• Patrzyłem na te kartki. Widziałem, że pan premier jak zwykle ma już coś przygotowane. Ja tutaj kartek nie mam, to jest między innymi ta różnica między nami.

    (Wesołość, poruszenie na sali)

    (Poseł Teresa Piotrowska: Lepiej mieć.)

    Ale to nie jest najważniejsza różnica. Najważniejsza jest może ta, że jednak sobie dobrze przypominam, co mówiłem tutaj 16 miesięcy temu, co mówiłem przed chwilą, a pan premier najwyraźniej o wielu sprawach zapomina. Otóż mówiłem tutaj, dlaczego Polska, mimo kryzysu, ma wszelkie szanse wyjść z tej sytuacji, która ukształtowała się w Europie, obronną ręką.

    (Poseł Tadeusz Jarmuziewicz: Ogromną.)

    Obronną, proszę pana.

    Ma szanse wyjść z tej sytuacji między innymi dlatego, że ma własną walutę, która dobrze reaguje na tę sytuację – dzięki temu jest bardzo dobra sytuacja w handlu zagranicznym, a pan chciał tę walutę zniszczyć – dlatego że ma bardzo znaczne zasilenie zewnętrzne w postaci środków europejskich, w postaci przekazów od Polaków pracujących za granicą, dlatego że rola sfery inansów, prywatnych inansów banków jest w Polsce stosunkowo niewielka – system bankowy jest niewielki i nie był zatruty toksycznymi papierami – dlatego że mamy niewielką rolę kredytu w naszych przedsięwzięciach gospodarczych, że ogromna część inwestycji jest prowadzona bez kredytów, że mamy bardzo odpornych przedsiębiorców, którzy nie popadają w panikę, a także bardzo odpornych konsumentów, którzy także nie popadają w panikę.

    (Dzwonek)

    To są wszystko elementy, z którymi pan nie ma nic wspólnego, to są po prostu obiektywne elementy, które powodowały, że Polska mogła wyjść z tego kryzysu nieporównanie lepiej niż wyszła. Były takie projekty, były takie plany, które zostały odrzucone. Robiono zamiast tego gigantyczne długi. Roczne deicyty sięgały nawet 111 mld zł, pan już o tym zapomniał. Teraz to zbijacie i niezależnie od tego, co byście powiedzieli, niezależnie od tego, że niektóre kraje mają w tym roku czy miały w zeszłym roku znacznie szybszy wzrost niż Polska, np. Łotwa – przeszło 6%, mamy tutaj do czynienia ze stanem, który w żadnym wypadku nie może być uznany za dobry i akceptowalny. A to poklepywanie po plecach, te ordery, które pan otrzymuje? Panie premierze, każdy, kto będzie prowadził Polskę tak, że ją łatwo eksploatować, że ona nic nie znaczy, że nie jest żadną przeszkodą w tych relacjach, które kształtowały się w Europie już od wieków, kiedy Polski nie było, będzie poklepywany po plecach, będzie dostawał nagrody, ordery.

    (Oklaski)

    Tylko myśmy tej polityki nie prowadzili. W ramach tej naszej polityki pani Merkel mimo rzekomego strasznego konliktu broniła w Samarze naszych interesów. Nasze interesy…

    Marszałek Ewa Kopacz: Dziękuję bardzo, panie pośle, minął czas pańskiego wystąpienia.

    Chodziło niby o sprawy drobne, ale z drugiej strony chodziło o sprawy odnoszące się do naszego statusu.

    Pani marszałek, premier mi tutaj zarzucił tchórzostwo, że nie chcę się konfrontować, a ja jestem bardzo chętny.

    (Poruszenie na sali, oklaski)

    (Głos z sali: Tego nie sposób prostować, panie prezesie.)

    Dajcie mi państwo, proszę, szansę, to będziemy się konfrontować.

    Marszałek Ewa Kopacz: Ale regulamin jest jednakowy dla wszystkich, naprawdę, panie pośle, proszę mi wierzyć...

    (Poruszenie na sali)

    (Głos z sali: To nie jest debata.)

    Czyli krótko mówiąc, nie wolno odpowiedzieć premierowi, który tutaj znaczną część faktów...

    Marszałek Ewa Kopacz: Wolno, wolno w limicie czasowym.

    ...które stały się podstawą wotum nieufności, po prostu pominął, nakłamał tak, że po prostu słońcu wstyd świecić, w tej chwili nie można mu odpowiedzieć, tak?

    (Poruszenie na sali)

    (Poseł Teresa Piotrowska: Pan się zdenerwował.)

    Marszałek Ewa Kopacz: Dla wszystkich...

    ...pan nic nie mówił, o cygarach pan nic nie mówił, o tej pogardzie, którą właśnie w ten sposób demonstrujecie, pan nic nie mówił. To nieprawda? O stanie służby zdrowia pan nic nie mówił, opowiadał pan różnego rodzaju bajki o gospodarce.

    (Poseł Jerzy Fedorowicz: Spokojnie...)

    Opowiadał pan bajki o sytuacji za czasów naszego rządu, kiedy rzeczywiście była prowadzona, niezależnie od zmian...

    Marszałek Ewa Kopacz: Panie pośle...

    (Poseł Stefan Niesiołowski: Wyłączyć go.)

    ...jeżeli chodzi o ministra inansów, bo rzeczywiście było kilka zmian, skuteczna polityka.

    Marszałek Ewa Kopacz: Panie pośle, bardzo serdecznie pana proszę o spokój, wyciszenie emocji i zakończenie wystąpienia, bo czas minął.

    No to ja tylko chcę państwa tutaj przywołać na świadków.

    (Wesołość na sali)

    To ten pan się boi.

    (Oklaski)

  • Pani Marszałkini! Panie Premierze! Wysoka Izbo! Pan premier Donald Tusk stracił dzisiaj spokój. Puściły mu trochę nerwy w czasie wystąpienia czy po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego, kiedy sam wskazał, że nie ma wielkiej różnicy między rządem Jarosława Kaczyńskiego a rządem Donalda Tuska, gdy mówił o tym, że taśmy, podsłuchy, afery w rządzie, także wulgarny język, a nawet dyskusja o przyrodzeniu dotyczą obydwu tych formacji.

    Rzeczywiście, panie premierze, razem z Jarosławem Kaczyńskim leżycie w rynsztoku. To już dla bardzo wielu ludzi w Polsce jest oczywiste od dłuższego czasu, nie tylko od sprawy tych taśm, chociaż one pokazują to w sposób bardzo brutalny. Leżycie w rynsztoku, ale przez całe lata wielu ludzi w Polsce, także ja, myślało, że pan patrzy na gwiazdy czy Platforma patrzy na gwiazdy, że tak naprawdę tym się różni od PiS mimo całej prawicowej charakterystyki. Stało się jednak tak – i to te taśmy pokazały w sposób bardzo spektakularny, brutalny – że nie patrzycie już na gwiazdy. Patrzycie tylko na ten rynsztok, na to, co się w tym rynsztoku dzieje. To, jak pan dzisiaj zareagował na wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, pokazuje właśnie, że pan jest dokładnie w tym samym miejscu. Co więcej, ten rynsztok płynie przez cyrk, jakim jest polski Sejm, bo przecież cyrkiem jest ta cała debata. To jest absolutny absurd. Jak można dopuścić do takiej sytuacji, pani marszałkini Kopacz, wbrew jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi, niezależnie od tego, co stanowi regulamin, ale co stanowi przyzwoitość i jakaś elementarna kultura, że Gliński, którego nie popieram, za którym nie będę głosował, Gliński, kandydat opozycji, nie może wystąpić w Sejmie? Ludzie, czy was naprawdę pogięło? 16 miesięcy temu była ta dyskusja, można było to dawno załatwić.

    (Poruszenie na sali)

    Ale komisja regulaminowa to załatwiła, mogliśmy to wszystko dzisiaj przegłosować.

    (Poseł Teresa Piotrowska: Na kolanie.)

    Na jakim kolanie? Nie udawajcie dzieci, przecież ośmieszacie państwo.

    (Oklaski)

    Jestem całkowicie przeciwny rządowi PiS i nie będę go popierał w tym głosowaniu, to jest dla was chyba oczywiste. Nie chcę, tak jak dzisiaj zresztą Kaczyński to zademonstrował, rządu Kaczyńskiego, Macierewicza, prof. Chazana, nie chcę rządu Glińskiego. To jest oczywiste, ale przecież musi być moment, w którym kandydat opozycji może zabrać głos. To samo spotka was za 2 czy 3 lata, że z pozycji opozycji będziecie chcieli przedstawić konstruktywne wotum nieufności. Musi być normalnie w naszym kraju. Tym się różnimy od innych krajów Europy Środkowowschodniej, że zawsze mieliśmy standardy. A dlaczego Platforma patrzyła na gwiazdy, leżąc w rynsztoku? Dlatego że zawsze trzymała te standardy wyżej. Na tym polegał fenomen Platformy do pewnego momentu. Dzisiaj już tak nie jest, dzisiaj gracie w tę samą grę. Przecież gdyby Kaczyński z Dornem pełnili dzisiaj te funkcje co Ewa Kopacz i Donald Tusk, to jak wyglądałaby ta debata? Dokładnie tak samo by was ogrywali technicznymi zagrywkami.

    (Oklaski)

    Niczym się nie różnicie. Nie dość, że w rynsztoku, to ten rynsztok płynie przez cyrk, który zrobiliśmy z polskiego parlamentu.

