołani do życia. Chorzy cierpią, niejednokrotnie błagalnie proszą o pomoc państwa. Mają nadzieję.

    Życie jest bezcenne. To prawda, nie można go przeliczać na żadne pieniądze. Jednak z powyższego raportu rządowego programu refundacji in vitro wynika, że za jedno dziecko urodzone metodą in vitro podatnicy zapłacili ok. 300 tys. zł. Jeśli tak, to dlaczego polski pacjent chory na czerniaka nie może żyć dłużej, bo państwo odmówiło mu od lutego 2015 r. refundacji nowoczesnego leku? Podobnie polska pacjentka chora na agresywnego raka piersi – HER 2 dodatniego – musi szybciej umierać, bo nie stać nas na nowoczesne leczenie. Polski pacjent chory na mukowiscydozę dożywa tylko 26 lat, a na świecie 50 lat, bo nie stać państwa na standardy leczenia europejskiego. Polski pacjent chory na stwardnienie rozsiane staje się wcześniej inwalidą, bo państwa polskiego nie stać na nowoczesne leczenie. Chory na cukrzycę ma wcześniej powikłania cukrzycowe kończące się amputacją kończyny, ślepotą bądź dializą nerkową, bo nie stać nas na nowoczesną terapię insulinową bądź lekami inkretynowymi. Chorzy na wirusowe zapalenie wątroby typu C z genotypem 1 wirusa muszą szybciej umierać, bo państwa nie stać na dwulekowy zestaw nowej generacji. Chorzy na lekooporną padaczkę cierpią, bo są drogie leki. Kwalifikacja do finansowania nowoczesnego leczenia biologicznego w przypadku choroby Leśniowskiego-Crohna lub wrzodziejącego zapalenie jelita grubego jest najbardziej restrykcyjna w Europie. Dzieci szybciej umierają na rzadką chorobę Niemanna-Picka, bo nie refundujemy miglustatu. Nie mamy w Polsce żadnego leku ze zniżką w leczeniu nadczynności tarczycy itd., itd. A co trzeci pacjent odchodzi od okienka aptecznego, bo leki są zbyt drogie. Tak więc w powyższych dramatycznych przypadkach nigdy nie powinno zabraknąć środków w sytuacji, gdy stać nas na refundację procedury in vitro.

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Czyż nie zastanawia ani nie dziwi fakt, iż zwolennicy metody in vitro z reguły są również za antykoncepcją, za tzw. kompromisem aborcyjnym oraz za zastosowaniem pigułki „dzień po”? A przecież antykoncepcja to podawanie środków, nie leków, by celowo zaburzyć owulację, by życie nie powstało. Z kolei popieranie tzw. kompromisu aborcyjnego to brutalne niszczenie już powstałego życia, a sprzyjanie pigułce „dzień po” to w istocie antykoncepcja albo środek wczesnoporonny – w zależności od czasu przyjęcia pigułki w stosunku do owulacji, a więc ponowne działanie przeciw powołaniu życia. Jaka jest zatem wiarygodność tych ludzi, zwolenników in vitro, ich miłości do życia, skoro promują metody, w przypadku których życie nie może być poczęte lub gdy życie jest poczęte, brutalnie się je niszczy? Co więcej, wiedzą, że wszystkie te działania i metody mogą być powodem właśnie owej niepłodności. A zatem co lub kto nimi kieruje? Niewiedza? Biznes? Moda? Poprawność polityczna? Nie możemy pozwolić na to, by za kilkadziesiąt, a może kilkanaście lat polski Kodeks rodzinny brzmiał w art. 1: Zabronione jest poczęcie dzieci drogą naturalną.

    (Poruszenie na sali)

    (Głos z sali: Czesiu, daj spokój.)

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Niespełna trzy tygodnie temu, tj. 24 marca 2015 r., obchodziliśmy po raz 11. Narodowy Dzień Życia – uwaga – ustanowiony na mocy uchwały Sejmu RP z dnia 27 sierpnia 2004 r. Głosi ona: „Dzień ten powinien stać się okazją do narodowej refleksji nad odpowiedzialnością władz państwowych, społeczeństwa i opinii publicznej za ochronę i budowanie szacunku dla życia ludzkiego, szczególnie ludzi najmniejszych, najsłabszych i zdanych na pomoc innych. Dzień ten powinien być również motywem solidarności społecznej, zachętą dla wszystkich działań służących wsparciu i ochronie życia”.

    Dlatego poselski projekt Prawa i Sprawiedliwości ustawy o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego to narodowa refleksja nad odpowiedzialnością za ochronę nienaruszalnej godności osoby ludzkiej, za ochronę życia tego najmniejszego i najsłabszego. To kompleksowy projekt ustawy zapewniający integralność genetyczną człowieka. Prawo do życia, jego przestrzeganie i ochrona jest pierwszym i zasadniczym warunkiem istnienia wszystkich innych praw i wolności jednostki.

    Co prawda za prowadzenie procedury in vitro nie proponujemy kary więzienia, ale ustanawiamy bardziej dotkliwą karę, to jest zakazu wykonywania zawodu i karę grzywny. Tworzymy Polską Radę Bioetyczną oraz prezesa Urzędu ds. Biomedycyny i Centralny Rejestr Biomedyczny. Ustanawiamy w imię dobra dziecka kontynuację zapłodnienia in vitro rozpoczętego do czasu wejścia w życie ustawy, a przede wszystkim tworzymy swoistą instytucję adopcji prenatalnej. Z uwagi na dobro dzieci z orzeczeniem niepełnosprawności i szacunek dla nich proponujemy zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 1000 zł, bez względu na dochód rodziny. Wszelkie wątpliwości co do ochrony życia ludzkiego winny być rozstrzygnięte na rzecz tej ochrony, zgodnie z zasadą in dubio pro vita humana, a rudymentarne rozstrzygnięcia etyczne powinny znajdować oparcie w normach prawnych.

    Ten poselski projekt ustawy to także narodowa refleksja nad przyszłością gatunku ludzkiego. To nasza zbiorowa odpowiedzialność i zbiorowy obowiązek – ochrona godności i ochrona życia na każdym jego etapie i w każdym jego przejawie, dla dobra wspólnego współczesnego i przyszłych pokoleń

    A lekarzom politykom przypominam fragment przysięgi lekarskiej Zgromadzenia Ogólnego Światowego Stowarzyszenia Lekarskiego z 1984 r. przyjętej w Genewie: „będę zachowywał absolutny szacunek dla życia ludzkiego od momentu poczęcia i nawet pod groźbą nie dopuszczę do tego, aby mojej wiedzy lekarskiej użyto przeciw prawom ludzkości. Przyrzekam to uroczyście, z własnej woli, na mój honor!”. I krótki fragment oryginalnej wersji przysięgi Hipokratesa: „podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie. W czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją”.

    W imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość proszę o przyjęcie tego projektu ustawy.

    (Długotrwałe oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Sejm ustalił w łącznej dyskusji nad tymi punktami porządku dziennego podział czasu pomiędzy kluby i koło, w zależności od ich wielkości, w granicach od 50 do 6 minut, to jest debatę krótką.

    Otwieram dyskusję.

    Jako pierwszy głos zabierze pan poseł Grzegorz Sztolcman z Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Pani Marszałek! Wysoka Izbo! W imieniu Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska mam zaszczyt jako pierwszy zaprezentować nasze stanowisko wobec rozpatrywanych projektów, to jest rządowego projektu ustawy o leczeniu niepłodności, druk nr 3245, projektu autorstwa klubu Prawo i Sprawiedliwość, druk sejmowy nr 1107, oraz dwóch projektów autorstwa Klubu Poselskiego Sojusz Lewicy Demokratycznej, druki nr 608 i 1122.

    Na wstępie, myślę, trochę dla nas zawstydzający fakt czy kontekst. Otóż w Polsce nie mamy do dzisiaj żadnych uregulowań prawnych dotyczących kwestii in vitro. W większości państw Unii Europejskiej te regulacje od ponad 20 lat funkcjonują. Polska jest pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej, Polacy są pełnoprawnymi obywatelami tej wspólnoty i tak jak wszyscy obywatele Unii Europejskiej zasługują na prawo, które pozwoli skutecznie i bezpiecznie stosować metodę in vitro. Dlatego dobrze, że obecna koalicja podjęła ten ważny temat.

    Chciałbym być może niektórym z nas na tej sali przypomnieć: Procedura in vitro jest w tej chwili w Polsce stosowana, jest legalna i jest dopuszczalna, ale nie ma nad nią żadnej kontroli, jest stosowana bez żadnych norm czy zasad prawnych. W tej chwili mamy sytuację najgorszą z możliwych, bo w kwestiach bioetycznych mamy tylko normy moralne, etyczne i kompletną pustynię prawną – na tej pustyni pary, które szukają pomocy, zdane są właściwie wyłącznie na siebie i odpowiedzialność lekarzy wynikającą tak naprawdę tylko z przysięgi Hipokratesa.

    To wszystko, o czym powiedziałem przed chwilą, wyraźnie i dobitnie pokazuje, że ustawa o leczeniu niepłodności, w skrócie o in vitro, jest po prostu w Polsce potrzebna. Klub Platformy Obywatelskiej ocenia projekt rządowy jako najbardziej kompleksowy i obiektywnie najlepszy. To jest projekt, który powstał na podstawie opinii i doświadczeń wielu specjalistów, ekspertów z różnych dziedzin, lekarzy, na podstawie bardzo szerokich konsultacji społecznych, również na podstawie doświadczeń rządowego programu leczenia niepłodności i na podstawie standardów i uregulowań funkcjonujących w Europie.

    Projekt ten wprowadza ład i porządek do obszaru, który do tej pory jest legislacyjną próżnią. Ustanawia wreszcie, i to chyba jest najważniejsze w tym projekcie, prawną ochronę zarodków. Zabrania eksperymentów, tworzenia chimer, hybryd, klonowania, ingerowania w genom, a przede wszystkim zakazuje wprost niszczenia zarodków. Wprowadza kontrolę na każdym etapie. Na ten moment bowiem wszystko jest dopuszczalne, a sumienie i wartości etyczne poszczególnych lekarzy, nawet tych najlepszych, i mówię to sam jako lekarz, to jest trochę za mało, żeby bezpiecznie stosować procedurę zapłodnienia pozaustrojowego.

    Rząd w naszej ocenie proponuje bardzo rozsądne rozwiązania w kwestii liczby zapładnianych komórek jajowych w stosowanej procedurze, opierając się na doświadczeniu lekarzy z jednej strony, a z drugiej strony nie dopuszczając do nadmiernej swobody w tej kwestii. Propozycje zawarte w projekcie rządowym w naszej ocenie są optymalne dla skuteczności metody i minimalizują poświęcenie zdrowotne kobiet, w końcu przyszłych mam. Chcę wyraźnie powiedzieć, że z projektu rządowego wynika bardzo jasno i wyraźnie: Procedura in vitro nie będzie procedurą pierwszego wyboru, wręcz przeciwnie, będzie to ostateczność. Dopiero po zastosowaniu wszystkich innych metod, jeżeli nie będzie oczekiwanego efektu, para będzie mogła skorzystać z tego rozwiązania, i to też pod pewnymi warunkami. To po pierwsze.

    Po drugie, projekt bardzo szczegółowo i kompleksowo reguluje kwestie prawne dotyczące rodziców i dziecka, w szczególności w odniesieniu do Kodeksów: rodzinnego i opiekuńczego oraz cywilnego czy kwestii dziedziczenia. Mówiąc jak najbardziej prosto i ogólnie, chodzi o to, żeby każde dziecko, które urodzi się dzięki metodzie in vitro, miało ojca i matkę.

    I wreszcie po trzecie, ten projekt tak naprawdę stwarza tylko i wyłącznie warunki do skorzystania z procedury in vitro i takie możliwości. W kwestiach bioetycznych, w obliczu postępu poznania naukowego, nie możemy, tak myślę, sobie pozwolić na bezwarunkową arbitralność. Myślę, że ważnym argumentem dla środowisk, które identyfikują się ze społeczną nauką Kościoła, jest fakt, że w tym projekcie nigdzie, powtarzam: nigdzie, nie znajdziemy słowa „nakaz”. My, posłowie, wszyscy, jak tu jesteśmy na tej sali, jesteśmy przedstawicielami wspólnoty obywateli i mamy obowiązek szukania argumentów dla rozwiązań prawnych wśród wartości podzielanych przez zróżnicowane społeczeństwo. Jak to jest zapisane w preambule do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, prawo musi być w Polsce jedno dla wszystkich: zarówno dla wierzących w Boga, jak i dla niepodzielających tej wiary.

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Jako lekarz i poseł Komisji Zdrowia, po dogłębnym przeanalizowaniu rządowego projektu, uważam – i chcę to powiedzieć raz jeszcze, chcę to wyraźnie podkreślić – że jest to projekt zdecydowanie najbardziej kompleksowo przedstawiający tę sprawę i obiektywnie najlepszy. Gdy przyjrzeć się pozostałym projektom, to dość wyraźnie widać, przynajmniej w części, że one schlebiają radykalizmom. Myślę, że nie tego oczekuje społeczeństwo. Ono raczej oczekuje prawa racjonalnego, prawa dla wszystkich, prawa, które będzie odpowiedzią na ludzkie problemy, a mówimy przecież o bardzo poważnym problemie dotyczącym płodności, który w Polsce dotyka 1,5 mln par. To są miliony osobistych dramatów.

    Jaką odpowiedź na te dramaty proponują inne kluby? Koledzy z prawej strony, z PiS-u, nie chcą nawet dopuścić do dyskusji o in vitro, a ich prawna odpowiedź na in vitro jeszcze do bardzo niedawna, jak teraz słyszymy, zawierała się w słowach: „więzienie”, „kara bezwzględnego więzienia”. Waszą odpowiedzią na cud narodzin jest sąd i więzienie.

    (Poseł Zbigniew Babalski: To nie jest cud.)

    Z kolei koleżanki i koledzy z lewej strony sali chcą w jednym akcie uregulować kwestie in vitro, aborcji na życzenie, wychowania seksualnego w szkole czy środków i metod antykoncepcyjnych. Jeżeli celem było głównie zwrócenie uwagi na projekt jako taki, to jest jeszcze parę kontrowersyjnych i medialnych tematów: prostytucja, dopalacze, miękkie narkotyki. Może to też wrzucicie, w formie autopoprawki, do tego projektu?

    Podsumowując te rozważania o pozostałych projektach, wyraźnie widać zasadnicze różnice wynikające ze światopoglądu, ale mam nadzieję, że nie wszyscy w klubie PiS wierzą, że in vitro to samo zło, tak jak nie wszyscy w klubie SLD uważają, że rozsądnie jest łączyć w jednym projekcie, w jednym akcie prawnym kwestie in vitro i aborcji na życzenie.