    To jest oczywiście sytuacja fatalna dla wszystkich, dla każdego z nas, bo przecież jakie jest prawdziwe pytanie i prawdziwy temat polityczny w związku z tym konstruktywnym wotum nieufności? Z jednej strony lęk, że dzisiaj wygra PiS i wspólnie z Korwin-Mikkem zamienią ten cyrk, ten rynsztok w prawdziwe szambo. To jest pierwsza opcja, której boją się wasi wyborcy, nasi wyborcy, wyborcy SLD i miliony przyzwoitych Polaków boją się tej opcji. Pomijam to, o czym mówiłem poprzednio, że przez 7 lat niewiele zrobiliście, żeby to szambo nie wybiło, które być może za 1,5 roku wybije przez rządy Kaczyńskiego, Macierewicza, Korwin-Mikkego i prof. Chazana. Ale to, że dzisiaj tego nie zrobiliśmy, to jest jedna sprawa.

    Natomiast co dzisiaj, przez te 15 miesięcy, można jeszcze zrobić, żeby to szambo nie wybiło za 1,5 roku? Otóż można jeszcze postawić dzisiaj Macierewicza przed wymiarem sprawiedliwości

    (Oklaski)

    , można Ziobrę, który już nie ma immunitetu, postawić przed wymiarem sprawiedliwości. To wciąż można zrobić. Dlaczego tego nie chcecie? Z jednego powodu. Bo bardzo wygodnie jest zawsze taplać się właśnie w tym rynsztoku z Kaczyńskim, co dzisiaj widzimy w tej debacie, i ogrywać się tymi różnymi chwytami. Że na końcu polska polityka jest kompletnym cyrkiem, to mniejsza o to. Ważne, że być może znów uda wam się wygrać kolejne wybory, w co wierzycie, właśnie tym takim taplaniem się w tym rynsztoku.

    Ale czy to jest jakakolwiek perspektywa dla nas, dla Polski, dla Polaków? Żadna. Przecież ja nie mam najmniejszej wątpliwości, że dzisiaj wielu ludzi z jednej strony zadaje sobie jedno pytanie: Jak nie dopuścić Kaczyńskiego i Korwin-Mikkego do władzy? A z drugiej strony ludzie przecież też wiedzą, że nie mogą w nieskończoność popierać Sienkiewicza. Czym się różni Sienkiewicz od wspomnianego tu Lipińskiego? Wielkością pały, którą chce okładać polskiego przedsiębiorcę.

    (Oklaski)

    Rząd Kaczyńskiego tak samo jak rząd Tuska wykorzystuje państwo do okładania przedsiębiorcy pałą. O tym była rozmowa ministra Sienkiewicza. Weźmy jakikolwiek inny przykład dotyczący dowolnej innej kwestii wyłaniającej się z tych taśm. Za PiS było rzeczywiście tak samo. W związku z tym nie myślcie, że ludzie będą w nieskończoność dawali wam kredyt polegający na tym, że nie dopuścicie do tego, żeby to szambo wybiło. Oni już zaczynają uważać was za element tego szamba. Sami sprowadziliście się tymi taśmami do tego poziomu.

    W konsekwencji dzisiaj jedynym prawdziwym roz wiązaniem dla powstania większości politycznej, która będzie miała program nowoczesnego państwa, przyjaznego państwa, świeckiego państwa i państwa zakorzenionego w strukturach europejskich, jest weryikacja wyborcza. Platforma musi się oczyścić z Sienkiewiczów, Sikorskich, Karpińskich, Rynasiewiczów, całej tej ferajny.

    (Oklaski)

    (Poseł Sławomir Kopyciński: Brawo!)

    Musicie ten garb z siebie zrzucić. Przecież z tym garbem za daleko nie dojedziecie. Już wyglądacie jak wielbłąd jednogarbny, za 1,5 roku będziecie wyglądali jak dwugarbny.

    (Oklaski)

    Ludzie oczekują tego, bo wciąż Donald Tusk mimo wszystko ma pewien kredyt zaufania wśród Polaków, ale przecież nie ta ferajna, którą zebrał do tego rządu. Trzeba oczyścić Platformę z tego środowiska, które się do was przyczepiło, trzeba wrócić w tym sensie do pewnych korzeni i liczyć na to, że poparcie dla SLD i dla Twojego Ruchu stworzy razem koalicję przeciwko temu, co się szykuje na prawicy. Przecież to jest prawdziwy punkt widzenia, to jest jedyna realna sprawa. Przecież nie kolejne rządy z Burym

    (Oklaski)

    , kolejne 7 lat rządów z Burym, tak? I karteczki przynoszone przez Burego, kogo tam jeszcze i gdzie macie zatrudnić.

    (Wesołość na sali)

    W banku PKO, w agencji, w ABW, w CBA. Po co mają tam jeszcze zatrudniać tych ludzi PSL, żeby te wszystkie aferki Burego i innych nie wypłynęły, tak jak wypłynęły wasze taśmy? Tylko o to chodzi w tej całej grze

    (Oklaski)

    , w tych oczekiwaniach Piechocińskiego.

    A więc alternatywa, że będziecie dalej rządzili z PSL, jest alternatywą beznadziejną dla naszego kraju. Przez te 7 lat – popatrzcie po prostu tak jak normalni, zwykli ludzie – można było wprowadzić z punktu widzenia przyjaznego państwa szereg zmian związanych z różnymi kwestiami, takimi jak np. odpowiedzialność urzędników za podejmowane decyzje, ale przecież PSL nigdy się na to nie zgodzi, bo większość jego działaczy to są urzędnicy, którzy pójdą do więzienia, jeśli nie będzie ochrony, którą dzisiaj im dajecie.

    (Oklaski)

    Można było wprowadzić takie rozwiązania, że aparat skarbowy nie jest wykorzystywany, tak jak na tych taśmach, do bezwzględnej walki z konkurencją polityczną, tylko wykorzystywany jest do tego, żeby ludziom pomagać. Przedsiębiorca nie musi być przy pierwszej kontroli ukarany domiarem. Urzędnik nie musi dostawać nagrody za złapanie przedsiębiorcy na jakiejś pomyłce. Przecież państwo nie musi tak wyglądać, a tak jak wyglądają kraje takie jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy. Z Polski wyjechało 2 mln ludzi i nie chcą oni tutaj wracać, nawet jak pensje i miejsca pracy będą takie same, ponieważ wszędzie tam lepiej się żyje, bo administracja państwa jest bardziej przyjazna, a my nie załatwiliśmy tego w tej kadencji, wyście tego nie załatwili, mimo wielu projektów mojego klubu.

    Weźmy inną kwestię, nowoczesnego państwa. Co stało na przeszkodzie, żeby przegłosować ustawę o związkach partnerskich? Co stało na przeszkodzie, żeby wprowadzić równy status kobiet i mężczyzn, jeśli chodzi o wynagrodzenie, i w wielu innych tego typu kwestiach, w których mielibyście poparcie naszego klubu. I Polska byłaby trochę lepsza i trudniejsza do zawłaszczenia przez prawicę i przez PiS, niż będzie po tych waszych siedmiu latach. Tego wszystkiego nie zrobiliście, bo właśnie przestaliście patrzeć na gwiazdy. To jest wasz największy problem.

    (Oklaski)

    Jeszcze te piętnaście miesięcy, które macie, możecie ostatecznie zmarnować, tak jak to w tej chwili robicie, tkwiąc w tym rynsztoku. I to jest być może wasza jedyna szansa, spróbować w tej chwili, odrzucając od siebie tych wszystkich, którzy są w świetle tych taśm skończeni i skompromitowani, przedstawić pewne realne projekty zmian. One muszą dotyczyć tych trzech spraw, a więc państwa przyjaznego, państwa świeckiego, państwa nowoczesnego. Obiecywaliście dawno temu likwidację Funduszu Kościelnego. Nic w tej sprawie się nie zdarzyło. Czy wy wiecie, jak będą wyglądały rządy prawicy w tym zakresie, kiedy te wszystkie regulacje pozostaną otwarte tak jak dzisiaj na ogromny wpływ Kościoła? Już dzisiaj prezydent Grobelny klęczy przed biskupem i zdejmuje przedstawienie bez osobistego oglądania, dla zasady, bo tak chcą biskupi. W wielu zresztą miastach w Polsce tak się dzieje. Samorząd jest na kolanach przed niedemokratyczną władzą Kościoła. To jest tylko jeden z wielu przykładów tego, co się w Polsce dzieje. A to co się działo z prof. Chazanem? Trzeba było 30 dni czekać, aż ta wielka krzywda, która została zrobiona tej rodzinie, będzie miała jakieś minimalne zadośćuczynienie. Czy ktokolwiek z was widział zdjęcia tych istot, które się rodzą w wyniku tego procederu? Przecież to jest przerażające. Ja nie wierzę w to, że ludzie Platformy mogą po prostu nie być przerażeni, że nie są przerażeni tym, co tam widać. Po prostu setki rodzin są skazane na cierpienie, przy którym Golgota nie jest cierpieniem, prawdziwa testamentowa Golgota nie jest cierpieniem w porównaniu z tym, co fundują ludziom taki Chazan i inni zwyrodnialcy.

    (Oklaski)

    I wy na to nie reagujecie! Wyobraźcie sobie, że w taki stan naszego państwa wejdą tacy ludzie, taki minister zdrowia w imieniu PiS jak prof. Chazan. Jak będziemy żyli? Jak to wszystko będzie wyglądało? Przecież naprawdę trzeba podjąć jakieś realne działania.