    Jestem natomiast pewien, jestem przekonany, że w jednej kwestii nie ma między nami podziałów partyjnych. Otóż myślę, że wszyscy się zgodzimy, że posiadanie dzieci jest ogromnym, wielkim szczęściem. Dlatego nie rozumiem i nie wiem, dlaczego koledzy z PiS-u chcą odebrać taką możliwość osobom, które – przecież nie z własnej winy – mają ogromny problem. Dlaczego chcecie im państwo odmówić prawa do szczęścia, którego sami doświadczacie? Dlaczego mówicie, że in vitro to oszustwo, wręcz morderstwo, skoro daje szansę na zaznanie radości posiadania dzieci? To jest po prostu nieludzkie, tak to trzeba nazwać. Dlatego apeluję do kolegów z PiS-u: włączcie empatię.

    (Głosy z sali: A wy włączcie radio.)

    Włączcie empatię, a wyłączcie radio. Wyjdźcie na ulicę, do ludzi i posłuchajcie, porozmawiajcie, wtedy się przekonacie, że to nie jest wyrafinowana aborcja, tylko dzielenie się miłością.

    (Poseł Zbigniew Babalski: Zostaw nam wybór.)

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Podsumowując powyższe, w imieniu Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska chcę poinformować, że uważamy, że projekt rządowy zdecydowanie zasługuje na skierowanie do prac w komisji. W naszej ocenie należy te prace rozpocząć jak najszybciej i myślę, że wszyscy, którym autentycznie zależy na uregulowaniu tej niedookreślonej szarej strefy prawnej, będą chcieli pracować nad proponowanymi zapisami. Bardzo dziękuję.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos zabierze pan poseł Tomasz Latos z Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Dziękuję bardzo.

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Mam zaszczyt wystąpić w debacie w imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość i odnieść się do tych wszystkich projektów dotyczących procedury in vitro – ponieważ trzeba jasno powiedzieć, że ta debata w zasadzie toczy się wokół in vitro; poniekąd przyznał to nawet pan minister, który na początku mówił o centrach leczenia bezpłodności, a później tak naprawdę przyznał, że każde z tych centrów musi mieć możliwość wykonywania in vitro, musi mieć bank komórek i bank zarodków, jeśli dobrze zrozumiałem, panie ministrze.

    Szkoda, że pan poseł zwraca się z apelem do Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość, mówiąc o empatii. Ja, panie pośle, przywołam opinię Jacques’a Testarta, jednego z pionierów procedury in vitro nie tylko we Francji, lecz także na świecie, który notabene będąc ateistą i pionierem tej metody, stał się jej zagorzałym przeciwnikiem, dlatego że ta metoda jest ze wszech miar niebezpieczna z punktu widzenia medycznego, ale i z punktu widzenia etycznego oraz moralnego. Są na to liczne dowody. Spróbuję państwu w czasie tej debaty je zaprezentować i przekonać państwa do tego.

    Ale zanim do tego przejdę, w ramach tej debaty, którą w oktawie wielkanocnej zafundował nam pan minister Arłukowicz, chciałbym powiedzieć panu ministrowi, że rzeczywiście należy dyskutować ponad podziałami politycznymi. W tym sensie ja również zwrócę się do kolegów z różnych stron sali, w tym do kolegów posłów z Platformy Obywatelskiej. Zwróćcie państwo uwagę na hipokryzję własnego ministra. Otóż co roku Prawo i Sprawiedliwość zgłaszało poprawki do budżetu mówiące o tworzeniu centrów leczenia bezpłodności. Z punktu widzenia budżetu nieduża kwota – 10 mln zł. I co się dzieje za każdym razem? Za każdym razem państwo, którzy tak chcecie wspierać polskie rodziny w leczeniu bezpłodności i im pomagać, nie chcecie poprzeć tak prostej poprawki, zaś w tej chwili zajmujecie się nie tyle leczeniem bezpłodności, ile tylko i wyłącznie procedurą in vitro, która, jakkolwiek by to określić, nie jest leczeniem wspomnianej bezpłodności.

    Dalej. Jest, jak zresztą przywołał to znakomicie w wystąpieniu pan poseł Hoc, wiele chorób, wiele schorzeń, które jakoś nie wywołują u państwa czy u ministra empatii i jakoś nie chcecie przeznaczyć odpowiednich środków na leczenie wielu schorzeń, również schorzeń onkologicznych. Można przywołać przykład chociażby pakietu onkologicznego, o którym ostatnio się mówi. Przywołany przykład raka piersi i nowoczesnej terapii raka piersi jest doskonały. Państwo jakoś nie dostrzegacie tego problemu.

    Ale idźmy dalej. Mam list, który państwo również otrzymaliście, datowany na 30 marca tego roku, skierowany przez panią Alinę Pulcer ze Stowarzyszenia Kobiet z Problemami Onkologiczno-Ginekologicznymi. Otóż przedstawiciele tego stowarzyszenia zwracają się do Wysokiej Izby, do pana ministra, wskazując, że w Polsce jest ok. 5 mln kobiet z mięśniakami macicy. Co roku – cytuję tutaj list – dokonuje się ponad 100 tys. histerektomii. W roku 2009 było 127 391 histerektomii, 12 578 miomektomii oraz 2619 wycięć macicy drogą pochwową. Niestety nie została uznana, zaakceptowana i poparta przez pana ministra procedura leczenia octanem uliprystalu, mimo że miała pozytywną ocenę agencji oceny technologii medycznych.

    (Poseł Maciej Orzechowski: To jest lobbing.)

    Przeczytam jeszcze fragment tego stanowiska: Wycięcie macicy to nie tylko pozbawienie kobiety ważnego organu, nazywane przez kobietę amputacją kobiecości, ale również pozbawienie jej szansy na macierzyństwo. W grupie pacjentek istnieje bardzo dużo młodych kobiet, którym proponuje się operacyjne usunięcie macicy pomimo niezakończonych planów prokreacyjnych. Tymczasem współczesna medycyna daje wielu pacjentkom możliwość zachowania macicy, niestety nie każda pacjentka może sobie na nią pozwolić.

    Tak, panie ministrze, wygląda państwa troska o leczenie bezpłodności, o umożliwienie kobietom posiadania dzieci.

    Trzeba też jasno powiedzieć, że procedura in vitro, choćbyście nie wiem jakie państwo podejmowali działania w tej materii, nie rozwiąże problemu 1,5 mln par, które w Polsce nie mogą mieć dzieci.

    Trzeba również jasno powiedzieć o pewnych zagrożeniach, jakie wynikają z wprowadzenia państwa projektu. Oczywiście pan minister mówił o tym, że nie będzie możliwości klonowania czy też eksperymentowania na zarodkach, ale jednak, panie ministrze, poprzez takie, a nie inne zapisy w tym projekcie ustawy państwo mimo wszystko zostawiacie taką furtkę. Powiem więcej, my i państwo, niezależnie od światopoglądu, powinniśmy rozpocząć debatę od tego, co jest cały czas niezrealizowane. Myślę tutaj o nieprzyjęciu konwencji bioetycznej, która zagwarantowałaby odpowiednią ochronę genomu ludzkiego. A więc, panie ministrze, takich gwarancji i pełnego zabezpieczenia niestety nie ma.

    Powiedzmy też Wysokiej Izbie i, mam nadzieję, grupie osób w ławach Platformy Obywatelskiej sceptycznie nastawionych do rządowego projektu o innych zagrożeniach. Pamiętajcie państwo, zresztą jest to zgodne z tym, co mówił pan minister, że projekt rządowy stwarza możliwość tworzenia dodatkowych zarodków. Jest mowa o sześciu. Przy okazji przewidujecie państwo również normy karne. Rozumiem, że jeżeli ktoś na przykład wytworzyłby siódmy zarodek, to również podlegałby normom karnym, i to nie utracie prawa wykonywania zawodu, lecz sankcjom karnym w postaci więzienia. To tak przy okazji odnośnie do pańskiego wystąpienia, panie ministrze. Pozostałe zarodki, które nie zostaną wszczepione, są mrożone na 20 lat. Pozostaje pytanie, co dalej, panie ministrze. Co dalej, jeżeli np. ktoś nie będzie chciał dokonać ani adopcji, ani też ponownej implantacji tych zarodków? Procedura jest otwarta dla różnych par, to też trzeba jasno powiedzieć. Nie jest również wykluczone to, co już dzieje się na świecie, czyli kwestia trojga rodziców w przypadku pewnych wad genetycznych DNA mitochondrialnego. Z tego właśnie powodu występują konkretne zagrożenia.

    Musicie państwo wiedzieć też o innych zagrożeniach. Otóż niezależnie od tego, co powie minister, i niezależnie od tego, co mówi się w gabinetach lekarskich, w klinikach stosujących in vitro, według licznych badań naukowych, najskromniej licząc, o 30% częściej zdarzają się różnego rodzaju wady genetyczne. To są najbardziej skromne szacunkowe badania prowadzone od wielu lat na bardzo dużej populacji. Trzeba też powiedzieć, że np. tetralogia Fallota – mam stosowny artykuł z drugiej połowy ubiegłego roku, artykuł przygotowany we Francji, opublikowali go Karim Tararbit i współpracownicy – bardzo ciężka wada serca i dużych naczyń, występuje 2,6 razy częściej w przypadku zastosowania procedury in vitro. Są też inne wady, które występują znacznie częściej, kilka, a nawet kilkanaście razy częściej, tzw. zaburzenia ekspresji genów, które są nazywane piętnowaniem genomowym. I tak jeśli chodzi o zespół Beckwitha-Wiedemanna, pojawienie się tej wady występuje w przypadku zastosowania in vitro ponad pięć razy częściej. Podobną sytuację można obserwować również w przypadku innych zespołów genetycznych.

    Trzeba też jasno powiedzieć, że przyczyna tego bierze się m.in. z tworzenia sztucznych warunków chemicznych w probówce, które tak naprawdę nie odpowiadają rzeczywistości i nie odpowiadają warunkom naturalnym. Zresztą według badań przeprowadzonych na podstawie wyników z 785 ośrodków z 29 krajów skuteczność procedury in vitro wynosi jedynie 18,3%. To są dane statystyczne, które mówią o tym, jak naprawdę wygląda skuteczność tej metody. Dalej trzeba powiedzieć, że śmiertelność okołoporodowa w przypadku zastosowania in vitro jest dwa do czterech razy większa niż w przypadku warunków naturalnych. Ciąże mnogie występują znacznie częściej, nawet do 25% częściej, natomiast porody przedwczesne występują o 50% częściej, niż ma to miejsce w warunkach naturalnych. Podobnie wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o hipotrofię płodu.

    Kolejna sprawa dotyczy zagrożeń kobiety. Już nieco rzadziej, bo może ktoś powiedzieć, że tylko w 3–5% przypadków, dochodzi do tzw. hiperstymulacji jajników, która może prowadzić do większej skłonności do raka piersi i raka jajników. W 1 na 100 przypadków może dojść do zgonu kobiety, u której doszło do hiperstymulacji. Oczywiście ośrodki in vitro nie zajmują się leczeniem tych pacjentek, odsyłają je do innych ośrodków, innych szpitali z klinikami, oddziałami ginekologicznymi, gdzie to leczenie następnie jest prowadzone.

    Kolejna kwestia dotyczy oczywiście złej kwalifikacji do procedury in vitro. Tutaj znakomitego przykładu dostarczyła rzecznik rządu pani poseł Kidawa-Błońska, mówiąc o tym, że część par, które przechodzą procedurę in vitro, później posiada własne dzieci. Otóż rzeczywiście tak się dzieje, panie ministrze, ponieważ procedurę in vitro, czy to się panu podoba, czy też nie, wykorzystuje się jako pewien skrót, jako pewne ułatwienie. Ot, po prostu ktoś miał, nieregularną nawet, roczną terapię, chce iść na skróty, do tej pory płacił, w tej chwili nawet nie musi płacić, druga strona zapewne zachęci i procedura in vitro jest wdrażana. Później okazuje się, że można było spokojnie czekać, leczyć, stosować naprotechnologię i wówczas uzyskać efekt terapeutyczny, który obserwuje się również po wspomnianej procedurze in vitro. Tak to wygląda w praktyce, jeżeli chodzi o państwa pseudometodę leczenia bezpłodności.

    Niestety pan, panie ministrze, mąci w głowach polskiemu społeczeństwu, mówiąc z jednej strony o tym, że ta procedura jest bezpieczna, z drugiej strony o tym, że jest to taka sama procedura jak każda inna, że jest to leczenie bezpłodności. Jednocześnie zapomina pan o tych dziesiątkach tysięcy czy milionach polskich pacjentów, którzy nie są leczeni z chorób onkologicznych, z chorób rzadkich, a także z innych chorób, tak jak wspomniana grupa 5 mln Polek zagrożonych histerektomią. Może warto, panie ministrze, leczenie bezpłodności rozpocząć od skutecznych terapii, które pozwolą uniknąć histerektomii. Wtedy też liczba poczęć i porodów w Polsce wzrośnie.

    Prawo i Sprawiedliwość uważa, że te trzy projekty, oprócz naszego, należałoby odrzucić w pierwszym czytaniu.

    Stosowne dokumenty podpisane przez przewodniczącego klubu składam na ręce pani marszałek. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos zabierze minister zdrowia pan Bartosz Arłukowicz.

    Bardzo proszę, panie ministrze.

  • Nie mam zwyczaju zabierania głosu w trakcie debaty, ale muszę to zrobić, panie pośle, dlatego że, po pierwsze, muszę zaprotestować przeciwko stosowaniu takiego relatywizmu moralnego, jaki pan tutaj próbuje stosować, że jedni chorzy są lepsi bądź gorsi od drugich. Wie pan, że choroba jest chorobą i choroba nie wybiera. Jeżeli pan próbuje z tej mównicy mówić, że jedni chorzy są lepsi, ważniejsi od drugich, to ja z takim myśleniem się nie zgadzam.

    Druga rzecz, prosiłbym, żeby pan się nie stawiał, zresztą pana poprzednik, poseł Hoc, też się stawiał, w roli adwokata, promotora konkretnych koncernów farmaceutycznych. Debata sejmowa nie jest na to dobrym czasem, bo prowadzi się negocjacje.

    (Głos z sali: I kto to mówi?)

    (Poseł Jerzy Materna: Ale jaja.)

    Chciałbym też ostrzec pana posła Latosa, żeby doczytał, o czym mówi, bo wnosi tutaj o refundację octanu uliprystalu.

    (Głos z sali: Ale to jest merytoryczne.)

    Pewne kroki w tej sprawie już uczyniliśmy, ale niech pan dobrze doczyta, żeby pan bury od prezesa nie dostał. Dziękuję bardzo.

    (Głos z sali: Ale będzie.)