    Ja i mój klub oczywiście nie poprzemy kandydatury prof. Glińskiego, ale chcemy zmiany tego rządu i chcemy wcześniejszych wyborów. Będę namawiał Leszka Millera i SLD, żebyśmy wspólnie, jako lewica, przedstawili kandydata jesienią, kiedy minie 30 dni

    (Oklaski)

    , kandydata niepartyjnego, niezwiązanego z naszymi środowiskami, tylko takiego kandydata, który będzie prawdziwym sprawdzianem dla tego, ile jest picu w deklaracjach Jarosława Kaczyńskiego o zmianie władzy, a ile chęci realnej zmiany i weryikacji wyborczej. Uważam, że to jest niezbędne, mimo słabych sondaży dla mojego ugrupowania i wszystkich być może ryzyk, które się z tym wiążą, ale to jest niezbędne, bo dalsze trwanie tego środowiska, którym jest Platforma, trwanie w tym szantażu taśm, w tych kolejnych wypływających historiach, tak jak dzisiaj o wiceministrze Rynasiewiczu, a za tydzień, za dwa tygodnie, za trzy tygodnie o kolejnych ministrach i wiceministrach, to jest droga donikąd. To jest właśnie droga do tego, żeby na koniec 2015 r. szambo w postaci Kaczyńskiego i Korwin-Mikkego wybiło.

    Nie wiem, czy jeszcze jest możliwe, przy tym stanie, w jakim znajduje się Platforma, prawdziwe naprawienie przez te ostatnie kilkanaście miesięcy czegokolwiek w kraju, ale tym się właśnie może wciąż różnimy, że nie chcę pozbawić się tej wiary. Mam nadzieję, że przez następnych 15 miesięcy będziecie w stanie jeszcze przeciwdziałać temu czarnemu scenariuszowi. Dlatego my się wstrzymamy od głosu, ani nie popierając Glińskiego, ani nie popierając Tuska. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Jestem dobrze wychowany. Powiedziałem, że było spotkanie ministra Rostowskiego z prezesem Belką, a chodziło oczywiście o ministra Sienkiewicza. Przepraszam.

    (Oklaski)

  • Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Przypadł mi obowiązek przedstawienia uzasadnienia do wniosku o wotum nieufności dla rządu Donalda Tuska. Są bardzo często w ostatnich dniach zgłaszane wątpliwości odnoszące się do sensu takiego wniosku, skoro rząd Donalda Tuska uzyskał wotum zaufania bardzo niedawno temu, już po ujawnieniu taśm prawdy.

    (Wesołość na sali)

    W tej sytuacji trzeba odwołać się do ratio legis art. 158 Konstytucji Rzeczypospolitej Pol skiej, który to artykuł stanowi instytucję konstruktywnego wotum nieufności. Można powiedzieć, że ten artykuł ma dwie funkcje. Funkcja pierwsza, najprostsza, to powołanie rządu, nowego rządu w trakcie kadencji, kiedy zmieniła się większość. Ale jest także funkcja druga, na którą wskazuje choćby niewielka liczba głosów, niewielka liczba podpisów, która jest potrzebna do złożenia takiego wniosku, tylko 46, to jest prawo opozycji do zainicjowania zmiany rządu w sytuacji, kiedy opozycja, mająca poparcie dużej części opinii publicznej, uważa, że trwanie takiego rządu jest szkodliwe dla kraju, szkodliwe dla Polski. W tej sytuacji podziały partyjne jakby tracą znaczenie.

    Odwołujemy się do art. 104 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, który po pierwsze, ustanawia mandat wolny, niezwiązany żadnymi instrukcjami, w ust. 1, a po drugie, w przyrzeczeniu poselskim zobowiązuje posłów do służenia Rzeczypospolitej, służenia obywatelom, rzetelnego służenia. Otóż jesteśmy przekonani, że ta służba jest nie do pogodzenia z poparciem dla rządu, który jest zły, niesprawny, zajmuje się socjotechnicznymi grami, propagandowymi grami ze społeczeństwem, który za nic ma prawo, konstytucję, demokrację, który dla swojej obrony jest gotów sięgnąć do środków policyjnych, ukrywa prawdę, który jest przy tym doszczętnie skompromitowany i ośmieszony.

    Otóż, jakkolwiek by uzasadniać poparcie dla takiego rządu, trzeba postawić pytanie o odpowiedzialność. Ja chciałbym uświadomić paniom i panom posłom, że takie pytanie jest dzisiaj często stawiane, w formie „Gdzie wtedy byłeś?”, ludziom, którym przyszło żyć w trudnych czasach, którzy mogli co najwyżej zdobyć się na jakiś gest, który nie miał praktycznego znaczenia, a ten gest był związany często z bardzo wysokim ryzykiem. Powtarzam, to pytanie jest stawiane. Panie i panowie posłowie mają wszelkie instrumenty, żeby dokonać zmiany, i nie ponoszą żadnego ryzyka, chyba że ktoś ma coś do ukrycia, czegoś się obawia. W związku z tym to pytanie jest ogromnie istotne i sądzę, że każdy z państwa posłów powinien je sobie postawić.

    Mamy tutaj sytuację szczególną, można powiedzieć, już wpisującą się w tradycję tej kadencji Sejmu. Otóż uniemożliwiono normalną dyskusję zarówno 16 miesięcy temu, kiedy po raz pierwszy stawiany był wniosek o wotum nieufności z tym samym kandydatem na premiera, będę o nim mówił na końcu, jak i teraz, niedawno, kiedy dyskutowaliśmy nad sprawą wotum zaufania, i wreszcie dzisiaj. Ani kandydat na premiera nie może tutaj wystąpić, ani też nie ma normalnej dyskusji. Ktoś się boi, ktoś się boi nawet paru godzin dla pań i panów posłów, boi się tego, żeby Sejm ustami swoich przedstawicieli nie mógł wypowiedzieć wielu krytycznych słów, wielu krytycznych i prawdziwych słów pod adresem tego rządu.

    Ja, Wysoka Izbo, nie jestem w stanie pań i panów posłów zastąpić w tej dyskusji, ale jestem, jak sądzę, zobowiązany do tego, żeby o pewnych kontekstach tej sytuacji, w której dzisiaj jesteśmy, mówić, powiedzieć, niezależnie od tego, co powiem o samych taśmach, o tym, co z nich wynika.

    Sądzę, że takim kontekstem najistotniejszym, najważniejszym jest to wszystko, co zostało z tego miejsca powiedziane 16 miesięcy temu, bo 16 miesięcy temu był składany wniosek o wotum nieufności dla tego rządu. Postawiłem wtedy temu rządowi kilkanaście zarzutów. Można różnie liczyć, bo tam były punkty, podpunkty, łącznie było ich ok. 30, ale załóżmy, że było ich 12. Trzeba postawić pytanie: Czy te zarzuty są w dalszym ciągu aktualne, czy może rząd wszedł na drogę naprawy – był zły, a teraz jest już lepszy, może nie jest dobry, ale jest lepszy? Wysoka Izbo, jeżeli spojrzymy na te zarzuty, a będę je wymieniał po kolei, to niestety zauważymy, że w żadnym wypadku tego rodzaju twierdzenia nie da się obronić.

    Zacznijmy od sprawy pierwszej, sprawy pracy w Polsce, tego gigantycznego problemu społecznego i narodowego, jakim jest deicyt pracy. Czy w ciągu tych 16 miesięcy coś się zmieniło? Otóż nie zmieniło się nic. Bezrobocie troszeczkę spadło...

    (Poseł Teresa Piotrowska: Czyli coś się zmieniło.)

    ...ale za to w 2013 r. znacznie zwiększyła się emigracja. Jeżeli chodzi o sprawę degradacji pracy w wyniku umów śmieciowych – a o tej degradacji mówił także premier – to były zapowiedzi zmiany, ale nic realnego się nie dzieje. Wydatki z Funduszu Pracy, które w 2010 r. wynosiły 7 mld zł, teraz ciągle wynoszą 4,2 mld zł – chodzi o te wydatki na aktywizację bezrobotnych. Krótko mówiąc, sytuacja jest dokładnie taka, jak była, więc i ten zarzut pozostaje aktualny.

    Zarzut drugi, służba zdrowia. Czy może w tej sprawie coś się zmieniło? Otóż nadal działa Narodowy Fundusz Zdrowia, którego mechanizm funkcjonowania prowadzi do absurdów, prowadzi do sytuacji, że dzisiaj w Polsce bite są rekordy Europy, jeżeli chodzi o amputacje. Dlaczego? Bo bardziej opłaca się amputować, niż leczyć. I powtarzam: nie ma tu żadnej perspektywy.

    (Poseł Stefan Niesiołowski: Kłamstwa.)

    Mamy w dalszym ciągu tego samego fatalnego ministra. Jedyne remedium na tę sytuację, jakie zdołano wymyślić, to są prywatyzacje, komercjalizacje, przy czym te prywatyzacje często przybierają charakter aferalny. Jeżeli chodzi o kolejki, jeżeli chodzi o całą tę mitręgę związaną z korzystaniem ze służby zdrowia, wszystko jest po staremu mimo kolejnych zapowiedzi, gróźb pod adresem ministra. Wszystko jest tak jak było. Można powiedzieć, że zarzut jest całkowicie aktualny, a nawet w tym przypadku można powiedzieć o pewnym jego zaostrzeniu.

    Dalej, sprawa katastrofy demograicznej. W roku 2013 Polska straciła 37 tys. mieszkańców. Nic w tej sprawie się nie dzieje, bo żeby w Polsce zaczęła rosnąć liczba rodzących się dzieci – a jesteśmy w tej chwili pod tym względem na bardzo dalekim miejscu już nie tylko w Europie, ale na świecie, poniżej dwusetnego miejsca – potrzebne są praca, mieszkania, opieka zdrowotna, realna pomoc, no i wreszcie potrzebna jest ochrona rodziny w sferze, można powiedzieć, ideowej. Nic takiego się nie dzieje. Jest program „Wielka rodzina”. Według ostatnich danych na przeszło milion uprawnionych do udziału w nim zgłosiło się 38 tys. rodzin. Jest to w istocie program o charakterze czysto propagandowym.