  • Dziękuję, panie ministrze.

    Rozumiem, że pan poseł Latos chce zabrać głos w trybie sprostowania.

    (Poseł Maciej Orzechowski: Nie, przecież trwa debata.)

    Czas – 1 minuta.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Dziękuję bardzo.

    Pani Marszałek! Panie Ministrze! Specjalnie posłużyłem się nazwą chemiczną. Tyle mam do powiedzenia w tej sprawie. Żadnych koncernów ani nie wspieram, ani wspierać nie będę. Dziękuję bardzo.

    (Głos z sali: Ale pan je wymienił.)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos zabierze pani posłanka Halina Szymiec-Raczyńska z Klubu Parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego.

    Bardzo proszę, pani posłanko.

  • Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Dzisiejsza dyskusja i czekające nas głosowanie budzą we mnie mieszane uczucia, dlatego że prawne uregulowanie metody zapłodnienia pozaustrojowego legalnie stosowanego w Polsce już prawie od 25 lat zajęło nam niemal dekadę. Zdaje się, że jesteśmy chyba jedynym krajem w Unii Europejskiej, który pozwolił sobie na tak długie zaniedbania. Opieka zdrowotna nie po raz pierwszy okazuje się być orężem polityki.

    (Poseł Jan Dziedziczak: To Platforma.)

    Tym razem jest ona orężem na usługach kampanii wyborczej. Rozumiem, że temat wzbudza emocje, więc ma siłę polaryzowania opinii, ale wykorzystanie tematu bezdzietności w kampanii wyborczej pokazuje, że najważniejsza jest gra polityczna, a cała reszta jest efektem ubocznym.

    (Gwar na sali)

    (Poseł Jan Dziedziczak: Co pani opowiada?)

    Oznacza to, że wszystkie ważne problemy medyczne, których rozwiązanie zależy od wprowadzenia nowych uregulowań prawnych, mają szansę znaleźć, przyciągnąć państwa uwagę dopiero za 4 lata, bo nie interesuje was los, a jedynie głos pacjentów.

    (Poseł Jan Dziedziczak: Ale to wy ją trzymaliście w zamrażalce.)

    To dla mnie nieetyczne. Chcę, żebyście dzisiaj to państwo usłyszeli.

    Czuję też gorycz z innego powodu. Upolitycznienie sporu o in vitro uczyniło z naszej dyskusji jedynie pozór merytorycznej rozmowy. W ciemno możemy przewidzieć, jak każdy z nas zagłosuje. Argumenty merytoryczne dawno przestały mieć znaczenie. Pozornie dyskutujemy o in vitro, a w rzeczywistości budujemy mur wzajemnej niechęci i plemiennych identyfikacji. Jakoś trudno mi znaleźć powód do dumy z tak funkcjonującego Sejmu. Każdy z nas wie, że PiS, Solidarna Polska i Polska Razem zagłosują przeciw. Każdy wie, że PO, SLD i Ruch Palikota zagłosują za. Każdy też wie, że głosy Polskiego Stronnictwa Ludowego będą podzielone, bo to jedyna partia, która z różnic światopoglądowych nie czyni oręża politycznego.

    (Poseł Jan Dziedziczak: Zamiast światopoglądu są stanowiska.)

    Każdy z nas też zna wynik głosowania.

    Z drugiej strony czuję satysfakcję, bo w połowie 2012 r. złożyłam do laski marszałkowskiej projekt ustawy regulujący stosowanie procedury in vitro w Polsce. Dzisiaj doczekałam się wprowadzenia na salę plenarną projektu bliźniaczo podobnego. To rzeczywiście cieszy. Ustawa, choć wzbudza kontrowersje, jest krokiem w dobrym kierunku.

    Pozwólcie państwo, zwracam się przede wszystkim do zaciekłych wrogów przyjęcia ustawy, że w kilku zdaniach jeszcze raz wyjaśnię, skąd moje przekonanie o konieczności wprowadzenia tej ustawy. Światowa Organizacja Zdrowia uznała niezamierzoną bezdzietność za chorobę cywilizacyjną. W latach 60. zjawisko to dotyczyło 7% par, obecnie dotyczy już 20%. Nawet w krajach biednych i nieuprzemysłowionych 20 par na 100 par starających się o potomstwo nie może mieć dzieci. Przekładając to na dane, na realia polskie, otrzymujemy liczbę 600 tys. par dotkniętych tym problemem, a nawet nie tyle problemem, co cierpieniem niezawinionej bezdzietności. Tych 600 tys. par to 1,2 mln osób, które chcą mieć potomstwo, to ok. 780 tys. nienarodzonych dzieci, jeśli odwołamy się do średniego wskaźnika dzietności. Te dzieci mają prawo się urodzić, a 600 tys. par starających się o dziecko ma prawo do rodzicielstwa.

    Konsekwencje niezawinionej bezdzietności są porażające. Z jednej strony starzejące się społeczeństwo, załamanie systemu emerytalnego i zastój gospodarczy, z drugiej strony to dramat osobisty, stany lękowe, depresja i rozpad relacji rodzinnych. To nie są hipotezy i przypuszczenia. To jest opis stanu faktycznego. W swoich wystąpieniach bardzo mocno podkreślacie państwo znaczenie rodziny, więzi międzypokoleniowych, ale też przywiązanie do idei państwa opiekuńczego gwarantującego godne życie osobom starszym. Te deklaracje mogą pozostać jedynie pustymi słowami, jeśli swoimi decyzjami doprowadzicie państwo nasz kraj do katastrofy demograficznej. Państwa sprzeciw wobec ustawy dotyczącej in vitro jest krokiem w złym kierunku.

    Absolutnie zgadzam się z państwa argumentami, że in vitro nie jest jedyną odpowiedzią na problem bezdzietności. Nie jest. Stawianie znaku równości między leczeniem niepłodności a in vitro dowodzi ignorancji. Zgadzam się z argumentem, że in vitro nie leczy przyczyny niepłodności. Tak, nie leczy przyczyn, ale przeciwdziała efektom, podobnie jak usunięcie guza nowotworowego nie leczy całego raka, a jedynie usuwa efekty.

    I tym operacjom państwo się nie sprzeciwiacie.

    Dowodem ignorancji, proszę państwa, jest nie tylko stawianie znaku równości między leczeniem niepłodności a in vitro, ale też twierdzenie, że alternatywą dla in vitro jest naprotechnologia. Otóż nie jest ona alternatywą dla in vitro. Zgadzam się z państwa argumentami, że niepłodność można leczyć przez stymulację owulacji, podawanie nasienia, chirurgiczne udrażnianie i naprotechnologię. Owszem, ale w przypadku 1% niepłodnych par jedyną metodą, podkreślam, jedyną przy dobrej kwalifikacji jest in vitro, bo nawet najlepsza dieta i najczulsze termometry nie przywrócą sprawności niedrożnym i niemożliwym do udrożnienia jajowodom.

    Projekt rządowy jest w tym zakresie bardzo ostrożny i naprawdę racjonalny. Zgodnie z jego założeniami zastosowanie in vitro musi być poprzedzone rzetelną diagnozą i kwalifikacją pacjentki, podkreślam, rzetelną diagnozą, a zabieg możliwy będzie jedynie wówczas, gdy wszystkie inne metody, łącznie z naprotechnologią, okażą się nieskuteczne.

    Co zaproponujecie państwo parom, których naprotechnologia nie uleczy? Czy zaproponujecie im tylko cierpienie? Medycyna nie jest już dzisiaj bezradna i właśnie takich przypadków dotyczy ustawa o zapłodnieniu pozaustrojowym. A skoro możemy pomóc, to mamy obowiązek pomóc. Mówię to nie tylko jako lekarz ginekolog, ale jako człowiek i apeluję, by w horyzoncie państwa rozważań pojawiały się również takie przypadki, bo – jak na razie – odbieracie państwo swoim sprzeciwem możliwość niesienia i otrzymania pomocy. To paradoksalne, że wykrzykując słowa w obronie życia, robicie wiele, by życie nie mogło się pojawić. Dla mnie jest to nieetyczne.

    Krytykujecie państwo in vitro, mówiąc o śmierci zarodków, ale jednocześnie nie chcecie słyszeć tego, że 75% wczesnych ciąż roni się naturalnie do trzeciego tygodnia ciąży, a 45% do trzeciego miesiąca. To robi natura. Najwięcej poronień samoistnych robi natura. Może w tym tkwi tajemnica życia, której żadna ze stron nie potrafi pojąć? Może życie wcale nie powstaje w chwili, w której komórka jajowa połączy się z plemnikiem, a dopiero wówczas, kiedy zarodek nie zostanie odrzucony, kiedy zostanie zagnieżdżony? Nie wiem.

    Kolejna sprawa. Ustawa dopuszcza stosowanie in vitro w przypadku par żyjących w konkubinacie. To dobrze. Dziś świat nie wygląda tak samo, jak za czasów naszego dzieciństwa. Niezależnie od różnych fundamentalistycznych tęsknot części z nas struktura rodziny się zmienia, małżeństwa coraz częściej przyjmują formę konkubinatu i nie odwrócimy tego trendu nakazami albo zakazami. Jedyne co możemy robić, to wspierać rodzinę niezależnie od tego, czy fakt jej powstania został odnotowany w księdze parafialnej lub gminnej. Rodzina to coś więcej niż tylko dwa podpisy złożone na kartce papieru, rodzina to dojrzałość, odpowiedzialność, miłość, czasem trudna, wystawiana na próbę, ale może przez to tym bardziej cenna. Nie bez przyczyny słowa „małżeństwo” i „rodzina” nie są synonimami. Tak jak istnieją małżeństwa, których za nic nie określilibyśmy słowem „rodzina”, tak samo istnieją rodziny niepowiązane ze sobą prawniczo rozumianym terminem „małżeństwo”.

    Niemniej, mimo dobrego zamysłu, wspomniany fragment projektu ustawowego nie został dopracowany. W przypadku małżeństwa prawnym ojcem dziecka jest zawsze mąż kobiety, która urodziła dziecko. W pozostałych przypadkach ojcem prawnym dziecka zostaje ojciec biologiczny, czyli genetyczny. Wnosiłam pisma do pana ministra sprawiedliwości w 2012 r. o to, żeby to zostało uregulowane, ponieważ w przypadku konkubinatu ojcem dziecka jest ojciec genetyczny, czyli dawca nasienia. Tu jest cały problem. Myślę, że ta część ustawy powinna zostać przedyskutowana w Sejmie i ostatecznie mocno uregulowana.

    Panie Posłanki! Panowie Posłowie! Metoda zapłodnienia pozaustrojowego jest w Polsce stosowana od 25 lat, w biały dzień, nie w podziemiu. Mało która procedura medyczna stosowana jest równie długo bez określenia standardów. Do dziś nie opisaliśmy sposobu przechowywania komórek rozrodczych, nie wprowadziliśmy centralnego rejestru dawców i biorców, nie zdefiniowaliśmy wymagań dotyczących szkolenia ani wymagań technicznych. Dzisiaj mamy szansę te zaległości nadrobić.

    Projekt rządowy precyzyjnie określa zasady ochrony zarodków i komórek rozrodczych, opisuje warunki pobierania, przetwarzania, przechowywania komórek rozrodczych i zarodków, bardzo czytelnie definiuje zasady funkcjonowania ośrodków medycznie wspomaganej prokreacji oraz banków komórek. To naprawdę ważny i od dawna oczekiwany krok. O ile pamiętam, trzy lata temu apelowałam o czytelny system licencjonowania i nadzoru nad klinikami leczenia niepłodności. Wspominałam wówczas o konieczności standaryzacji procedury diagnostycznej oraz procedury leczenia. Mówiłam o warunkach przechowywania komórek, a przede wszystkim o bezpieczeństwie pacjentów. Dzisiaj mamy szansę to wszystko wprowadzić i uregulować. Ze względu na pewne niedociągnięcia, mój zawód i pewną gorycz, o których wspomniałam na początku swojego wystąpienia, zagłosuję za skierowaniem projektu rządowego do dalszych prac w komisji. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, pani posłanko.

    Głos zabierze pan poseł Dariusz Joński z Klubu Poselskiego Sojusz Lewicy Demokratycznej.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Dziękuję, pani marszałek.

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Od 10 lat leczenie niepłodności metodą in vitro było w Polsce jednym z najgorętszych tematów dyskusji politycznych, ale też publicystycznych. Po jednej stronie mieliśmy zwolenników in vitro, którzy chcieli dać tysiącom Polaków nadzieję na to, że będą mieli dla kogo żyć, pracować, krótko mówiąc, będą mieli dzieci. Po drugiej stronie mieliśmy tych, którzy byli przeciwnikami in vitro, krótko mówiąc, tych, którzy bali się w ogóle dyskusji na ten temat, bali się hierarchów kościelnych, wielokrotnie posługiwali się kłamstwami i straszyli Polaków. Zresztą dzisiaj z tej mównicy również wiele takich słów padło.

    Chcę bardzo wyraźnie zaznaczyć, że Sojusz Lewicy Demokratycznej od samego początku, od tych 10 lat, kiedy rozpoczęła się ta dyskusja, zawsze stał po tej stronie, aby to uregulować, aby finansować in vitro. To zresztą rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej w 2005 r. przygotował środki, jak również program na lata 2006, 2007 i 2008. Niestety rząd Prawa i Sprawiedliwości go zawiesił. Rząd Platformy tak na dobrą sprawę dopiero w 2013 r. wrócił do tematu finansowania in vitro.

    Z tego miejsca chcę gorąco podziękować prezydentowi Częstochowy Krzysztofowi Matyjaszczykowi, że w ogóle podjął próbę, duże ryzyko, bo nikt wcześniej tego nie zrobił, i sfinansował z budżetu miasta Częstochowy właśnie in vitro. Pojawiły się już pierwsze dzieci. Później, w 2013 r. zrobił to rząd Platformy Obywatelskiej. Cały czas zastanawia tylko to, co mogłoby się dziać, gdyby dużo wcześniej przyjęto ten program i finansowanie. Wiemy, co by się działo. Byłoby dużo więcej dzieci, dużo więcej szczęśliwych rodzin i być może dzisiaj nie dyskutowalibyśmy już na ten temat.