    Teraz zajmijmy się sprawą czwartą, kwestiami społecznymi. Również tutaj mamy do czynienia z podtrzymaniem zarzutu. Zacznę od sprawy emerytur. Rzeczywiście sporo się wydarzyło, mamy praktycznie likwidację OFE – to nie jest zły pomysł, tylko że powinno to być przeprowadzone w zupełnie inny sposób. Mniej mówi się o czymś, co jest naprawdę w najwyższym stopniu bolesne i niebezpieczne, mianowicie o stopniu zastąpienia w tym nowym systemie – wprowadzonym także w ZUS od 1 stycznia tego roku, czyli w systemie kapitałowym – który z czasem z obecnych 60% osiągnie 36%. Oczywiście teraz jeszcze będzie ten mechanizm mieszany, to nie jest takie przejście od razu, ale to jest budowanie sfery nędzy. Poza tym wszyscy doskonale wiedzą i mówią o tym, także ze strony władzy, że ten system musi się zawalić. Jedyna droga to odbudowa systemu opartego na solidarności społecznej. Nic w tym kierunku się nie dzieje.

    Druga kwestia, jeśli chodzi o sprawy społeczne, niezwykle istotna, bolesna, także bolesna moralnie, to jest kwestia związana z nędzą w naszym kraju. Czy tutaj coś się zmieniło, czy zostały podwyższone te niezwykle nisko zakreślone w 2012 r. granice odnoszące się do minimum egzystencji – podkreślam, nie minimum socjalnego, tylko minimum egzystencji – odnoszące się do prawa skorzystania z pomocy społecznej, a także z zasiłków rodzinnych? Nie, mają być podwyższone dopiero w 2015 r., a proces społeczny, proces gospodarczy prowadzi do tego, że one są dzisiaj poniżej minimum egzystencji, z bardzo niewielkimi wyjątkami. Naprawdę, proszę państwa, sfera nędzy istnieje. Jest to 1800 tys. gospodarstw domowych, które dzisiaj korzystają z pomocy społecznej, jest to 700–800 tys. niedożywionych dzieci. To wszystko w dalszym ciągu trwa.

    (Poseł Magdalena Kochan: Nieprawda.)

    To wszystko w dalszym ciągu trwa.

    Teraz, proszę państwa, kwestia mieszkaniowa. Czy w tej sprawie cokolwiek zrobiono, czy podjęto jakikolwiek wysiłek zmierzający do tego, żeby ta niezwykle bolesna kwestia – bo w Polsce powinno się budować rocznie co najmniej 300–350 tys. mieszkań, a buduje się mniej...

    (Głos z sali: Sąd to wyjaśni.)

    …niż połowę tego – została rozwiązana?

    Jest program MdM, „Mieszkanie dla młodych”. Zaplanowany rozmiar – nie więcej niż 600 mln zł. Jest to tak skonstruowane, że wykorzystuje się 300 mln, bo tak zostały określone ceny, które są bardzo trudne do uzyskania, bo za niskie. Poza tym w 72% powiatów budów deweloperskich po prostu w ogóle nie ma. W tej sprawie nie uczyniono nic.

    Wreszcie sprawa równowagi międzyregionalnej, to znaczy sprawa konstruowania takiego systemu, który by pozwolił te bardzo daleko idące dzisiaj różnice między regionami jakoś zmniejszać, redukować, przynajmniej w pewnej perspektywie historycznej. Choć już podział pieniędzy w tej perspektywie budżetowej, oparty o tzw. metodę berlińską, jest mniej więcej zbliżony do poprzedniego, jeżeli chodzi o środki regionalne, które zresztą zostały wzbogacone o tzw. środki miękkie – są one dzisiaj nieco większe – nie ma mechanizmu związanego z algorytmem, który by poprawiał sytuację biedniejszych regionów, jeżeli chodzi o rozdział tych środków, które są dysponowane centralnie. Tutaj też w gruncie rzeczy nie ma zmiany, nie ma pozytywnej zmiany. A więc jeżeli chodzi o szeroko rozumiane sprawy społeczne związane z równością, nędzą, sytuacją emerytów, ten zarzut musi być w dalszym ciągu podtrzymywany.

    Teraz sprawy polskiej wsi. Na czoło wysuwa się kwestia walki o utrzymanie polskiej ziemi. W 2016 r. wchodzą przepisy, które pozwolą na wykup polskiej ziemi także przez cudzoziemców. Wiele krajów, w tym choćby sąsiednie Niemcy, już nie mówiąc o Francji, broni się przed tego rodzaju sytuacją. Projekt odpowiedniej obrony jest także złożony w Sejmie, ale ten rząd najwyraźniej nie jest tym zainteresowany. To jest, powtarzam, kwestia niesłychanie ważna, bo polscy rolnicy w ogromnej większości są biedni. Dochody przeciętnego gospodarstwa domowego na wsi to jest 70% skromnych dochodów miejskich. Nie rozwiązujemy tego problemu.

    Jest jeszcze jeden. O tym rzadko się mówi, może nawet niewiele osób o tym wie. Chodzi o tajemniczy druk nr 1625 z sierpnia zeszłego roku. To jest element poprawki do budżetu, ówczesnej poprawki do budżetu. Co z tego druku wynika? Otóż wynika to, że w roku 2015 wydatki na wspólną politykę rolną, a mówiąc dokładniej, środki na wspólną politykę rolną, zostaną bardzo zdecydowanie zredukowane. W budżecie 2014 r. już tego nie ma. Dobrze by było to wyjaśnić. Czy to jest tak, że będziemy mieli tutaj spadanie na łeb, na szyję, bo do 19,5 mld zł, czy też będziemy mieli do czynienia z inną sytuacją?

    Ale z całą pewnością mamy do czynienia z kłopotami cenowymi. Choćby teraz, przy ostatnich zbiorach pszenica – do 600 zł. W dalszym ciągu nie chroni się rolników…

    (Głosy z sali: Okłamują pana, kłamstwa.)

    …jeżeli chodzi o wykorzystywanie ich przez wielkie sieci handlowe.

    Nie jest rozwiązana sprawa GMO, nie jest rozwiązana sprawa – trwa prywatyzacja – doradztwa rolniczego. Krótko mówiąc, w dalszym ciągu mamy do czynienia z sytuacją, która w gruncie rzeczy jest podobna do tej, jaka była poprzednio. Ten zarzut też jest w dalszym ciągu aktualny.

    (Oklaski)

    Mamy kolejną sprawę – oświata, szkolnictwo wyższe, kultura.

    Oświata. Sprawy gimnazjów są nierozwiązane, sprawy szkół zawodowych, które są dzisiaj potrzebne – nierozwiązane, sprawy nauczania historii i języka polskiego w sposób zintegrowany, tak aby kształtować świadomość narodową, patriotyzm – nierozwiązane. Sprawy zwijania sieci szkół. Największa fala już jest za nami, ale to w dalszym ciągu trwa, głównie kosztem wsi i małych miast. Sprawy związane z tym wszystkim, co łączy się z podręcznikami szkolnymi. Tu mamy pewną propagandową akcję związaną z podręcznikiem dla I klasy, ale to przecież nie rozwiązuje problemu. Niezależnie od tego, że ten podręcznik przez niektórych jest oceniany jako fatalny – ale ja się w to nie będę wdawał, nie mam tutaj podstawy...

    (Głos z sali: Rozwiązujemy te sprawy.)

    ...żeby to rozstrzygać – w dalszym ciągu nie podjęto działań zmierzających do tego, żeby przestano robić interesy na tych sprawach, na sprawach handlu podręcznikami.

    Pamiętajcie państwo, jeżeli chodzi o rodziny dwa plus cztery i więcej, ok. 30% z nich żyje w sferze nędzy. Ceny podręczników są dzisiaj wysokie. To jest wielki problem. Trzeba ten problem rozwiązać. W dalszym ciągu nie jest on rozwiązany.

    (Oklaski)

    Mamy też problem całkowitej dezintegracji nadzoru pedagogicznego. System oświaty to jest dzisiaj, szanowni państwo, archipelag zupełnie niezależnych od siebie okrętów, wysp, różnie to można określić. Pływa to w tę stronę, w którą chce. A oświata to jest zadanie należące do państwa. Powtarzam: to wszystko nie jest załatwione w najmniejszym stopniu. Negatywne procesy, które tutaj opisywałem przed 16 miesiącami, trwają w dalszym ciągu.

    Jest jedna dobra wiadomość. Gwoli uczciwości muszą o niej powiedzieć. Zapowiedziano likwidację systemu testowego. Likwidacja systemu testowego to jest naprawdę dobry pomysł i trzeba to zrobić. Ale to jest za mało, żeby stwierdzić, że ten zarzut nie jest aktualny. Ten zarzut w dalszym ciągu jest aktualny.

    Teraz mamy, proszę państwa, sprawę inwestycji, szczególnie środków europejskiej polityki gospodarczej. Tu kwestia jest dosyć trudna. Przed 16 miesiącami powiedziałem z tego miejsca, że wybudowano gdzieś do początku 2013 r., bo dalszych danych nie było, około 900 km dróg szybkiego ruchu i autostrad. Na stronach internetowych rządu, w tej odpowiedzi, która została mi w taki dziwny sposób udzielona, stwierdzono, że tysiąc trzysta kilkadziesiąt kilometrów, a w innym miejscu tych samych stron internetowych – że 1500. Można by powiedzieć: jest źle, ale lepiej, niż sądziliśmy, tylko że teraz okazuje się, ostatnie dane dyrekcji dróg państwowych...

    (Głos z sali: Krajowych.)

    ...generalnej dyrekcji, proszę państwa, dróg państwowych, dróg krajowych i autostrad mówią, że mamy 1472 km. Proszę państwa, naprawdę zamieszanie jest tak wielkie, że trudno tutaj się zorientować.