    Chcę się zwrócić do pana ministra Bartosza Arłukowicza. To nie jest tak, panie ministrze, że są tylko dwa projekty ustaw. To nie jest tak, że jest tylko rządowy, który w dużej mierze jest podobny, nie powiem, że tożsamy, ale bardzo podobny, do projektu Sojuszu Lewicy Demokratycznej i projektu Prawa i Sprawiedliwości. Projekt Prawa i Sprawiedliwości chce karać albo grzywną, albo więzieniem, generalnie chce karać za in vitro. Projekt Platformy Obywatelskiej jest w dużej mierze tożsamy. Ale nie jest tylko tak. Jest też trzeci projekt, dużo szerszy, o czym właśnie dzisiaj mówiłem. To jest projekt o świadomym rodzicielstwie, który wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społeczeństwa, goni Europę Zachodnią, wprowadza standardy europejskie, standardy, o których była już mowa 7 lat temu. Rada Europy nie bez kozery apelowała do nas w 2008 r., mówiła m.in. o tym, żebyśmy przyjęli taką strategię. Dlatego ta ustawa wychodzi temu naprzeciw. Chciałbym, żeby się pan do niej odniósł, dlatego że nie możemy uciekać od tej dyskusji.

    Dzisiaj słucham pana posła Sztolcmana, który w imieniu Platformy Obywatelskiej mówi: dlaczego nie chcecie dać szczęścia, i apeluje do Prawa i Sprawiedliwości. To ja do was apeluję: Dlaczego nie chcecie dać szczęścia ani nie chcecie przyjąć tej ustawy, która mówi m.in. o edukacji seksualnej, właśnie o refundacji środków antykoncepcyjnych, czy nawet rozpocząć dyskusji na temat aborcji do 12. tygodnia? Dokładnie tym samym językiem, którym mówił dzisiaj poseł Sztolcman, mówiliśmy do Platformy Obywatelskiej w 2008 r. Dokładnie tym samym językiem. Cieszę się, że po tych 8 latach państwo to zrozumieliście i mówicie tak, jak my mówiliśmy 8 lat temu. Dobrze, że się w tej sprawie zgadzamy, bo nie powinno tu być podziałów politycznych, powinniśmy w tej sprawie faktycznie współpracować, pracować razem, wspólnie, dlatego że na to czekają, jak się okazuje, setki, a nawet miliony osób w Polsce. To jest jednak choroba cywilizacyjna, choroba – niepłodność. Z in vitro nie jest tak, jak mówił przed momentem mój przedmówca z Prawa i Sprawiedliwości, że skuteczność jest na poziomie 15–18%, bo jest ona dwa razy wyższa, nawet około 30%. Mamy lepsze wyniki niż w Skandynawii, gdzie wynosi ona ok. 20%. Ale jeśli nawet na 10 rodzin uszczęśliwi pan 3 rodziny, to są to 3 rodziny, które nie mogą mieć dzieci, i cały czas ten wskaźnik się zwiększa.

    A więc to nie jest tak, panie ministrze, że są tylko dwa projekty ustaw. Jest trzeci, bardzo istotny i ważny, który mówi o rzeczach najważniejszych. Rozpoczęliśmy o tym dzisiaj dyskusję, chociaż projekt został złożony 2,5 roku temu, dlatego że zwracamy szczególną uwagę m.in. na te wskaźniki, które pojawiają się w Polsce. One są bardzo niebezpieczne. Otóż 10% ciąż to niechciane ciąże małoletnich. To jest m.in. efekt braku edukacji seksualnej, braku środków z budżetu, które są przekazane na antykoncepcję. To jest m.in. to.

    Z badań, do jakich dotarliśmy, w Stanach Zjednoczonych – one są ogólnodostępne – wynika, że młodzież, która uczestniczyła właśnie w lekcjach, zajęciach z edukacji seksualnej, dużo rzadziej podejmuje ryzykowne zachowania seksualne. To jest udowodnione, dlatego że świadomość tych młodych ludzi po prostu rośnie. Dlatego też jeśli mówimy o tym, że ta sprawa powinna być podjęta kompleksowo, to kompleksowość odnosi się nie tylko do sprawy in vitro, która jest bardzo istotna, bo jest to połowiczne załatwienie tego problemu, lecz także właśnie do ustawy o świadomym rodzicielstwie, która mówi o tych trzech podstawowych rzeczach, takich jak edukacja seksualna, możliwość przerywania ciąży do 12. tygodnia. To jest w naszym projekcie ustawy.

    Tak więc mówiąc o tym i referując wcześniej te dwa projekty ustaw, chcę jednocześnie powiedzieć, że Sojusz Lewicy Demokratycznej oczywiście poprze ten rządowy projekt, bo on się w dużej mierze nie różni od projektu Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Rozumiem, że w dużej części był pewnie na nim wzorowany, i dobrze, nie mamy o to żadnych pretensji. On się różni, jeśli chodzi o ilość zarodków – pan minister mówił tutaj o tym, że do 6, a my nie wprowadzamy żadnych limitów – jak również różni się, jeśli chodzi o grupę kobiet, która mogłaby skorzystać z tej metody, bo w naszym projekcie jest mowa o wszystkich kobietach, również samotnych matkach, a w przypadku projektu rządowego jest to jasno, ściśle określone.

    A więc naszym zdaniem te projekty powinny oczywiście trafić do komisji. W komisji, choć nie pozostało dużo czasu do końca kadencji, a projekt jest bardzo poważny, powinien on być jak najszybciej procedowany. Ale tak jak mówię, tylko i wyłącznie wtedy może on przynieść efekt i możemy osiągnąć cel, gdy te projekty faktycznie będą procedowane wspólnie, również z tym drugim projektem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Tylko wtedy. Bo jeśli nie, to pewnie za chwilę wrócimy do tej dyskusji, ponieważ od tego problemu, tych 100 tys. aborcji, które są wykonywane nielegalnie w tej chwili w Polsce i poza naszym krajem, nie uciekniemy. Nie uciekniemy też od tematu edukacji seksualnej i refundacji środków antykoncepcyjnych. A więc chciałbym, żeby pan minister odniósł się do tego projektu, ponieważ, nie wiem, celowo być może, pominął go pan całkowicie. Ale nie da się pominąć problemu – projekt można, ale problemu nie da się pominąć. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos teraz zabierze pan poseł Jarosław Gowin z Klubu Parlamentarnego Zjednoczona Prawica.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Fakt, że Polska jest ostatnim krajem w Europie, jedynym, w którym nie ma regulacji dotyczących sztucznego zapłodnienia, jest wielką kompromitacją i wielkim oskarżeniem także dla tej Izby. Jeżeli nie ma prawa, to znaczy, że wszystko wolno. W klinikach in vitro dzieją się rzeczy piękne, bo rodzą się dzieci, a narodzenie dziecka, niezależnie od metody poczęcia, jest zawsze cudem powstania nowego wszechświata, ale w klinikach in vitro dzieją się, a w każdym razie mogą się dziać – ale bądźmy szczerzy, prowokacje dziennikarskie udowodniły, że dzieją się – także rzeczy straszne, bo ludzkimi zarodkami handluje się, poddaje się je eksperymentom naukowym albo wylewa do zlewu. Z tego punktu widzenia można by sądzić, że rządowa propozycja, która, moim zdaniem na bardzo minimalnym poziomie, ale jednak jakoś wprowadza pewne ograniczenia, jakoś cywilizuje tę sferę, jaką jest sztuczne zapłodnienie, zasługuje na pochwałę. I rzeczywiście, byłbym pełen uznania dla Ministerstwa Zdrowia i dla rządu, gdyby przedłożył jakąś propozycję, niezależnie od jej zawartości merytorycznej, na początku kadencji, gdyby to zrobił dwa lata temu, gdyby to zrobił nawet rok temu. Zgłaszanie propozycji dotyczącej spraw tak ważnych, bo spraw, w sensie dosłownym, życia i śmierci, i równocześnie spraw tak skomplikowanych, zgłaszanie tego projektu teraz, w trakcie podwójnej kampanii wyborczej, nie jest niczym innym, jak zagrywką polityczną.

    Pan minister Arłukowicz potwierdził to zresztą swoim wystąpieniem. To nie było wystąpienie urzędnika państwowego, tylko wystąpienie przedstawiciela sztabu wyborczego jednego z kandydatów w wyborach prezydenckich.

    (Poseł Elżbieta Rafalska: Działacza partyjnego.)

    Pan minister wielokrotnie odwoływał się w swoim wystąpieniu do podziału na Polskę racjonalną i Polskę radykalną. Moim zdaniem to podział fałszywy, bo ja sam uważam się za człowieka radykalnie racjonalnego, ale jeżeli nawet jest Polska racjonalna i Polska radykalna, to jest jeszcze inna Polska, Polska cyniczna. I to cynizm był motywem tego, że ten projekt został

    (Oklaski)

    przedstawiony Wysokiej Izbie.

    Ktoś może powiedzieć: dobrze, ale przecież projekt rządowy rozwiązuje szereg problemów. Można te problemy rozwiązać inną drogą, można je rozwiązać, o czym wspomniał pan poseł Latos, poprzez ratyfikację konwencji bioetycznej. 18 lat mija od podpisania przez Polskę tego dokumentu, niekontrowersyjnego. Minęły też już dwa lata od momentu, kiedy wysiłkiem pani minister Kozłowskiej-Rajewicz oraz moim przygotowane zostały wszystkie dokumenty niezbędne do tego, żeby Polska ratyfikowała tę konwencję. Dlaczego rząd, dlaczego koalicja rządowa nie chce podjąć decyzji, która jest niekontrowersyjna? Wszyscy na tej sali akceptujemy postanowienia konwencji bioetycznej, ale rząd przedstawia propozycję, która musi podzielić i skłócić Polaków. Przechodzę do zawartości projektu. On jest dla mnie nie do przyjęcia z dwóch fundamentalnych powodów. Pierwszy to definicja zarodka. Zarodek traktowany jest w tym projekcie nie jako istota ludzka, tylko jako tkanka. To jest w sposób zasadniczy sprzeczne z polską konstytucją, konstytucją nakazującą ochronę ludzkiego życia od momentu poczęcia. To jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, bo jest tylko jeden niearbitralny moment, w którym można wyznaczyć początek ludzkiego życia, początek człowieka – to jest właśnie moment poczęcia, niezależnie od tego, czy ono się dokonuje metodą naturalną, czy metodą sztuczną. Wreszcie to jest sprzeczne także z przekonaniami tych, którzy uważają się za chrześcijan, jeżeli na tej sali są ludzie, dla których ta argumentacja jest ważna. Ale chcę podkreślić to bardzo mocno: projekt rządowy jest projektem sprzecznym z konstytucją.

    Jest i drugi powód, dla którego ten projekt zasługuje na odrzucenie – możliwość, dopuszczenie możliwości tworzenia tzw. zarodków nadliczbowych. Pan minister Arłukowicz jako zaletę projektu przedstawił to, że będzie można tych zarodków tworzyć tylko sześć. Nie chodzi o liczbę, tutaj chodzi o zasady. Zarodek nadliczbowy to jest istota ludzka, której przyznaje się wyłącznie warunkowe prawo do istnienia. Te zarodki będą rozmrożone i wykorzystane w procesie zapłodnienia in vitro pod warunkiem, że nie udadzą się wcześniejsze zabiegi. Otóż fundamentalną zasadą cywilizacji Zachodu, do której należymy, jest stwierdzenie – tutaj wyrażę to językiem Immanuela Kanta, filozofa, który, myślę, łączy różne strony tej sali – że istota ludzka nigdy nie może być traktowana jako środek, a zawsze ma być traktowana jako cel. Projekt rządowy traktuje istotę ludzką jako środek, jako narzędzie. Jest to sprzeczne z fundamentami naszej cywilizacji.

    Chcę też powiedzieć, że istnieją rozwiązania, i to w krajach, które pod względem medycznym stoją dużo wyżej niż Polska, dopuszczające zapłodnienie in vitro, ale pozwalające uniknąć tworzenia zarodków nadliczbowych. To są rozwiązania obowiązujące w takich krajach, jak np. Niemcy czy Szwajcaria. Takie rozwiązania zawarłem w projekcie ustawy, który przygotowałem jeszcze jako poseł Platformy Obywatelskiej. Mam nadzieję, że ten projekt też będzie przedmiotem debaty Wysokiej Izby.

    Chcę posłom Platformy powiedzieć, że ten projekt nie jest żadnym kompromisem. Nieprzypadkowo chwalą go pan poseł Joński czy pani poseł Szymiec-Raczyńska. Pani poseł Szymiec-Raczyńska składała swój projekt jeszcze jako posłanka Ruchu Palikota. To jest propozycja skrajnie lewicowa.

    Chcę powiedzieć, że ten projekt nie rozwiązuje żadnego istotnego problemu moralnego związanego z zapłodnieniem metodą in vitro, natomiast sankcjonuje wszystkie istniejące patologie. Dlatego klub Zjednoczonej Prawicy będzie głosował za odrzuceniem tego projektu. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Czy jest pan poseł Krupa?

    Nie widzę.

    Głos zabierze pan poseł Maciej Orzechowski z Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panowie Ministrowie! Jest taki program w jednej z telewizji, nazywa się „MythBusters”, czyli „Pogromcy mitów”. Miałem przygotowane wystąpienie, ale z tej mównicy padło wiele słów, z którymi się fundamentalnie nie zgadzam. W programach informacyjnych, w których spotykam się z moimi kolegami z prawej strony mównicy, padają sformułowania, do których trudno mi odnieść się inaczej niż merytorycznie.

    Pierwsza sprawa dotyczy uwagi Sądu Najwyższego, a właściwie biura legislacyjnego SN, odnośnie do poprawności zapisów projektu Prawa i Sprawiedliwości i wyciąganych w nim wniosków. W tych uwagach czytamy, że z unormowań konstytucyjnych jednak nie wynika zakaz tworzenia embrionu ludzkiego poza organizmem kobiety. To jest uwaga do państwa projektu, który ma już blisko dwa lata, więc proszę nie powoływać się na konstytucję w swoich wypowiedziach.

    Drugim mitem, z którym chciałbym się rozprawić, jest ten dotyczący naprotechnologii. Padło wiele słów, że naprotechnologia może pomóc, tylko nikt nie wyjaśnił, czym ona jest. Więc mówię: naprotechnologia jest tym wszystkim, co robimy w ramach diagnostyki i leczenia kobiet do momentu wspomaganej prokreacji. Ponieważ państwo możecie powiedzieć, że jestem w tej kwestii niewiarygodny, powołam się na ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, którzy mówią, że naprotechnologia, która istnieje i jest refundowana, to wywiad z kobietą, to jest właśnie to spełnienie warunku rocznego okresu oczekiwania na dziecko, na naturalne poczęcie. To jest 12 miesięcy. Dopiero wtedy kobieta, właściwie para podpada pod definicję niezamierzonej bezdzietności czy, jak ktoś inny powie, niepłodności. Minister dokłada do tego jeszcze 12 miesięcy leczenia, więc razem mamy 24 miesiące. Jeśli się państwo cofniecie do stenogramów z roku 2010, zobaczycie, że nieobecny tutaj wasz były wiceminister Bolesław Piecha grzmiał: Dlaczego nie 24 miesiące? 24 miesiące kiedyś były w definicji WHO traktowane jako okres, w którym kobieta może naturalnie zajść w ciążę. Spełniamy zatem państwa oczekiwania. Ale eksperci Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego mówią, że naprotechnologia nie znajduje zastosowania w leczeniu niepłodności mężczyzn oraz w przypadku niektórych schorzeń kobiecych: niewydolności jajników, niedrożności jajowodów. Zatem w części przypadków metody proponowane w naprotechnologii są niewystarczające. Tego nie mówi poseł Orzechowski, nawet jeśli jest ginekologiem, to mówią eksperci Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, osoby, które się tym zajmują. Proszę wreszcie przyjąć do wiadomości, że w którymś momencie dochodzicie do ściany i jedyne, co możecie państwo zaproponować tej parze, to stwierdzenie: Nie, my nie akceptujemy in vitro, z tego powodu państwo też nie powinniście podchodzić do tej metody.