    Proszę państwa, proszę jeszcze pamiętać o jednej rzeczy. O ile rząd Prawa i Sprawiedliwości ustalił na lata 2008–2012 konkretny plan budowy dróg szybkiego ruchu i autostrad, o tyle następnie stworzono taki mechanizm, który jest praktycznie niemożliwy do kontroli, bo stworzono program, właściwie nie program, tylko taki dokument na lata 2011–2015, w którym się mówi o drogach, które mogą być wybudowane, a w odpowiednich załącznikach stwierdza się, które z nich mają być budowane. Czyli, krótko mówiąc, niczego tutaj w gruncie rzeczy nie da się kontrolować.

    (Poseł Cezary Grabarczyk: Co tydzień oddajemy nowe.)

    Jedno jest pewne: ceny są w dalszym ciągu bardzo wysokie, ponad 9 mln euro – to jest drożej niż w Niemczech. Przy czym, pamiętajcie państwo, 9 mln euro to jest 40 mln zł, a siła nabywcza 40 mln zł to jest co najmniej 15–16 mln euro. To jest, proszę państwa, rozbój. Nad tym wszystkim unosi się chmura różnego rodzaju nadużyć, różnego rodzaju podejrzeń o potężną korupcję. Miejmy nadzieję...

    (Oklaski)

    Poprawiła się nieco sytuacja na kolei. Ja jestem obiektywny w przeciwieństwie do państwa.

    (Wesołość na sali)

    Rzeczywiście nie jesteście w stanie mnie naśladować, to prawda.

    (Wesołość na sali, oklaski)

    . Ale nie zmienia to faktu, że wiele miliardów złotych niemalże na pewno zostanie zmarnowanych, bo nawet gdyby wszystkie dotychczasowe plany, także ten nieźle realizowany, tegoroczny, były realizowane, to w przyszłym roku trzeba wydać 15 mld zł, czyli dwa razy więcej niż w tym. To się nie uda. Krótko mówiąc, pewną część środków wyrzucono w błoto.

    Jest jeszcze jeden element tej sytuacji. My znamy wyniki inansowe, natomiast nijak nie można dotrzeć do wyników rzeczowych. Jedno wiemy: wiemy na przykład, że na trasie Śląsk – Gdańsk, gdzie ma funkcjonować Pendolino, do końca tego roku tylko 160 km trasy będzie gotowych do rozwijania prędkości powyżej 200 km/h, a po to kupiono Pendolino, żeby tak jeździć. Krótko mówiąc, pod tym względem wydaje się, że jest bardzo, ale to bardzo niedobrze.

    Inne elementy polityki gospodarczej. Słyszałem, że w ministerstwie gospodarczym są różne piękne plany. Gospodarki, przepraszam. Natomiast jeżeli chodzi o to, co można zobaczyć, co można dostrzec, to mamy do czynienia tylko i wyłącznie z prywatyzacją. Ostatnio Ciech...

    (Głos z sali: To nie gospodarki, to skarbu.)

    Ale to nie zmienia faktu, że to jest ten sam zespół spraw.

    (Poseł Cezary Grabarczyk: Ale inny resort.)

    Ostatnio mamy do czynienia z prywatyzacją Ciechu, z prywatyzacją Cargo, z innymi prywatyzacjami, a sprawa Azotów jest tutaj szczególnie bulwersująca. Krótko mówiąc, mamy do czynienia z tym samym procesem, który trwał przez cały czas. Mamy do czynienia z gigantycznym bałaganem, o czym można się przekonać, słuchając różnego rodzaju enuncjacji z ostatniego okresu czy czytając je. Zarzut odnosi się do tej dziedziny, do marnowania środków europejskich, bo ostatnio są one jeszcze do tego rozrzucane na takiej zasadzie: musimy wydać, musimy powiedzieć, że wydaliśmy te pieniądze. Powtarzam, że są one rozrzucane, ten zarzut pozostaje w dalszym ciągu aktualny. Bałagan, jeżeli chodzi o politykę gospodarczą, niezdolność do prowadzenia polityki gospodarczej, to także jest w dalszym ciągu całkowicie aktualne.

    Finanse publiczne. Można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z sytuacją szczególną. Otóż za pomocą likwidacji OFE obniżono dług publiczny w sposób istotny, o ponad 100 mld zł. Oczywiście na papierze. Mamy także do czynienia z opanowaniem w roku 2013 i 2014 sytuacji, w której mamy ogromny dług czy mieliśmy ogromny dług publiczny, dochodzący prawie do 8% PKB. Ale to jest jedna strona medalu. Jest też druga strona, o której trzeba powiedzieć. Otóż ta druga strona medalu to jest koszt tych przedsięwzięć. Ten koszt to wygaszenie dynamiki gospodarczej, 2% wzrostu w 2012 r. i 1,6% w 2013 r., i zdecydowane zwiększenie się długu ukrytego. Proszę państwa, to nie jest sztuka zmniejszać deicyt budżetowy takim kosztem. Można go zmniejszać także, mając bardzo dobry rozwój gospodarczy. Czy tak musi być? Ktoś może powiedzieć: nie ma wyjścia, nie było innych możliwości. Są inne możliwości, są gotowe ustawy dotyczące reformy inansów publicznych. Można zlikwidować sfery w gruncie rzeczy nieobjęte opodatkowaniem, można zlikwidować sytuacje wyprowadzania z Polski wielkich sum bez opodatkowania, można by doprowadzić do tego, że opanowanie sprawy długu publicznego będzie połączone z przynajmniej jako takim wzrostem gospodarczym, w każdym razie nie będzie związane ze wzrostem całkowicie stagnacyjnym, bo dla Polski 2% czy 1,6% to jest wzrost stagnacyjny.

    (Poseł Jan Vincent-Rostowski: Mamy bardzo dobre tempo rozwoju gospodarczego, najlepsze w Europie.)

    Ten zarzut, proszę państwa, zarzut dotyczący inansów publicznych pozostaje aktualny.

    (Oklaski)

    Nie sztuka utrzymywać niezły jak na czas kryzysu wzrost, kiedy ma się ok. 100 mld albo nawet przeszło 100 mld długu publicznego, tak jak to było w latach 2010–2011. Sztuka rządzić w ten sposób, żeby dług publiczny, a dokładnie deicyt, coroczne zadłużenie spadało i jednocześnie żeby gospodarka jako tako się rozwijała.

    (Poseł Jan Vincent-Rostowski: I dokładnie tak się dzieje.)

    Tylko do tego trzeba umieć dobrze rządzić, panie ministrze, a pan tego nie potrai.

    (Oklaski)

    Zarzut pozostaje w dalszym ciągu aktualny, pozostaje – powtarzam – aktualny niezależnie od tego, jak bardzo eksminister się denerwuje.

    (Oklaski)

    Teraz mamy kolejną sprawę, już z innej dziedziny. Sprawa bezpieczeństwa państwa. Najpierw armia. Ta kwestia stała się dzisiaj szczególnie aktualna. Otóż mamy po staremu 0,26% możliwości mobilizacyjnych w stosunku do populacji. Przypomnę: Finlandia – 7%, przeciętna w Unii Europejskiej – 1,68%. Mamy, proszę państwa, duży, stosunkowo duży, chociaż być może w dzisiejszej sytuacji zbyt mały, projekt, jeżeli chodzi o wydawanie środków, tyle tylko – być może panie i panowie posłowie o tym nie wiedzą – że on został opracowany w oparciu o dokument strategiczny przygotowany przez BBN, który nijak się nie ma do obecnej rzeczywistości, bo on zakładał, że w Europie będzie spokój, że nie będzie żadnych wojen, nie będą one groziły, że możemy przez 20 lat w spokoju, w tym mechanizmie wzajemnego ucierania się modernizować naszą minimalnej wielkości armię. Otóż sytuacja się zmieniła i nie ma na to żadnej reakcji. Nie ma – powtarzam – na to żadnej reakcji. Ten zarzut, który stawiałem 16 miesięcy temu, nie tylko jest aktualny – trzeba go wyraźnie zaostrzyć.

    (Oklaski)

    Bezpieczeństwo energetyczne. Tutaj strategiczne znaczenie ma niewątpliwie gazoport. Kiedy będzie skończony? Miał być w 2014 r. Mówi się teraz o 2017 r., a tak naprawdę nie wiadomo kiedy. To jest sprawa tutaj podstawowa, ale nie jedyna.

    Nie wiadomo, co z węglem, który przeżywa ciężki kryzys, nie wiadomo, co z energią atomową, gdzie przygotowania do przygotowań za bardzo wysokie pensje trwają już od lat. Jak ktoś nie tak dawno powiedział i państwo to na pewno słyszeli, czytali, nie wiadomo, gdzie ręce włożyć. Gigantyczny bałagan, gigantyczny bałagan w tej strategicznej sferze.

    (Oklaski)

    Zarzut w tej sprawie jest w dalszym ciągu aktualny, jest, można powiedzieć, całkowicie aktualny. Polskie bezpieczeństwo stoi dzisiaj nisko, a o sprawie sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi będę jeszcze miał okazję mówić, bo ten sojusz jest dla nas sprawą naprawdę ważną.

    Teraz, szanowni państwo, zarzut, który postawiłem, jeśli chodzi o polską demokrację. Otóż głównym założeniem demokracji jest przyjęcie zasady, że władza może się zmieniać, że jakaś partia czy koalicja partii rządzi i przyjmuje do wiadomości, akceptuje, że w razie innego wyniku wyborów może być zmieniona, że może być zmieniona także w trakcie kadencji, jeżeli ukształtuje się inna większość parlamentarna – to nie jeden raz w Europie się zdarzało. To podstawowe założenie jest przez obecną ekipę rządzącą zdecydowanie odrzucane. I właściwie to by wystarczyło, ale jeśli wrócić do zarzutów sprzed 16 miesięcy, dotyczących pluralizmu mediów, także w mediach publicznych, dotyczących wolności słowa, wolności nauki, dotyczących różnego rodzaju innych swobód, choćby związanych z podróżowaniem po kraju i spotykaniem się z obywatelami, gdzie często politycy opozycyjnie nastawieni czy w ogóle działacze opozycyjnie nastawieni napotykają na różnego rodzaju kłopoty, czy jeżeli chodzi np. o obyczaje parlamentarne, uznawanie praw opozycji, to wszystko jest po staremu. W dalszym ciągu ten rząd, ta grupa rządząca nie uznaje reguł demokracji.

    (Oklaski)

    Cofamy się pod tym względem.

    Dalej: sprawa polskiego państwa, a dokładnie jego kryzysu, kryzysu wielostronnego, kryzysu, który odnosi się – i to chyba trzeba postawić na pierwszym miejscu, bo sądy są, można powiedzieć, ostatnią barykadą Rzeczypospolitej, ostatnią gwarancją przestrzegania prawa – który dotyczy sądownictwa, jego niezawisłości. Co się stało z tym panem, który został poprzez prowokację dziennikarską schwytany na tym, że jest całkowicie dyspozycyjny jako prezes sądu wobec rządu? Ano sądzi dalej. A co się stało z tym dziennikarzem, który dokonał tej prowokacji?

    (Głos z sali: Siedzi.)

    Metoda stosowana w całym świecie przez dziennikarzy, a on ma bardzo, bardzo poważne kłopoty.

    To jest, proszę państwa, jeden przykład, ale mamy inny. Pan Karapyta – dwadzieścia kilka zarzutów – chodzi spokojnie po Rzeszowie, jest w tamtejszym sejmiku i jeszcze odgraża się ludziom, którzy mu przypominają zarzuty, przeszłość, procesami. To jest najlepszy dowód na to, co się w tej chwili dzieje w Polsce. Sądy w dalszym ciągu nie chronią też podstawowych wartości, w tym nawet ludzkiego życia. Ludzie, którzy dokonali pobicia ze skutkiem śmiertelnym, są zwalniani z więzień, natomiast chce się zamykać do aresztów ludzi, którzy protestowali przeciwko wystąpieniu człowieka, który, łagodnie mówiąc, ma się czego wstydzić, jeżeli chodzi o swoją przeszłość. To jest bardzo łagodne określenie.

    (Oklaski)

    Innego rodzaju ograniczenia: ataki w sferze Internetu – to wszystko, o czym wtedy mówiłem – w dalszym ciągu trwają. Mamy do czynienia z poważnym kryzysem polskiego państwa, jeżeli chodzi o wymiar sprawiedliwości – wracam tutaj do tego, bo to jest powiązane ze sobą – i jeżeli chodzi o demokrację. Mamy kryzys aparatu państwowego, jego korporacjonizację, mamy kryzys służb mundurowych, mamy niebywały wręcz bałagan w służbach specjalnych, mamy kryzys polskiego samorządu, który ma ogromne zadania i nie ma na nie środków. Można by te zarzuty, które wtedy tutaj padały, mnożyć. Ten zarzut jest w dalszym ciągu aktualny. Doprowadziliście do kryzysu polskiego państwa.

    (Oklaski)

    I wreszcie, Wysoka Izbo, sprawa polskiej polityki zagranicznej. Otóż polityka zagraniczna została ostatnio zweryikowana w sytuacji dość dramatycznej, w sytuacji ukraińskiej. Przypomnę te wszystkie wystąpienia, które odrzucały naszą bliską współpracę z nierosyjskimi państwami postradzieckimi, a więc także z Ukrainą, i koncentrowały się na Rosji, budowały perspektywy jej demokratycznych przemian, przyjaznych stosunków. Co się stało? Stało się to, co wszyscy widzieliśmy. Ale jeśli spojrzeć na fakty, to trzeba pamiętać, że najpierw mieliśmy do czynienia z niezwykle sceptycznymi reakcjami. Kto będzie płacił? Czy opozycja chce płacić na skorumpowane państwo ukraińskie? Przypomnijmy sobie ten wpis na Twitterze, tę dziwną metodę prowadzenia polityki przez ministra spraw zagranicznych. Później nastąpiła aktywizacja, której inałem było straszenie śmiercią ludzi, którzy przewodzili opozycji ukraińskiej w momencie, kiedy Janukowycz był już spakowany, przed jego ucieczką do Moskwy. Chodziło najprawdopodobniej o to, żeby skłócić ich z Majdanem, rozbić ten związek, który był podstawą całego przebiegu wydarzeń na Ukrainie, albo też chodziło po prostu o skrajną głupotę i kompletną nieumiejętność rozpoznania sytuacji.

    (Oklaski)

    Dalej, proszę państwa, mamy nerwową aktywność także tutaj wewnątrz, w Polsce, bardzo twarde słowa, ale szybko wycofane. Premier szybko oświadcza, że nie staniemy na czele antyrosyjskiej krucjaty. Szybko rezygnujemy z wejścia w tę rolę, która dawała nam pewne znaczenie w Europie, bo kiedy za naszych rządów należeliśmy do tych trzech państw, które przeciwstawiały się wchodzeniu Rosji w Europę, nadmiernym wpływom rosyjskim, to wtedy mieliśmy znaczenie, właśnie dlatego że w jakiejś bardzo ważnej sprawie zajmowaliśmy odrębne stanowisko. Tu to straciliśmy.

    (Oklaski)

    Wysoka Izbo! Zostaliśmy ze sprawy ukraińskiej wypchnięci. W tej chwili ta sprawa jest załatwiana bez nas, chociaż jesteśmy największym obok Rosji sąsiadem Ukrainy, a powinniśmy w tym uczestniczyć. To jest kwestia naszego znaczenia. Naszym zasobem znaczenia jest Wschód, ale oczywiście nie Rosja – bo tutaj relacje są takie, jakie określiła historia, i niełatwo to zmienimy – tylko państwa postsowieckie, postradzieckie, ale nie Rosja. Z tego zrezygnowaliśmy. To przegraliśmy w sposób haniebny, ośmieszający.

    (Oklaski)

    (Poseł Jakub Rutnicki: Ojej, ojej.)

    (Poseł Stefan Niesiołowski: Straszne.)

    A do tego jeszcze dochodzą te niezbyt skuteczne – to jest łagodne określenie, ale dzisiaj chcę być grzeczny, bo wiem, jak zachowują się przedstawiciele rządzącej dzisiaj partii

    (Oklaski)

    – inicjatywy odnoszące się do spraw energetycznych. Mamy do czynienia z zupełną nieumiejętnością wykorzystywania tych możliwości, które przedtem zdobyliśmy na Bliskim Wschodzie – przecież mieliśmy uczestniczyć w procesie pokojowym w Afryce – krótko mówiąc, z rezygnacją ze wszystkiego albo utratą wszystkiego – trudno mi powiedzieć, czy to było świadome, czy nieświadome – co mogło budować pozycję naszego kraju, co mogło budować pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Już nie mówię o takich sprawach, o których wspominałem 16 miesięcy temu, jak np. starania o wejście do G20, które nie byłyby na pewno na początku skuteczne, ale sam fakt starania się już państwo jakoś lewaruje. Otóż z tego wszystkiego zrezygnowano. Polska polityka zagraniczna przez cały czas abstrahuje od stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. O tym jeszcze powiem. Polska polityka zagraniczna poniosła klęskę. Poniosła klęskę w Wilnie, gdzie padło Partnerstwo Wschodnie, poniosła klęskę w swoich kolejnych etapach. Ten zarzut pozostaje w dalszym ciągu aktualny. Krótko mówiąc, gdyby nawet nie było taśm prawdy...

    (Poseł Stefan Niesiołowski: Jakiej prawdy? Przestępstwa.)

    ...proszę państwa, to w dalszym ciągu byłyby podstawy do tego, żeby złożyć wniosek o wotum nieufności.

    Ale ponieważ ostatnio w dyskursie publicznym pojawiają się takie sądy, takie sformułowania, taka opowieść, jak to się dzisiaj mówi, która sprowadza się do tego, że te taśmy w gruncie rzeczy dobrze prezentują Platformę Obywatelską, że w gruncie rzeczy Platforma Obywatelska powinna być z nich dumna, oto słowa premiera, może nieco wyostrzone, ale w każdym razie oddające istotę rzeczy, to w takim razie warto jeszcze o tych 16 miesiącach powiedzieć coś jeszcze. Otóż przez cały ten czas nad tym rządem było coś, co można by określić jako chmurę różnego rodzaju afer, aferek, skandali, sytuacji dwuznacznych. Mam taki spis: 72 wydarzenia, nawet jeżeli moi młodzi koledzy, którzy to przygotowali, troszkę przesadzili, to jest tego przeszło 60 wypadków.

    (Poseł Stefan Niesiołowski: Nieco, nieco.)

    (Głos z sali: Aferki PiS-u.)

    To są rzeczy duże, jak afera informatyczna, jak ta afera w Małopolsce z liniami szerokopasmowymi, jak sprawa Lasów Państwowych, to jest skandal, sprawa SKW i umowy z Rosją, to też jest skandal. Można by tych dużych wymieniać wiele. Są średnie, takie jak CAM Media czy np. opłacanie z funduszów publicznych kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej, i są takie drobne, śmieszne, w rodzaju zegarków czy wydania kilkuset tysięcy złotych na garnitury, koniaki czy cygara.

    (Poseł Rafał Grupiński: 400 tys. na pomoc prawną dla prezesa.)