    Mit trzeci, dotyczący trudnej sytuacji, która dzisiaj się pojawiła. Mówił o tym mój dobry kolega z Komisji Zdrowia, chodzi o ewentualne nieprawidłowości u dzieci urodzonych dzięki metodzie in vitro. Chciałbym to bardzo dokładnie rozważyć. Być może pan przewodniczący ma rację – być może, bo nie mam tych dokumentów – ale czy jeśli, o czym wszyscy wiemy, ryzyko wad genetycznych, trisomii rośnie u kobiet, które naturalnie zachodzą w ciążę po 35. roku życia, to mamy im zakazać zachodzenia w ciążę z tego powodu? Myślę, że droga jest inna. Sądzę, że trzeba iść w kierunku edukacji, opowiedzenia o wszystkich za i przeciw, o tym, ile zarodków będzie zamrożonych, co z nimi się będzie działo, o wszystkich konsekwencjach. Tak samo jak przychodzi pacjentka po 35. roku życia na wizytę prekoncepcyjną, czyli przed zajściem w ciążę, to można ją również poinformować o tym, że istnieje zwiększone ryzyko wad genetycznych. A z tego, co państwo mówicie, wydaje się, że powinniśmy zabronić zachodzenia w ciążę pacjentkom po 35. roku życia, bo przecież znacząco rośnie u nich ryzyko wad genetycznych. Tak wnioskuję z wypowiedzi państwa przedstawiciela.

    Wreszcie sprawa, która pojawia się dosyć często w wypowiedzi jednego z wiceprzewodniczących Komisji Zdrowia, pana posła Czesława Hoca, który debata po debacie, niezależnie od tego, jaki temat zdrowotny jest poruszany, przytacza przysięgę Hipokratesa.

    (Poseł Czesław Hoc: Dwa razy przytaczałem.)

    Ale przysięga Hipokratesa parafrazowana w przyrzeczeniu lekarskim brzmi tak: według najlepszej wiedzy przeciwdziałam cierpieniom i zapobiegam chorobom, a chorym będę nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy czy polityka.

    (Oklaski)

    (Poseł Czesław Hoc: No i co?)

    Gdyby ta debata miała miejsce 30 lat temu, gdybyśmy nie znali procedury in vitro, to moglibyśmy powiedzieć, kiedy kończymy tę dyskusję po dwóch latach, że mówimy pacjentom: poza naprotechnologią nie ma już nic. Dzisiaj, panie pośle, bez względu na to, czy jest pan radiologiem, czy endokrynologiem – a właściwie: zwłaszcza jeśli pan jest endokrynologiem, bo mnóstwo tych schorzeń to właśnie powikłania endokrynologiczne – jest pan zobowiązany swoją przysięgą, swoim przyrzeczeniem do tego, żeby opowiedzieć pacjentom o innych metodach. I to nie pan poseł, tylko ci pacjenci, te pary będą decydować, czy chcą wejść na taką ścieżkę, czy też nie.

    W wypowiedzi przedmówcy pojawiło się bardzo niebezpieczne sformułowanie mówiące o tym, że usuwane są macice – przez to pacjentki mogą nie zachodzić w ciążę – z powodu mięśniaków, z powodu endometriozy, tysiąca różnych rzeczy. Przestrzegałbym przed tym, dlatego że jako ginekolog dokładnie to wiem, pamiętam o tym i jestem o tym przekonany, że przeważająca większość ginekologów, jeśli nie wszyscy, zanim podejmie się takiej operacji, musi mieć podpisany przez pacjentkę protokół zgody na operację, w którym mówi się jedną ważną rzecz: po usunięciu macicy pacjentka nie będzie mogła zajść w ciążę. Uważam, że żaden z polskich ginekologów nie usuwa macicy pacjentce, która potencjalnie może być w przyszłości mamą, więc zarzut jest strasznie nietrafiony.

    Rozumiałbym, gdyby pan poseł, który mówił o tym, jako radiolog powiedział o czymś takim, co nazywamy embolizacją tętnic macicznych, czyli procedurze takiej trochę radiologicznej, związanej z tym, że można doprowadzić do zmniejszenia się mięśniaków, chociaż jest to ryzykowne, bo często w wyniku tej procedury pacjentki później nie mogą zajść w ciążę. Gdyby mówił o tym, że mięśniaki można operować również konserwatywnie, nie usuwając macicy, i można operować je laparoskopowo, co jest metodą mało inwazyjna, po której część pacjentek odzyskuje płodność, tobym to rozumiał.

    Natomiast bardzo niebezpieczna jest sytuacja, do której doszło dzisiaj na mównicy, ja nie przypominam sobie czegoś takiego, nie było tego od wielu, wielu miesięcy, chodzi o podawanie międzynarodowej nazwy leku. Już mówię, dlaczego to jest niebezpieczne. Rzeczywiście octan uliprystalu, o którym mowa, jest przez jedną z firm zarejestrowany jako produkt do leczenia mięśniaków – w dawce 5 mg. Gdzie jest ta wąska granica pomiędzy nauką a śmiesznością, pomijam kwestie lobbingowe? Bo chodzi też o to, że jeśli dawkę zwiększymy sześciokrotnie – do 30 mg, to ten produkt działa wczesnoporonnie, więc jeśli państwo chcecie refundować tego typu lek, to ja gratuluję.

    (Poseł Czesław Hoc: Sprostowanie, pani marszałek.)

    (Oklaski)

    Każda średnio rozgarnięta osoba przeczyta w Internecie, że taka tabletka razy 6 daje tabletkę wczesnoporonną, którą będzie refundowało nasze państwo. Dlatego też mówię, że to jest bardzo niebezpieczna ścieżka.

    Muszę się też odnieść do wypowiedzi mojego byłego klubowego kolegi, pana posła, a następnie ministra Jarosława Gowina. Ja z panem posłem jeszcze wtedy stoczyłem wiele debat, przeprowadziłem wiele rozmów na temat różnych metod, również tych najnowszych, które być może za kilka, kilkanaście lat staną się standardem, i być może w tym kierunku podąży nasza procedura in vitro dotycząca witryfikacji komórek jajowych. Pan poseł, pan minister miał dwukrotnie okazję do tego, żeby doprowadzić do przyjęcia najlepszego jego zdaniem projektu. Raz, kiedy miał w rękach narzędzie w postaci całego zespołu ekspertów i możliwość wypracowania takiego kompromisu, który poparłaby większość na tej sali, a drugi raz, kiedy był ministrem sprawiedliwości, kiedy dysponował olbrzymim zapleczem eksperckim i mógł na bazie swoich doświadczeń przygotować taki projekt. Uważam, że w jednym i w drugim przypadku, bo w pierwszym przypadku był tylko i wyłącznie opracowany protokół rozbieżności, nie przygotowano takiego projektu, który zyskałby większość. Uważam, że jest to po prostu grzech zaniechania.

    Wreszcie jeszcze jedna rzecz, która pojawiła się w dyskusjach z panem posłem, panem ministrem Gowinem. W projekcie zakładano, że wszystkie pobierane komórki czy zarodki są na świeżo transferowane, dlatego że pan poseł Gowin twierdzi, że nie wolno zawieszać ludzkiego życia przez przechowywanie go w azocie, czyli w próżni. Zadałem w takim wypadku fundamentalne pytanie: A co jeśli pacjentka pomiędzy pobraniem komórki jajowej i wytworzeniem zarodka czy dwóch zarodków, bo to było tam dopuszczane, pokłóci się z mężem, rozstanie się z partnerem czy zmieni zdanie, co się stanie z tym zarodkiem? Odpowiedź była taka, że pójdzie to do azotu. To przepraszam, pytam: można zawieszać ludzkie życie poprzez przechowywanie go w azocie czy też nie? Czy wyjątek od reguły nie będzie potwierdzał całej reguły?

    Teraz przejdę do wypowiedzi naszych kolegów z Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Poruszamy dziś bardzo delikatny temat dotyczący 1,5 miliona par w Polsce, związany z niezamierzoną bezdzietnością i 15 tys. par, które doszły do ściany, czyli wyczerpały wszystkie możliwe sposoby naturalnego zachodzenia w ciążę. To zagadnienie Sojusz umieszcza w jednej ustawie typu wash and go łącznie z edukacją seksualną, antykoncepcją…

    (Poseł Dorota Niedziela: I aborcją.)

    …która dzisiaj idzie w troszeczkę innym kierunku niż zapłodnienie in vitro, i wczesną aborcją. Dzisiaj na nowo zostało zdefiniowane coś takiego, co ja nazywam lewicową wrażliwością.

    Chyba będę powoli kończył. Szanowni państwo, zwracam się do kolegów z lewej i prawej strony, proszę to, co powiedziałem, mieć na uwadze w trakcie dyskusji, które państwo będziecie prowadzić w mediach. Dzisiaj na koniec debaty z jedną z liderek Prawa i Sprawiedliwości, która odbyła się w radiowej Jedynce, po przedstawieniu moich argumentów usłyszałem jeden: a wy podnieśliście wiek emerytalny. Dziękuję.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos zabierze pani posłanka Małgorzata Sadurska…

    Przepraszam, pan poseł Hoc w trybie sprostowania.

    Panie pośle, czas – 1 minuta.

    Pan poseł Latos też w trybie sprostowania.

  • Dziękuję, pani marszałek.

    (Głos z sali: Ale co prostować?)

    Ja do mojego szanownego kolegi, pana wiceprzewodniczącego Komisji Zdrowia. Chciałbym się do pana zwrócić: panie doktorze, ale teraz jakoś ciężko mi to powiedzieć.

    (Głos z sali: Ooo!)

    Panie doktorze, powiem w takim razie, że powołaniem lekarza jest chronić życie na każdym jego etapie i w każdym jego przejawie. Ale pana doktora widocznie to nie obchodzi. Skoro pan doktor mówił, że embrion, zarodek jest grupą komórek...

    (Poseł Maciej Orzechowski: Ja tego nie mówiłem. Trzeba słuchać uważnie.)

    Przecież tak jest w waszym rządowym projekcie, że to jest grupa komórek. Nie czytał pan swojego projektu? A ja z kolei mówię, że embrion to organizm ludzki i mam pytanie do szanownego pana doktora. Jeśli pan transferuje albo wszczepia…

    Wicemarszałek Wanda Nowicka: Panie pośle, to nie jest czas na pytanie, tylko na sprostowanie.

    …grupę komórek, to co pan mówi wtedy tej matce?

    (Dzwonek)

    Czy pan mówi: wszczepiam grupę komórek i nie wiem, co z tego powstanie, być może człowiek?

    (Poseł Lidia Gądek: To nie jest sprostowanie.)

    To jest sprostowanie.

    Mówił pan o 35-letniej kobiecie, ale to też was nie obchodzi, bo w razie czego jest kompromis aborcyjny. Jeśli będzie podejrzenie zespołu Downa…

    Wicemarszałek Wanda Nowicka: Dziękuję, panie pośle.

    …sprzyjacie przeprowadzeniu aborcji, bo w przypadku zespołu Downa jesteście za kompromisem aborcyjnym, za przeprowadzeniem aborcji. To nie jest postawa godna lekarza.

    Wicemarszałek Wanda Nowicka: Panie pośle, dziękuję. To nie jest czas na debatę, tylko na sprostowanie, a poza tym pan już ten czas wyczerpał.

    (Głos z sali: To nie jest sprostowanie, tylko polemika.)

    (Głos z sali: Zabiera czas innym.)

    Wicemarszałek Wanda Nowicka: Dziękuję, panie pośle.

    Na koniec dodam: szkoda, że wybrał pan…

    Wicemarszałek Wanda Nowicka: Proszę umożliwić swojemu partyjnemu koledze złożenie sprostowania.

    …specjalizację z ginekologii.

  • Dziękuję.

    Bardzo proszę, pan poseł Latos w trybie sprostowania.

  • Dziękuję bardzo.

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panie Pośle! W tej całej sprawie chodzi przede wszystkim o to, abyśmy skutecznie leczyli choroby, abyśmy umożliwili prokreację, skutecznie leczyli również mięśniaki macicy, o których wspominałem, a także wiele innych schorzeń, których najnowocześniejsza terapia nie jest niestety refundowana. Do tego pan się nie odniósł, o tym pan zapomniał.

    Zapomniał pan jeszcze o jednej rzeczy, że o ile częściej występują określone wady u dzieci, mogę służyć stosownym piśmiennictwem, proszę też zajrzeć do opinii Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, to również jest to zagrożenie dla kobiet, u których wprowadza się procedurę in vitro – to hiperstymulacja i wiele innych niebezpieczeństw

    (Dzwonek)

    , łącznie z tymi, które prowadzą do śmierci. Mam wątpliwości, czy państwo polskie robi wszystko dla polskich pacjentów, aby im pomagać, a czy w tej sprawie nie działacie państwo po prostu populistycznie.

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos zabierze pani posłanka Małgorzata Sadurska z Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.

    Bardzo proszę, pani posłanko.

  • Dziękuję bardzo.

    Panie i Panowie Posłowie! Debata publiczna o procedurze in vitro, która od kilkunastu tygodni toczy się w mediach, a dzisiaj również na tej sali, to nie tylko spór medyczny, prawny, ale także światopoglądowy. Potwierdził to dzisiaj w jednym z programów telewizyjnych ekspert Ministerstwa Zdrowia, oceniając projekt rządowy jako kompromis intelektualny. Kompromisem intelektualnym nazwano przekuwanie sporu światopoglądowego w prawo, dodajmy – siłowe przekuwanie, bezrefleksyjne i mające miejsce w czasie kampanii wyborczej, czym doskonale wpisał się w kampanię wyborczą pan minister Arłukowicz.