    Krótko mówiąc, są one różne, są deszcze, deszczyki, ale one bez przerwy padają, to jest, można powiedzieć, taki swego rodzaju sos albo inaczej mówiąc, taka pogoda, którą tworzy ten rząd, tylko że, Wysoka Izbo, w pewnym momencie doszło do oberwania chmury. W tej chwili o tym oberwaniu chmury chcę powiedzieć kilka słów.

    Oczywiście, nie jestem w stanie tutaj przeprowadzić pełnej analizy taśm, bo to będzie na pewno przedmiot niejednej rozprawy naukowej, ale parę rzeczy warto powiedzieć. (Poseł Paweł Graś: Dla językoznawców.)

    No nie tylko językoznawczej, panie pośle, chociaż językoznawczej z całą pewnością też.

    (Oklaski)

    Sądzę, że pierwszy element, który trzeba tu bardzo mocno wybić, to jest pogarda, pogarda tej grupy rządzącej dla społeczeństwa, tu nie chodzi tylko o takie słowo jak murzyństwo. To jest słowo właściwie neutralne, określające kolor skóry, ewentualnie pochodzenie z Afryki, ale tutaj zostało użyte z wyraźnym zacięciem rasistowskim. Tu nie chodzi tylko o 7 zł za benzynę, co w gruncie rzeczy oznacza: oszukaliśmy was, a teraz to możemy sobie robić, co chcemy.

    (Poseł Stefan Niesiołowski: Kłamiesz, kłamiesz.)

    Nie chodzi tylko o słowa o wschodzie, o polskim wschodzie, to nie tylko słowa, które zostały wypowiedziane już nie przez członka rządu, ale przez członka elity rządzącej: suwerenność, srelność. Nie, to są rzeczy bardzo niedobre, kompromitujące same przez się, bardzo kompromitujące, ale tu chodzi o coś innego, tu chodzi o ten styl, o ten dwór, o te cygara przywożone z Kuby, o te alkohole, o to obrażanie zbyt niskim rachunkiem, jak to mówi jeden z kelnerów, o te 50 tys. zł jako drobną sumę. To jest taki styl, który naprawdę społeczeństwo obraża, to jest styl, który może być właściwy dla grupy dorobkiewiczów, ale nie dla elity władzy.

    (Oklaski)

    Powtarzam, to jest pogarda, pogarda i ta pogarda zresztą przebija się także z innych elementów.

    Po drugie, jest to diagnoza sytuacji, diagnoza wulgarnie przedstawiona, no ale celna. Finanse w stanie fatalnym, inwestycje w stanie fatalnym, państwo teoretyczne, nie ma gdzie włożyć rąk, jeśli chodzi o sprawy energetyczne, o tym już wspominałem, krótko mówiąc, sama prawda. Tylko co to oznacza? Co to oznacza? Otóż, proszę państwa, to oznacza, że cała ta wielka propaganda sukcesu była robiona w sposób całkowicie cyniczny, że ludzie władzy wiedzą, jak jest naprawdę, i cynicznie oszukują społeczeństwo.

    (Oklaski)

    Niezależnie jeszcze od tego, że oszukują społeczeństwo, to swoją misję jako ludzi władzy, ludzi, którzy, przynajmniej ci, którzy pełnią funkcje ministrów czy prezesa banku i mają pewne zobowiązania, traktują w sposób całkowicie lekceważący, bo gdyby nie traktowali w sposób lekceważący, to musieliby się za tę sprawę, za tę sytuację wziąć, a nic nie robią, tylko ustalają różne układy, zawierają różne porozumienia. Mamy do czynienia z wymianą dóbr.

    Teraz, proszę państwa, kwestia trzecia: całkowite lekceważenie prawa, lekceważenie konstytucji. Umowa Rostowski–Sienkiewicz…

    (Głos z sali: Belka…)

    ...była umową antykonstytucyjną w całym tego słowa znaczeniu. Wystarczy zajrzeć do przepisów konstytucyjnych mówiących o banku narodowym. Tam jest w tym jednym artykule, bo to jest jeden artykuł, bardzo wyraźnie napisane, że zadaniem banku jest strzeżenie złotówki, a więc dodrukowywanie pieniędzy jest niczym innym jak uderzeniem w złotówkę. Jest także napisane, że prezes banku narodowego nie może się angażować politycznie, a tu angażowanie polityczne jest zupełnie uzasadnione.

    Jeżeli chodzi o eksministra, to on oczywiście może rozmawiać z kimś, także z prezesem banku narodowego, o ustawie, to jest dozwolone, ale nie może zawierać umowy typu: ja tobie to, a ty mi to. To jest łamanie prawa, to jest także łamanie konstytucji.

    (Oklaski)

    (Poseł Jan Vincent-Rostowski: Coś się pomyliło, czas na emeryturę.)

    Mamy tutaj także inne elementy odnoszące się do łamania prawa. W rozmowie między panem Paraianowiczem a panem Nowakiem chodzi już wyraźnie o prawo karne, chodzi o całkowite lekceważenie prawa karnego i te opisy wstecz, te wszystkie retrospekcje, które tam występują, wskazują na to, że to są praktyki powszechnie spotykane. A przypomnę, że ten pan był przez pięć lat wiceministrem i nadzorował wywiad skarbowy. Trudno sobie wyobrazić bardziej niewłaściwą osobę na tym miejscu. A dzisiaj jest w bardzo ważnej, wielkiej spółce wiceprezesem. Krzywda mu się nie stała.

    Kolejna sprawa: stosunek do demokracji. Ja tu już mówiłem, że podstawą demokracji jest uznanie, że władza może być odsunięta w procesie demokratycznym, poprzez wybory. Otóż, ta zasada tutaj jest zupełnie wprost kwestionowana. Jest kwestionowana zupełnie wprost i to poprzez odwołanie się do czegoś, co jest albo aktem jakiegoś zupełnego braku orientacji, w co nie wierzę, albo też totalnego zakłamania. O co mianowicie ma chodzić? O sprawy gospodarcze. Upadnie złotówka, wycofają się inwestorzy.

    Prawo i Sprawiedliwość było przy władzy.

    (Poseł Cezary Grabarczyk: I sobie nie radziło. To dlaczego władzę oddało?)

    Jak się miały sprawy z inwestycjami zagranicznymi? W 2007 r. rekord 25-lecia – bodajże 17 mld.

    (Oklaski)

    Jak się miały sprawy ze złotówką? Złotówka była najsilniejsza w całym tym okresie. Otóż, złotówka to było wtedy 50 centów, a nawet chwilami mniej niż 50 centów, czyli 2 zł za dolar. To była nawet zbyt wysoka cena, ja to przyznaję, z punktu widzenia naszego eksportu była ona zbyt wysoka. W każdym razie złotówka stała bardzo mocno. Czy był jakiś deicyt w inansach publicznych? Wręcz przeciwnie, właśnie wtedy okazało się, że można mieć szybki wzrost, bo był szybki wzrost, i opanować deicyt w inansach publicznych. Stworzono 1300 tys. miejsc pracy, były bardzo wysokie wzrosty inwestycji, gospodarka rozwijała się znakomicie. To jest po prostu niebywałe wręcz oszustwo, to jest niebywałe wręcz oszustwo i samozakłamanie.

    (Oklaski)

    Jeśli chodzi o stosunek do demokracji, to trzeba uwzględnić także inne elementy, mianowicie ten mechanizm manipulacji, który wraca w różnych rozmowach. A to sinansujemy jakiś koncert, dzięki temu będzie lepszy wynik wyborów, a to – tu z kolei się cofnę do 2005 r. – kupiliśmy kandydaturę pana profesora Religi, kupiliśmy za długi. Proszę państwa, tutaj konieczne jest uwzględnienie kontekstu. Otóż, ja przypomnę, jaką metodą wyeliminowano wtedy kandydata SLD, pana senatora Cimoszewicza, przypomnę sprawę Jaruckiej i przypomnę sprawę ludzi, którzy w tym wszystkim uczestniczyli, sam byłem później świadkiem w procesach. I na tym tle trzeba przypomnieć wypowiedzi gen. Czempińskiego o źródłach Platformy Obywatelskiej.

    (Oklaski)

    Mnie wszystko to się składa w pewną całość. Może jestem nadmiernie przenikliwy, ale powtarzam, składa mi się to w pewną całość, w pewną całość odnoszącą się do istoty formacji, do jej modus operandi, sposobu działania w systemie demokratycznym. Powtarzam, to jest bardzo, bardzo ważna sprawa.

    Teraz pozwolę sobie przejść do premiera. Sprawa Amber Gold. Ja rozumiem, że tu się poszło w zaparte, że prezes Belka twierdził, że nic nie mówił. To jest po prostu sprawa karna, w oczywisty sposób, to jest niezawiadomienie o poważnym podejrzeniu przestępstwa, uprawdopodobnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a to było oczywiste przestępstwo. Ale jest druga sprawa, sprawa moralna, może także karna, a może mająca też charakter deliktu cywilnego, mianowicie niezawiadomienie ludzi, którzy byli zagrożeni tym, że zostaną okradzeni. To jest naprawdę bardzo, bardzo poważna rzecz. To jest kwestia, o której trzeba będzie mówić w różnych trybach, także – powtarzam – tym procesowym i to nie tylko w sensie procesu karnego, ale też w sensie procesu cywilnego.

    (Oklaski)

    I dalej o premierze, szanowni państwo, o premierze, ale – można powiedzieć – za pośrednictwem, bo za pośrednictwem ministra Sikorskiego. Otóż, minister Sikorski w czasie pełnienia całej swojej misji twardo szedł w jednym kierunku, tzn. zwalczał podstawowy dla naszego bezpieczeństwa i w ogóle dla struktury bezpieczeństwa w wielkiej części świata, jeżeli nie w całym świecie, sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Sprawa tarczy, sprawa wspólnych misji, sprawa obrony demokracji na Wschodzie, która się skończyła wydaniem dopiero niedawno uwolnionego białoruskiego działacza itd., itd. No, teraz minister wykłada karty na stół. W jaki sposób? O tym języku będę jeszcze wspominał. W każdym razie wykłada karty na stół. Dlaczego mówię tu o premierze? Dlatego że premier go nie odwołał. Premier go przez cały czas toleruje i przez cały czas ta polityka jest tolerowana. Jedno się mówi, drugie się robi.