    W tej całej dyskusji o procedurach, leczeniu, prawie i poglądach zanika jedno podstawowe pytanie, na które powinniśmy sobie wszyscy na tej sali odpowiedzieć, a mianowicie pytanie, w którym momencie powstaje nowe życie, kiedy powstaje człowiek. Faktem biologicznym, medycznym, niepowtarzalnym jest to, że życie zaczyna się w momencie poczęcia, czyli zapłodnienia, i kończy się w momencie śmierci. Każdemu człowiekowi niezależnie od tego, czy jest w fazie embrionalnej, czy w łonie matki, czy już się urodził, przysługuje cały katalog praw, a te najważniejsze to prawna ochrona życia i poszanowanie godności.

    W art. 4 swojego projektu ustawy rząd zaklina, że leczenie niepłodności jest prowadzone z poszanowaniem godności człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem prawnej ochrony życia, zdrowia, dobra i praw dziecka. Co z tego? Czy na pewno tak jest, skoro dla Ministerstwa Zdrowia, dla rządu, który jest autorem tego projektu, w momencie zapłodnienia nie powstaje nowe życie, nie powstaje nowy człowiek, tylko – jak czytamy w słowniczku – powstaje grupa komórek, której tak naprawdę nie przysługują żadne prawa? Czy to jest kompromis intelektualny? Z tą grupą komórek można zrobić wszystko. Zgodnie z rządowym projektem ustawy człowiek w fazie embrionalnej, a dla wyznawców kompromisu intelektualnego – grupa komórek, zarodek ma przechodzić testy. Na podstawie badań będzie określana jego przydatność do zastosowania w procedurze medycznej wspomagania prokreacji. To testowanie to nic innego jak selekcja. Te, które się nadają, przechodzą dalej, a te, które się nie nadają, mają pecha – giną. To jest eugenika w czystej postaci, selekcja zarodków i eliminacja tych, które według subiektywnej opinii się nie rozwiną. Czy to jest zagwarantowanie i respektowanie konstytucyjnego prawa do ochrony godności? Projekt zakłada ograniczenie wyprodukowania zarodków do sześciu. Dwa z nich – znowu wyselekcjonowane, najlepsze – wykorzystuje się do wszczepienia, resztę konserwuje się w ciekłym azocie. Tym samym podejmowana jest decyzja, któremu dziecku w fazie embrionalnej daje się szansę na życie, a którym się tę szansę odbiera. To jest przedmiotowe traktowanie dziecka w fazie embrionalnej. Czy to jest poszanowanie godności każdego człowieka?

    Kolejna sprawa. Projekt zakłada jako standard mrożenie embrionów i ich przechowywanie, dopuszcza przekazywanie zarodków do anonimowego dawstwa po upływie 20 lat od dnia, kiedy zarodki zostaną przekazane do banku komórek. Ale co dalej? Co stanie się po 20 latach, kiedy zarodki nie zostaną wykorzystane? O tym cisza. Czy rząd bał się napisać, że wówczas będzie następowała eliminacja tych zarodków? To jest pytanie, które w tej Izbie należy zadać. Przecież to ani z godnością, ani z ochroną życia nie ma nic wspólnego.

    I jeszcze ta niedopuszczalna i cyniczna manipulacja tytułem: ustawa o leczeniu niepłodności. Projekt wymienia co prawda 6 metod, ale ja myślę, że są to etapy. Tak naprawdę koncentruje się na jednej metodzie, na procedurze in vitro, która nie jest metodą leczenia niepłodności, nie eliminuje przyczyny, nie leczy. Metoda in vitro jest niczym innym jak sztuczną inżynierią, jest technologiczną protezą płodności. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, pani posłanko.

    Głos zabierze pan poseł John Abraham Godson z Klubu Parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Szanowna Pani Marszałek! Panie Ministrze! Na początku mam uwagę do pana ministra. Bardzo mi smutno, że pan minister wykorzystuje tak ważny projekt do kampanii wyborczej. To jest bardzo zasmucające.

    A teraz do meritum. Uważam, że temat in vitro jest sprawą sumienia każdego z posłów i ani ze strony klubu partyjnego, ani kościołów czy związków wyznaniowych nie powinno być jakiegokolwiek przymusu, jakichkolwiek sankcji za głosowanie zgodnie z własnym sumieniem. Uważam, że mam obowiązek tłumaczyć, dlaczego ogólnie jestem za in vitro. Po pierwsze, jestem szczęśliwym ojcem czwórki dzieci i uważam, że posiadanie dzieci jest jednym z najważniejszych pragnień, które jest w nas, w ludziach. Uważam, że nie mam prawa zabraniać innym realizowania się poprzez posiadanie dzieci, po prostu nie mam. Po drugie, o ile przeciwstawiam się próbie legalizacji zabijania nienarodzonych dzieci, uważam, że in vitro jest szansą na powstanie nowego życia, jeśli będzie to zrobione w sposób cywilizowany i odpowiedzialny.

    (Dzwonek)

    Pani marszałek, czy mogę jeszcze?

    Wicemarszałek Wanda Nowicka: Tak, ale proszę zamierzać do konkluzji, panie pośle.

    Z tego też powodu jestem zdecydowanie przeciwko zabijaniu zarodków. Po trzecie, Bóg dał ludziom wiedzę i umiejętności, a naszą rolą jest korzystanie z tej wiedzy w sposób mądry i odpowiedzialny. Nikt nie może zaprzeczyć, że można korzystać z bajpasa czy mechanicznego serca. Tak samo, w mojej ocenie, można w sposób odpowiedzialny korzystać z in vitro. Po czwarte, każda regulacja, nawet najbardziej liberalna, będzie lepsza niż to, co mamy dziś. Dziś mamy brak regulacji i wolną amerykankę.

    Kończąc, jeszcze raz powiem, że każdy z nas ma swoje sumienie i ma prawo zgodnie z nim głosować bez nacisków ani presji, gdyż sam będzie z tym żył. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos zabierze pani posłanka Marzena Dorota Wróbel, posłanka niezrzeszona.

    Bardzo proszę, pani posłanko.

  • Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Nie można zawierać kompromisu w sprawach moralności – tak mówi Episkopat Polski, przeciwstawiając się projektowi rządowemu, apelując do parlamentarzystów w tej sprawie. Z kolei lewicowcy twierdzą, że nie można stawać na drodze szczęścia ludzi, którzy chcą mieć dziecko.

    (Głos z sali: A to dobre.)

    Kto ma rację? Powstaje pytanie w kontekście tych wypowiedzi, czy można osiągać własne szczęście kosztem szczęścia innych ludzi, innych żyjących istot. Jestem przekonana, tak jak Episkopat Polski, że nie wolno tego robić. Jeśli ktoś się uważa za chrześcijanina, nie może zezwalać na stosowanie procedury in vitro, zwłaszcza w tym modelu, który proponuje dzisiaj rząd Platformy Obywatelskiej i PSL.

    Jan Paweł II w „Evangelium vitae” stwierdził, że życie rozpoczyna się, kiedy komórka jajowa ulega zapłodnieniu, że to życie, cytuję: nie należy już ani do ojca, ani do matki, ale do nowej istoty ludzkiej, która rozwija się samoistnie. Od poczęcia należy mu się poszanowanie, należy mu się godność. Ten nowy człowiek nie należy również do państwa, tak jak to wynika z projektu rządowego. Metoda in vitro, nad którą obecnie debatujemy, jest metodą, delikatnie rzecz ujmując, niezwykle kontrowersyjną. Jest to metoda, która rodzi bardzo wiele pytań związanych także z jej skutecznością. Nie jest to metoda leczenia niepłodności. Jest to metoda pozaustrojowego zapłodnienia. W wyniku jej stosowania nie tworzy się jeden zarodek, nie tworzą się dwa zarodki, ale kilka tzw. nadprogramowych zarodków, żeby były na zapas. Zatem istnienie istot ludzkich uzależnia się od szczęścia innej istoty ludzkiej. To jest niedopuszczalne. W przypadku stosowania tej metody w niektórych krajach dochodzi do ciąż mnogich. W niektórych krajach dochodzi do sytuacji nie do zaakceptowania. Część tych dzieci wyjmuje się z łona matki po to, aby pozostałe miały większe szanse na to, żeby się rozwijać. Nie mówię, że tak jest w Polsce, bo tego nie wiem, ale opisy takich sytuacji czytałam.

    Szanowni Państwo! Projekt rządowy, nad którym dzisiaj debatujemy, na którym, siłą rzeczy, skupia się strona, która jest w stanie narzucić pozostałej części sali swoje rozwiązania, jest projektem na wskroś lewicowym. Ten projekt zakłada, że procedura in vitro będzie dostępna dla osób, które starały się o potomka przez zaledwie 12 miesięcy. To niezwykle krótki okres. Czy jest on wystarczający na postawienie właściwej diagnozy? Na pewno jest on zbyt krótki na leczenie niepłodności.

    Procedura in vitro, finansowana przez państwo polskie, ma być dostępna nie tylko dla par małżeńskich, ale także dla par, które żyją w związkach nieformalnych, a nawet dla kobiet, które żyją w związkach osób tej samej płci. Pytam: Gdzie jest tutaj dobro dziecka, o którym tak często mówi strona rządowa? W interesie dziecka jest wychowywanie się w rodzinie, która daje mu pełne poczucie bezpieczeństwa, stabilizacji nie tylko materialnej, ale także emocjonalnej.

    Projekt rządowy zakłada selekcję zarodków, rozwijać się mają tylko te, które są zdolne do prawidłowego rozwoju. Co się stanie z pozostałymi? Czy zostaną one zniszczone? Jeśli tak, to w jaki sposób? Bo tutaj też nie opisano odpowiednich procedur. Czy uważacie państwo, że jest to humanistyczne, personalistyczne rozwiązanie? To jest, proszę państwa, czysta eugenika i od tego miejsca jest tylko krok do tworzenia nadczłowieka.

    Twórcy projektu twierdzą, że niemożliwe będzie klonowanie człowieka, tworzenie chimer i hybryd, pobieranie tkanek od osób zmarłych w celach rozrodczych. Ale kary za stosowanie tego typu praktyk są co najwyżej symboliczne. Nie mamy żadnej gwarancji, że jakiś szaleniec mimo ryzyka odpowiedzialności karnej nie zdecyduje się podjąć tych czynności za odpowiednio sowite wynagrodzenie.

    (Dzwonek)

    Jeżeli chodzi o osobę, która dopuści się tego typu praktyk, to poza karą bezwzględnego więzienia powinna grozić jej utrata prawa do wykonywania zawodu. Niedopuszczalne jest również w mojej ocenie zapłodnienie aż sześciu komórek rozrodczych, a w przypadku biorczyń, które ukończyły 35. rok życia, większej liczby komórek. Co się będzie działo z tymi nadliczbowymi ludźmi? Te komórki mają być przechowywane przez 20 lat. Co się z nimi stanie, jeśli przez ten czas nie trafią do żadnej rodziny, nikt ich nie będzie chciał? O tym projekt rządowy także milczy.

    Wicemarszałek Wanda Nowicka: Proszę konkludować, pani posłanko.

    Czy człowiek zostanie pozbawiony jego przyrodzonej godności?

    Ostatnie pytanie jest – mam tego świadomość – retoryczne. Jak to jest możliwe, że w katolickiej Polsce stworzono rządowy projekt ustawy dotyczącej pozaustrojowego zapłodnienia, który jest ultralewicowy? Nie umiem sobie tego wytłumaczyć inaczej jak właśnie cynizmem politycznym.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, pani posłanko.

    Chciałabym państwa poinformować, że pan poseł Dariusz Joński w imieniu Klubu Poselskiego Sojusz Lewicy Demokratycznej złożył wniosek o odrzucenie w pierwszym czytaniu projektu ustawy z druku nr 1107.

    Teraz głos zabierze pani posłanka Lida Gądek z Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska.

    Bardzo proszę, pani posłanko.

  • Dziękuję bardzo.

    Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Według Światowej Organizacji Zdrowia niepłodność jest jedną z wielu chorób, z którymi borykają się człowiek jako jednostka, rodzina i społeczeństwo jako całość. W Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w art. 68 jest zapis: Każdy obywatel ma prawo do ochrony zdrowia i równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej, finansowanej ze środków publicznych. Warunki i zakres określa ustawa. Niestety, do dzisiaj żadna ustawa nie określa tego, o czym dyskutujemy, czyli kompleksowego leczenia niepłodności. W związku z tym nastał najwyższy czas, żeby wreszcie uregulować te sprawy, nie postępując według zasady, że nie widzimy problemu, tak jak małe dzieci, kiedy chowają się pod łóżko. Nie widzimy problemu, to znaczy, że go nie ma. Otóż problem jest. Jest to olbrzymi społeczny problem dotykający wielu rodzin na świecie, również w Polsce.

    Głównym celem rządowego projektu ustawy o leczeniu niepłodności jest kompleksowe rozwiązanie tego jakże ważnego problemu w najlepszy, jaki dzisiaj widzimy, możliwy sposób, zgodny z nowoczesną wiedzą medyczną i zasadami ochrony życia ludzkiego. Wbrew tym wypowiedziom, które padają tu czasami z różnych stron sali, propozycje przedstawione w projekcie rządowym świadczą o – zdecydowanie można to tak określić – konkretnym nastawieniu grupy, która go przygotowała, o jej byciu za życiem, gdyż zabezpiecza się tu kompleksowe podejście zarówno do diagnostyki, jak i do leczenia niepłodności. Procedura in vitro, które to określenie pada tutaj, na tej sali w różnych odmianach i w różnych kontekstach setki, a może tysiące, razy, stanowi tylko jeden ze sposobów kompleksowego leczenia niepłodności. W tym projekcie chroni się życie poprzez ochronę zarodka ludzkiego. To, czy określimy to grupą komórek, którą będziemy chronić, czy życiem ludzkim w formie zarodka, które będziemy chronić, to tak naprawdę ma dzisiaj mniejsze znaczenie. Ważne dla nas wszystkich jest to, że obejmujemy zarodek, czyli życie ludzkie, ścisłą ochroną. Dzisiaj tego nie mamy. Mamy się zgadzać nadal na ten funkcjonujący stan bezprawia, tak naprawdę?

    Jestem wielce zdziwiona informacją, która padła z ust niedawnego kolegi klubowego, że w fatalnym momencie procedujemy nad tymi ustawami. Kiedy był lepszy moment? Może wtedy, kiedy pan poseł, wówczas minister, miał wszystkie mechanizmy i możliwości, żeby zgłosić taki projekt ustawy, który od trzech lat mógłby już funkcjonować i dzisiaj nie mielibyśmy tego problemu. A może właśnie ten moment dwóch kampanii jest dobry, dlatego że skupimy się nad tym i przeprocedujemy najlepszy z możliwych projektów.

    Oczywiście w trakcie prac w komisji być może trzeba będzie wprowadzać zmiany do rządowego projektu, po to będzie praca w komisji. Ale to nie znaczy, że mamy odrzucić problem w całości i uznać, że go nie ma, bo on jest. W medycynie, proszę państwa – chodzi o zarzuty, które tu często padają, że to nie jest leczenie – leczenie to nie tylko naprawa danego organu czy układu, ale to również wszystkie działania, które zgodnie z prawem doprowadzają do możliwości funkcjonowania narządu w danym zakresie. W związku z tym to, że przeszczepiamy serce, nie powoduje, że wyleczymy serce, ale powoduje, że człowiek z przeszczepionym organem może żyć przez wiele lat. To, że w wypadku pewnej grupy pacjentów, pewnej grupy par nie jesteśmy w stanie usunąć przyczyny niepłodności żadną inną drogą, tylko metodą in vitro, to jest leczenie, proszę państwa, mówiąc tylko i wyłącznie z punktu widzenia medycznego.

    Teraz na chwilę skończę z teorią, którą tutaj wszyscy przepracowują na setki sposobów, i powiem tak. Wszystkich tych państwa, którzy mają różnego rodzaju wątpliwości, którym tak łatwo przychodzi mówienie, jakie to jest zło, jak to nie wolno, że to kampania wyborcza, jestem skłonna zaprosić, bardzo chętnie, do mojej praktyki, tam, gdzie przyjmuję pacjentów. Jestem lekarzem rodzinnym, a lekarz rodzinny ma to do siebie, że opiekuje się całą rodziną, od początku do naturalnego zgonu, w zdrowiu i w chorobie. I leczy całą dobę, 24 godziny na dobę, panie pośle, cały rok, niezależnie od zmian pogodowych i zmian, które wchodzą w życie, jeżeli chodzi o ustawę.

    (Poseł Małgorzata Sadurska: O czym pani mówi?)

    (Poseł Jacek Osuch: Pani posłanka leczy 24 godziny na dobę.)

    Pani marszałek, bardzo proszę o umożliwienie mi kontynuowania wystąpienia.

    Wicemarszałek Wanda Nowicka: Bardzo proszę nie przeszkadzać pani posłance.

    Lekarz rodzinny, i cały zespół lekarza, jest w dobrych i w złych momentach, w każdej sytuacji, w której znajduje się polska rodzina. Państwo sobie musicie zdać sprawę, co to znaczy dla polskiej rodziny, dla polskiej matki, kobiety, która chce być matką, kiedy nie może zostać matką, kiedy w rodzinie nie można doznać szczęścia przyjścia na świat nowego dziecka. Obserwuję to i widziałam już wiele takich przypadków, ponieważ mam pacjentów urodzonych z in vitro i nie mają żadnej bruzdy ani żadnej skazy, niezależnie od tego, gdzie ich się dotyka. Chcielibyście państwo zobaczyć rodzinę przed, która przez 10 lat leczyła się wszelkimi możliwymi sposobami, łącznie z naprotechnologią i całą masą innych metod, i w końcu, kiedy rodzi się dziecko, w wyniku zastosowania tej tak bardzo złej metody, jak zmienia się sytuacja tej rodziny, tej kobiety i całego otoczenia. Tylko tyle chciałam państwu powiedzieć, że projekt odnośnie do leczenia niepłodności nie jest ani prawicowy, ani lewicowy, ani liberalny, ani konserwatywny. On ma po prostu umożliwić tym, którzy chcą, bo nikogo nie będzie się zmuszać do tego sposobu leczenia, aby mogli być szczęśliwi. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, pani posłanko.

    Głos zabierze pani posłanka Józefa Hrynkiewicz z Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.

    Bardzo proszę, pani posłanko.

  • Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! W kwietniu 2013 r. zwróciłam się z interpelacją do ministra zdrowia o przedstawienie uzasadnień, które pozwalają wydawać środki budżetu państwa na wspomaganie rozrodu techniką in vitro. Z odpowiedzi pana ministra dowiedziałam się, że niepotrzebne są żadne regulacje. Dzisiaj pan minister mówi, że nie ma żadnych regulacji i że są bardzo potrzebne. Panie ministrze, proszę się zdecydować.

    Wracając do tych projektów, chcę powiedzieć, że jeśli one przejdą do komisji, jeśli taka będzie wola Sejmu, powinny być rozpatrywane w bardzo szerokim kontekście wszelkich uwarunkowań, które wiążą się z polityką ludnościową i z sytuacją demograficzną Polski. Chcę powiedzieć, że trzeba uwzględnić także to, że pewne okoliczności życiowe, okoliczności strukturalne, kulturowe, ekonomiczne, instytucjonalne bardzo poważnie zmniejszają zdolność do prokreacji. W Polsce wiek urodzenia pierwszego dziecka w ostatnich kilkunastu latach bardzo poważnie się przesunął i został on wymuszony przede wszystkim okolicznościami życiowymi.

    Druga bardzo ważna sprawa jest taka, że w naszej ochronie pracy, w ochronie zdrowia, a także w edukacji nie ma czegoś, co nazwałabym wychowaniem do prokreacji, wychowaniem prokreacyjnym, a więc nauczeniem młodego człowieka zdolności zachowania tej cudownej przyrodzonej właściwości, jaką jest zdolność przekazywania życia, zdrowego życia. Mogę o tym coś powiedzieć, gdyż kiedy, wykładając demografię, zaczynam mówić o tych problemach, demografia nie jest zbyt ciekawą nauką dla młodych ludzi, na sali natychmiast robi się cicho, dlatego że tej wiedzy po prostu nie ma, nie jest ona przekazywana. Przekazywana jest wiedza o tym, jak uniknąć ciąży, w jaki sposób pozbyć się ciąży, jak planować, nie ma natomiast wiedzy, która byłaby zgodna z tym, co jest największą wartością, także młodego pokolenia, a wartością tą jest w polskim społeczeństwie wartość rodziny i wartość posiadania i wspólnego wychowywania dzieci. To jest wartość deklarowana także przez młode pokolenie, przez blisko 90% młodego pokolenia, jako wartość nadrzędna, naczelna. Dlatego też apeluję do komisji, które będą pracowały nad tymi rozwiązaniami, jeśli będzie taka wola Sejmu, aby problemy dotyczące kontekstów, w jakich będą planowane te rozwiązania, a także dotyczące wychowania do prokreacji były przedmiotem głębokiej uwagi i poważnych debat, a także ekspertyz specjalistów. Chcę powiedzieć, że w Anglii wprowadzono w roku 1833 ochronę pracy z powodu zagrożenia bytu narodowego, ponieważ takie były straty spowodowane złymi warunkami pracy. Dzisiaj w Polsce, mimo że żyjemy w XXI w., nikt na te zagadnienia nie zwraca uwagi i nie stanowią one przedmiotu instytucjonalnych i prawnych rozwiązań.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, pani posłanko.

    Głos zabierze pan poseł Ludwik Dorn, poseł niezrzeszony.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Zacznijmy od opisu kontekstu, w jakim toczy się ta debata. Niektóre posłanki i niektórzy posłowie z Platformy Obywatelskiej oburzali się na stwierdzenia dotyczące tego, że to przedłożenie rządowe, bo na nim się skupię, jest elementem kampanii wyborczej. Wystarczyło wysłuchać prezentacji pana ministra Arłukowicza, by posiąść wiedzę o tym, że jest przede wszystkim elementem kampanii wyborczej, bo o ile sobie przypominam, pan minister mniej mówił o zarodkach, a więcej o Jarosławie z Warszawy, więcej czasu na to poświęcił. Tak jest i nie należy temu zaprzeczać, należy działać w takich warunkach.

    Jedna z przedmówczyń mówiła o tym, że przedłożenie rządowe nie jest ani lewicowe, ani prawicowe, lecz jest opowiedzeniem się za życiem. To nie jest prawda. Rząd, na czele z panią premier Kopacz, z określonego wachlarza możliwości dokonał pewnego wyboru, wyboru związanego z już toczącą się kampanią i z kampanią wyborczą, która będzie toczyć się na jesieni, wybierając z tego wachlarza możliwości rozwiązania raczej kojarzone z lewicą, a nie – niechby umiarkowaną – prawicą. To są dwa elementy, moim zdaniem, kluczowe. Pierwszy dotyczy kwestii nadliczbowych zarodków. Nie jest tak, że ustawodawstwa państw członkowskich Unii Europejskiej w każdym przypadku dopuszczają utworzenie nadliczbowych zarodków. Jest rozwiązanie niemieckie, jest rozwiązanie szwajcarskie, mówił o tym pan poseł Gowin. Głos w tej sprawie zabierało wielu mówców.

    Skupię się na innym elemencie, może niedostatecznie poruszanym w tej debacie, i to elemencie zaskakującym, mianowicie rozwiązaniu, które dopuszcza zapłodnienie in vitro w przypadku par pozostających w związku pozamałżeńskim. Projekt ustawy jest pod tym względem zdumiewający, gdyż możliwość tę wprowadza się w art. 2, słowniczkowym, w którym jest mowa o oświadczeniu takiej pary, natomiast nie wiadomo, w jakim trybie, w jakim momencie ma być składane to oświadczenie. Problem jest jednak głębszy. Wysoka Izbo, mamy tu do czynienia z zabiegiem inżynierii prawno-politycznej, która ma zmienić podstawy funkcjonowania społeczeństwa polskiego. Sprawa jest bardzo prosta. Jeżeli dopuszczamy in vitro w przypadku par pozamałżeńskich, to jak można sprzeciwić się, jeżeli to rozwiązanie zostanie przyjęte, wprowadzeniu ustawy o związkach partnerskich? Jeżeli istnieje pewne uprawnienie dla pary, która oświadcza, że żyje wspólnie, nie wiadomo, w jakim trybie, nie wiadomo jak, nie wiadomo, w którym momencie ona metodą in vitro chce powołać do życia nowe ludzkie istnienie, to wszystkie inne kwestie, które podnosiło się przy okazji debat nad potrzebą bądź brakiem potrzeby ustawy o związkach partnerskich, są już nie drugo-, ale pięciorzędne, np. dotyczące wizyt w szpitalu, dziedziczenia ustawowego, bo co jest istotniejszego, ważniejszego niż powołanie dziecka do życia?

    W związku z tym, jeżeli to rozwiązanie zostanie w końcu zaakceptowane, to będziemy mieli zmianę dotyczącą nie tylko in vitro, ale także podstaw funkcjonowania społecznego Polski. Mamy de facto do czynienia już nie z uchyleniem, otwarciem drzwi, a z czymś więcej: z wiążącą zapowiedzią uchwalenia ustawy o związkach partnerskich. I mam pytanie: Czy jest to chytry zabieg ministra Arłukowicza, czy stoi za tym pani premier Kopacz i kierownictwo Platformy Obywatelskiej? Wysuńcie argumenty przeciwko mojemu rozumowaniu. Gdzie tu jest błąd? Gdzie tu jest nielogiczność?

    Dlatego zwracam się przede wszystkim do tych kilkudziesięciu posłów Platformy Obywatelskiej, bo w ostatecznym głosowaniu to od nich będzie to zależało: albo będziecie popierać ewentualnie zgłoszone poprawki dotyczące liczby zarodków nadliczbowych, nietworzenia zarodków nadliczbowych i wykreślenia możliwości stosowania procedury in vitro

    (Dzwonek)

    dla par niebędących małżeństwami, albo wasz konserwatyzm jest konserwatyzmem bezobjawowym i nie ma w was niczego, co sprawiłoby, że w jakiejkolwiek sprawie powiedzielibyście: non possumus.

    Na tym skończę. Powiem tak: o projekcie SLD nie warto dyskutować, a zarówno projekt PiS-owski, jak i projekt rządowy nie zasługują, by je poprzeć; PiS-owski jest zbyt restrykcyjny. Przy obu tych projektach w głosowaniu wstrzymam się od głosu, bo większość tej Izby jest zdeterminowana, by ta ustawa została uchwalona przed wyborami, a mi zależy na tym, żeby była to ustawa możliwie najmniej zła, bo dobrej nie będzie.

    (Głos z sali: Brawo!)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos zabierze pani posłanka Krystyna Kłosin z Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska.

    Bardzo proszę, pani posłanko.

  • Szanowna Pani Marszałek! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Metoda zapłodnienia in vitro jako metoda medycznego wspomagania prokreacji i eliminowania niepłodności jest objęta regulacjami prawnymi w większości krajów europejskich. Posłowie z mojego klubu oraz inni posłowie odnosili się już do tego problemu. Ja chciałabym odnieść się w dyskusji głównie do projektu ustawy o świadomym rodzicielstwie, zawartego w druku nr 1122.

    Projekt ten łączy kwestie zapłodnienia in vitro i wspomaganej rozrodczości z zagadnieniami z zakresu edukacji seksualnej oraz problematyką prawa do aborcji. Pragnę zaznaczyć, że regulacje prawne dotyczące metody in vitro wymagają zgodności z obowiązującymi w tym zakresie dyrektywami unijnymi, natomiast prawo do aborcji zgodnie z traktatami nie należy do kompetencji Unii Europejskiej i jest regulowane na poziomie prawa państw członkowskich.

    W Polsce prawo do przerywania ciąży reguluje ustawa z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny i ochronie płodu ludzkiego, która wskazuje, w jakich przypadkach dopuszcza się przerwanie ciąży. Chodzi o sytuacje, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia ciężarnej, gdy badania prenatalne wskazują na nieodwracalne uszkodzenie płodu lub gdy ciąża jest wynikiem czynu niedozwolonego, np. gwałtu. Pan poseł wnioskodawca mówił, że ta ustawa budzi wiele kontrowersji, natomiast wydaje mi się, że projekt z druku nr 1122 budzi ich o wiele więcej, ponieważ przewiduje uchylenie jej przepisów i wprowadza znaczącą liberalizację obowiązującego w tym zakresie prawa, wprowadzając prawo do tzw. aborcji na życzenie. Artykuł 9 projektowanej ustawy mówi, że kobieta ma prawo do przerwania ciąży do 12. tygodnia, a lekarz zobowiązany jest wykonać zabieg w ciągu 72 godzin.

    Skierowanie się w stronę pełnej dostępności aborcji jest nie do przyjęcia, gdyż w takim wydaniu aborcja staje się sposobem na antykoncepcję, niejako ją zastępuje, a przecież nie o to chodzi. Z tego powodu ten projekt ma negatywną rekomendację Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, która ze względu na zawarte w nim kontrowersyjne treści w ogóle nie chciała się do niego odnieść. Podobnie jest z opinią Naczelnej Rady Lekarskiej, która jednoznacznie wskazuje na konieczność odrzucenia projektu właśnie z tych powodów.

    Projekt ustawy o świadomym rodzicielstwie, zawarty w druku nr 1122, łączący zagadnienia pełnej dostępności zabiegów przerywania ciąży z regulacjami dotyczącymi medycznie wspomaganej prokreacji, jaką jest metoda zapłodnienia in vitro kompleksowo zawarta w przedłożeniu rządowym, nie wydaje się projektem spójnym merytorycznie, a wręcz zdaje się budzić wielkie kontrowersje. Z tego powodu, uważam, że należy go odrzucić. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, pani posłanko.

    Głos zabierze pan poseł Czesław Hoc z Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.

    Bardzo proszę.

  • Dziękuję, pani marszałek.

    Pani Marszałek! Wysoki Sejmie! Chciałbym wyprostować pewne kwestie, poruszane też tutaj. Chodzi mianowicie o prawo Unii Europejskiej, Wspólnoty Europejskiej.

    Nie jest tak, że dyrektywa 2004/23/WE Parlamentu Europejskiego i Rady narzuca Polsce czy jakimkolwiek państwom członkowskim jakiekolwiek rozwiązania w zakresie in vitro. Wyraźnie narzuca zakres ochrony życia przed narodzeniem, wymaga jedynie poszanowania godności każdej istoty ludzkiej. Takie jest sformułowanie, taka jest konkluzja dyrektywy 2004/23/WE Parlamentu Europejskiego i Rady przyjętej w 1997 r. w hiszpańskim mieście Oviedo. I to jest fakt.

    Po drugie, cały czas mówiliśmy, podkreślałem to również w moim wystąpieniu, że każdą osobę ludzką, czyli też każde dziecko poczęte metodą in vitro, szanujemy, przyjmujemy z miłością i wielkim szacunkiem. Zresztą Kościół określa te dzieci jako żywy dar dobroci Bożej, a więc wymagają one tak samo, jak każda osoba ludzka, poszanowania, miłości i szacunku. I to podkreślaliśmy.

    Po trzecie, odniosę się tu po trosze do rządowego projektu, w art. 9 tego projektu jest dokładnie napisane, że chodzi o nadliczbowe embriony, zarodki, które, jak uważacie, są grupą komórek – nie organizmem ludzkim, tylko grupą komórek. Już to podważa w ogóle jakikolwiek aksjologiczny wymiar waszego projektu ustawy o leczeniu niepłodności – rzekomo o leczeniu niepłodności. A więc, proszę państwa, jeśli tak jest, że to jest grupa połączonych komórek – zresztą nie mówi się, że to jest połączenie gamety żeńskiej z gametą męską, tylko zlewanie się jąder komórek rozrodczych, kariogamia, czyli nie tak, jak my mówimy, że to jest istota ludzka, organizm ludzki, że z połączenia gamety męskiej i gamety żeńskiej powstaje organizm ludzki, czyli zarodek, embrion – to co możecie mówić albo co możecie proponować biorczyni, matce, jeśli wszczepiacie grupę komórek, a nie embrion, organizm ludzki? Prawdopodobnie byście mówili w ten sposób: wszczepiamy pani grupę komórek i prawdopodobnie z tego rozwinie się człowiek, być może, a może coś innego się rozwinie. Tak? Jeśli tak rozumujecie, to znaczy, że nie macie żadnych podstaw do tego, żeby mówić, że to w kontekście kategorii moralnych, kategorii aksjologicznych, jakichkolwiek kategorii etycznych czy empatii jakiejkolwiek wchodzicie na grunt leczenia niepłodności i pomocy dla ludzi, którzy rzeczywiście pragną posiadania dzieci.

    Dalej, mówicie o sześciu nadliczbowych zarodkach, ale są trzy wyjątki: biorczyni powyżej 35. roku życia, względy medyczne – drugi wyjątek, i trzeci wyjątek – jeśli próba dwukrotnie nie była udana. To ja podkreślę, szczególnie że trzy cykle terapeutyczne są refundowane: dwa razy po sześć embrionów, nieudane, czyli 12 embrionów przestało żyć, 12 istnień ludzkich. I teraz co robicie? Mówicie w klinice zapłodnienia, klinice wspomaganego rozrodu: dajemy wam ostatnią szansę, za trzeci cykl jeszcze płacimy, idźcie na maksa. Co wtedy robi się tej kobiecie? Straszna hiperstymulacja, podajecie olbrzymie ilości różnego rodzaju estrogenów, czyli hormonów, które zaburzają całkowicie oś podwzgórzowo-przysadkowo-gonadową, bo chcecie wyprodukować jak największą ilość komórek jajowych. Przypomnę, że w normalnym cyklu fizjologicznym kobieta w czasie owulacji produkuje jedną komórkę jajową zdolną do zapłodnienia, góra dwie. Wy w tym trzecim cyklu, skoro mówicie, że tylko dwa nieudane, potem trzecie i już koniec, będziecie produkować jak najwięcej komórek jajowych – 12, 13 – żeby się udało. Jakie to jest wyrzeczenie dla tej kobiety.

    (Poseł Lidia Gądek: Ale ona tego chce.)

    Czy zdajecie sobie sprawę, co to jest hiperstymulacja, jakie to są wielkie wyrzeczenia w przypadku tej kobiety? 13 teraz wyprodukujecie, 12, 11, bo idziecie w jakimś kierunku quasi-biznesowym. Wiecie, jak w tej koncepcji, procedurze in vitro nazywa się pary małżeńskie? Klienci. Na przykład w odniesieniu do naprotechnologii mówimy o nich: pacjenci, pary małżeńskie. Proszę zwrócić uwagę, jaka koncepcja albo, powiedziałbym, antykoncepcja w waszym rozumowaniu.

    I na koniec to, o czym mówiłem – można powątpiewać w waszą wiarygodność, w waszą miłość do życia. Gdy spytam pana ministra Arłukowicza, czy jest za antykoncepcją, powie: tak, bo to jest kwestia wolności młodzieży. Ale jako endokrynolog mówię, że to jest powodowanie środkami, nie lekami, zaburzenia cyklu fizjologicznego, żeby nie było owulacji, żeby nie było powstawania życia, żeby następowało zakłócanie cyklu fizjologicznego. Oczywiście w perspektywie może dojść do różnego rodzaju powikłań. Jeśli mówi się o kompromisie aborcyjnym, to jaki jest kompromis pomiędzy dobrem a złem? Nie ma kompromisu między dobrem a złem, aborcja jest zawsze złem. Jeśli mowa o pigułce „dzień po”, o antykoncepcji, jeśli podamy ją przed owulacją – po owulacji jest to środek wczesnoporonny – to tak samo jesteście przeciwko życiu. To jaka jest wasza wiarygodność co do tego, że kochacie to życie i chcecie, żeby ono powstawało, jeśli z jednej strony dążycie do tego, żeby to życie nie powstawało, albo, jeśli już powstanie, brutalnie je przerywacie, a z drugiej strony ta wielka miłość co do powstawania życia? To jest niespójność. W medycynie to się nazywa niespójność.

    Pokazują, żeby kończyć, tak że dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Głos ma teraz pani posłanka Elżbieta Gelert z Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska.

    Bardzo proszę, pani posłanko.

  • Dziękuję bardzo.

    Pani Marszałek! Szanowni Państwo! Padły już tu słowa, że zbyt późno wprowadza się tę ustawę. Faktycznie, można powiedzieć, że pewnie zbyt późno, i taka jest prawda, ale, jak to mówią, lepiej późno niż później. I dlatego dobrze, że w ogóle pracujemy nad projektem.

    Czy bez względu na przyczyny, jakie państwo podajecie – bo oczywiście każdy będzie podawał inne przyczyny, dla których tak późno rozpoczynamy prace – powinniśmy rozpatrywać jednocześnie projekt o świadomym rodzicielstwie? Tutaj mam pewne wątpliwości, bo na pewno opóźni to prace nad projektem o in vitro, ale to przecież pozostaje do decyzji wszystkich posłów.

    Projekt rządowy, proszę państwa, zakłada dowolny dostęp do wszystkich metod leczenia niepłodności, w tym również do in vitro. Metoda ta jest metodą leczenia niepłodności uznaną na świecie, natomiast sytuacja polskich par nie jest tutaj uregulowana, brak jest dostępu do tych świadczeń. Jak już mówiono, wiemy, że ok. 5 tys. par poddało się tej metodzie za własne pieniądze, finansowało to z własnych środków, natomiast ponad 1400 par – w ramach programu Ministerstwa Zdrowia. Wiele osób, w szczególności tych, których nie stać tak naprawdę na finansowanie tego zabiegu, czeka na przepisy w tym względzie. Czy zakaz in vitro nie będzie sankcjonować wyjazdów Polaków za tą usługą za granicę? Czy nie zejdzie to do podziemia, jak to bywa z niektórymi usługami?

    Powiem państwu, że zupełnie niezrozumiałe dla mnie było przeciwstawianie jednych chorych drugim chorym, co się działo na tej sali. Jeżeli uważamy, że niepłodność to również choroba, a osoby, które nie mogą posiadać dzieci, to są również osoby w tym względzie chore, to dlaczego przeciwstawiamy jednych chorych drugim chorym? Czy państwo już zdołaliście wyliczyć na przykład, ile osób się uzdrowi lub ilu osobom się przedłuży życie w przypadku wymienionych przez państwa chorób? Chyba trudno jest dyskutować w takim tonie i było to, wydaje mi się, mało etyczne. In vitro nie leczy przyczyny, o czym też była mowa, ale daje nadzieję wielu parom, które na to czekają. Świat dawno już poszedł do przodu, a my w tej chwili musimy go gonić.

    Jeżeli są pewne nieprawidłowości i niedopracowania w propozycji rządowego projektu ustawy, to myślę, że po to jest komisja, po to skierowanie do komisji, ażeby pewne niedociągnięcia zostały dopracowane, pewne wątpliwości zostały wyjaśnione. Uważam, że należałoby nadal pracować nad tą ustawą, bo, tak jak mówię, większość Polaków, może nie wszyscy, ale na pewno zdecydowana większość Polaków na to czeka. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, pani posłanko.

    Głos zabierze pan poseł Czesław Czechyra z Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska.

    Bardzo proszę, panie pośle.

  • Dziękuję.

    Pani Marszałek! Panowie Ministrowie! Wysoka Izbo! Leczenie niepłodności, zasady i warunki stosowania medycznie wspomaganej prokreacji, postępowanie z komórkami rozrodczymi i zarodkami oraz procedury bezpieczeństwa – to najważniejsze cele, które powinny być zrealizowane. Regulacje zawarte w druku nr 3245 szczegółowo określają okoliczności dotyczące dawstwa, pobierania, przetwarzania, testowania, przechowywania i dystrybucji komórek rozrodczych oraz zarodków przeznaczonych do stosowania w zapłodnieniu pozaustrojowym, popularnie zwanym in vitro.

    Do projektu ustawy zostały włączone przepisy, które zapewniają ochronę dzieci urodzonych w wyniku podjętego leczenia, a nie tylko chronią prawa osób dotkniętych niepłodnością i decydujących się na uczestnictwo w wyżej wymienionych procedurach.

    Przepisy projektu ustawy wprowadzają regulacje dotyczące komórek rozrodczych i zarodków: zarodek posiada specjalny status, zarodki można tworzyć tylko w celu transferowania ich do organizmu kobiety, gamety i zarodki można stosować wyłącznie na podstawie pisemnej zgody dawców.

    Medycznie wspomagana prokreacja może być podjęta dopiero po wyczerpaniu innych metod leczenia – lub niemożności ich zastosowania ze względów medycznych, o czym wiemy – które były prowadzone przez okres nie krótszy niż 12 miesięcy.

    W projekcie ustawy są też uwzględnione przepisy prawa unijnego, tzw. dyrektywy tkankowe, oraz postanowienia Konwencji o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej w odniesieniu do zastosowań biologii i medycyny.

    Wielokrotnie już tu powtarzano i ja powtórzę, że w Polsce jest ok. 1,5 mln par, które mają okresowe problemy z prokreacją. Ta ustawa nadaje ramy prawne dla wszystkich okoliczności związanych z procedurą in vitro, czyli ochroną prawną rodziców, dzieci, także całej procedury, której celem jest pomaganie osobom borykającym się z problemem niepłodności. Trzeba też znowu przypomnieć, że prace nad tą ustawą trwają za długo, bo to jest już ponad 10 lat.

    Ustawa nikogo nie zmusza do wybierania procedury in vitro. Trzeba również pamiętać o tym, że ok. 70% polskiego społeczeństwa popiera tę metodę zapłodnienia.

    Ustawa nie dotyczy tylko metody in vitro, ale kompleksowo w tej ustawie uwzględnione są wszelkie formy walki z bezpłodnością, która teraz stała się chorobą cywilizacyjną w Polsce i na świecie.

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Panowie Ministrowie! Konieczność uregulowań legislacyjnych wynika również z wyroku wydanego przez Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Ponadto został już przekroczony termin implementacji obowiązujących w tym zakresie dyrektyw Unii Europejskiej. Sejm ma za zadanie uregulować normy prawne wynikające z dyrektyw unijnych, określające obowiązki państwa w zakresie nadzoru, licencjonowania zarodków, powołania odpowiedzialnego ciała koordynującego. Obecny stan jest wątpliwy moralnie, a medycznie może być potencjalnie niebezpieczny, dlatego każda regulacja wprowadzająca normy prawne jest lepsza niż brak jakiegokolwiek prawa. Ustawa, która powinna być uchwalona przez Sejm, nie wprowadza metody zapłodnienia pozaustrojowego, lecz ma zawierać normy prawne dotyczące tej procedury. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję, panie pośle.

    Ogłaszam 5 minut przerwy.

    (Przerwa w posiedzeniu od godz. 17 do godz. 17 min 02)

  • Powracamy do rozpatrzenia punktu 17. porządku dziennego: Pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o leczeniu niepłodności.

    Sejm wysłuchał uzasadnienia projektu ustawy przedstawionego przez ministra zdrowia pana Bartosza Arłukowicza oraz przeprowadził dyskusję.

    W dyskusji zgłoszono wniosek o odrzucenie w pierwszym czytaniu projektu ustawy zawartego w druku nr 3245.

    Poddam ten wniosek pod głosowanie.

    Odrzucenie tego wniosku oznaczać będzie, że Sejm, zgodnie z propozycją zaopiniowaną przez Prezydium Sejmu, skierował ten projekt ustawy do Komisji Zdrowia w celu rozpatrzenia.

    Głosujemy.

    Kto z pań i panów posłów jest za przyjęciem wniosku o odrzucenie w pierwszym czytaniu rządowego projektu ustawy o leczeniu niepłodności, zechce podnieść rękę i nacisnąć przycisk.

    Kto jest przeciw?

    Kto się wstrzymał?

    Głosowało 439. Za – 150, przeciw – 286, wstrzymało się 3. Stwierdzam, że Sejm wniosek odrzucił, a tym samym skierował ten projekt ustawy do Komisji Zdrowia w celu rozpatrzenia.

    Na podstawie art. 95b regulaminu Sejmu wyznaczam termin przedstawienia sprawozdania przez komisję do dnia 9 czerwca.