    (Oklaski)

    A komu zależy na tym, żeby wyprzeć Stany Zjednoczone z Europy i w ten sposób doprowadzić do tego, że Europa będzie praktycznie bezbronna, w szczególności Polska będzie bezbronna, to wiadomo. Nawet nie trzeba tego mówić.

    (Głos z sali: Rosji.)

    Ktoś tutaj powiedział: Rosji. Tak, Rosji, dokładnie.

    (Oklaski)

    W żadnych wypadku nie mogę tu nie wspomnieć o zastrzeżeniach prezydenta Rzeczypospolitej, świętej pamięci mojego brata, który wyraźnie przeciwstawiał się powołaniu pana Sikorskiego na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Ja jako były premier znałem te zastrzeżenia. Są one niestety, ściśle tajne. Otóż, proszę państwa, mogę powiedzieć, że wszystko składa się w jedną całość, dokładnie składa się w jedną całość.

    (Oklaski)

    (Poseł Rafał Grupiński: Niech się nie składa, to nie puzzle.)

    Wysoka Izbo, teraz o innej sprawie, która wyraźnie wychodzi z tych taśm. Chodzi o mechanizm dystrybucji różnego rodzaju dóbr, mechanizm obsadzania stanowisk, ten mechanizm, który znakomicie jest określany poprzez ten opis dworu, poprzez opis sytuacji pana Kiliana, który dobrze zna premiera – sam pamiętam, jak tu razem biegali po Sejmie przed laty – wobec tego wszystko ma już nie powiem gdzie. Otóż to jest, proszę państwa, mechanizm całkowicie pozaprawny i niesłychanie wręcz niszczący. Naprawdę te taśmy opisują go znakomicie. On funkcjonuje w dziedzinie spółek Skarbu Państwa, ale także w innych dziedzinach, także w dziedzinie czysto państwowej. Powtarzam, to jest mechanizm niszczący.

    Ale trzeba sobie jeszcze zadać pytanie: Jak on funkcjonuje? Być może się mylę, być może pan Paraianowicz, szczególnie po tym wystąpieniu, szybko przestanie być wiceprezesem PGNiG, ale na razie jest i niektórzy już nawet wymyślili pewne uzasadnienie. Mówię tutaj o publicystach. Otóż twierdzą, że te wielkie spółki państwowe, a PGNiG należy do największych, to są takie niezależne księstwa. Nie, szanowni państwo, to nie są żadne niezależne księstwa. Przy odrobinie dobrej woli czasem jest to prosta decyzja, czasem trzeba troszkę pokombinować, bo ta struktura własności jest bardziej skomplikowana, ale każdego można odwołać. Tu chodzi o coś innego, o wzajemne powiązania, o to zlepienie. Czym zlepienie? Zlepienie brudem.

    (Oklaski)

    Warto to było powiedzieć, bo przechodzę do języka, który jest niesłychanie karygodny, który nawet tutaj z tej mównicy był bardzo ostro krytykowany przez premiera, ale krytykowany w sposób bardzo powierzchowny.

    Wysoka Izbo! Hegel pisał, że mowa jest królową. Inni ilozofowie, już późniejsi, XX w., Wittgenstein czy – dajmy na to – Gadamer, pisali o tym, że język określa myślenie, określa świadomość, a dzisiaj mamy już badania psychologów, empiryczne badania psychologów brytyjskich, którzy całkowicie to potwierdzają. Otóż tu nie chodzi tylko o język, tu chodzi o typ świadomości i ktoś go bardzo celnie określał: dresiarsko-knajacki.

    (Oklaski)

    Jeden z bardzo znanych publicystów. Otóż jest pytanie: Czy ludzie o takiej mentalności powinni rządzić Polską, czy to nie jest spełnienie marzeń wszystkich naszych wrogów?

    I wreszcie sprawa ostatnia, niesensacyjna – to, że służby specjalne się ośmieszyły. Mówiłem kilkanaście miesięcy temu, że jest tam gigantyczny bałagan, i to się całkowicie potwierdziło. One, praktycznie rzecz biorąc, nie istnieją, państwo jest teoretyczne.

    (Oklaski)

    Krótko mówiąc...

    (Poseł Stefan Niesiołowski: Bezczelny jesteś.)

    ...to ośmiesza tę władzę.

    Teraz już kolejna sprawa, bo te 9 punktów bardzo ogólnie wyczerpuje sprawę treści tych taśm. To jest sprawa reakcji. Mnie nie chodzi o tę opowieść, że w gruncie rzeczy powinniśmy być dumni, bo przecież nie było żadnej korupcji, i nie chodzi o koncentrowanie uwagi na tym, kto to zrobił, przyjmowanie takiej zasady, że nieważne, że złodziej kradnie, tylko ważne, że wpadnie – to też pewien publicysta napisał.

    (Oklaski)

    Nie, proszę państwa, ważne, że kradnie.

    (Oklaski)

    Ale chodzi o coś innego, chodzi o przyczynek do sprawy polskiej praworządności i polskiej demokracji, chodzi o użycie metod policyjnych, o użycie metod policyjnych w sposób jawny, ale także w sposób ukryty.

    Dziennikarze – i nie ma powodu im nie wierzyć – skarżą się dzisiaj na potężne naciski. Władza oczywiście ma prawo chcieć się dowiedzieć, kto dokonał tych nagrań, ale są tutaj pewne granice, których w żadnym wypadku nie wolno bez ośmieszania się, bez kompromitowania się przekraczać. To jest też przyczynek do tego, co mówiłem na początku o tym rządzie: ośmieszony, skompromitowany. Nie jedyny przyczynek, ale przyczynek jednak istotny.

    Pani Marszałek! Wysoka Izbo! Konstruktywne wotum nieufności zakłada przedstawianie kandydata na premiera. Muszę dokonać tutaj pewnego wyjaśnienia, bo był taki moment po ujawnieniu taśm, kiedy wydawało się, że jest jednak szersza wola w tym Sejmie, by dokonać zmiany. Byliśmy wtedy gotowi na rozmowę, byliśmy gotowi na ustalenia. Niestety do takich ustaleń nie doszło. Okazało się, że chęć bronienia się za wszelką cenę, bronienia całego tego układu, całej tej rządzącej grupy czy czegoś szerszego, establishmentu, jest silniejsza niż cokolwiek innego, silniejsza niż zdrowy rozsądek, niż poczucie przyzwoitości. Wysunęliśmy wobec tego kandydata, który był już prezentowany w tej Izbie, kandydata niewątpliwie najlepszego, znakomicie przygotowanego pod każdym względem.

    (Oklaski)

    Przypomnę, pan profesor Piotr Gliński urodził się w roku 1954, w 1973 r. zdał maturę w liceum im. Prusa, później zdał na ekonomię, ale studiował też w ramach programu indywidualnego socjologię i psychologię, w 1978 r. zrobił magisterium, później miał różnego rodzaju kłopoty, bo był związany od wczesnej młodości z opozycją, z SKS, z pismem „Indeks”, ale jednak w 1984 r. – wtedy tak było, że to jednak było możliwe – obronił doktorat, później w 1996 r. habilitował się, w końcu w 2008 r. został profesorem. Jego działalność naukowa i społeczno-naukowa była prowadzona w około 20 państwach. Był na stypendiach, wykładał m.in. w Stanach Zjednoczonych i był tam też na stypendium. Był w bardzo wielu krajach. Doradzał też kilku polskim ministerstwom. Był bardzo zaangażowany w sprawy ekologiczne w czasach, kiedy te sprawy były w Polsce naprawdę niesłychanie ważne, bo Polska u końca PRL była państwem, można powiedzieć, zatrutym. Angażował się przejściowo politycznie, kandydował na posła z ramienia Unii Wolności. Dzisiaj jest gotów, mając znacznie większe doświadczenie niż 16 miesięcy temu, podjąć się misji – i tu znów potrzebne jest pewne wyjaśnienie – rządu czysto technicznego, który ma doprowadzić do wyborów. W żadnym wypadku nie przeciwstawiamy spraw szybkich wyborów i tego rządu. Po prostu przy tym rządzie uczciwe wybory są, łagodnie mówiąc, mało prawdopodobne.

    (Oklaski)

    Jeżeli ktoś tu zgłasza protest, to radzę zajrzeć do taśm i do rozmów, które były tam toczone. Otóż ta misja może doprowadzić do rozwiązania tego arcykryzysu politycznego, bo mamy nie tylko rząd – jak już mówiłem – niesprawny, koncentrujący się na propagandzie, grach socjotechnicznych, nieszanujący prawa, nieszanujący demokracji, konstytucji, mamy rząd – powtarzam – skompromitowany doszczętnie i ośmieszony

    (Poruszenie na sali)

    , mamy rząd, który odwołuje się do metod policyjnych, ale mamy przede wszystkim grupę czy – można użyć nawet takiego określenia – klasę rządzącą, która, najłagodniej mówiąc, nie nadaje się do tego, żeby kierować dużym, europejskim państwem.

    (Oklaski)

    (Głosy z sali: Ty jesteś skompromitowany. To ty się nie nadajesz.)

    Krótko mówiąc, jest kwestia rozwiązania kryzysu o charakterze zasadniczym. To może zostać dokonane tylko przez społeczeństwo w akcie wyborczym, ale do tego potrzebny jest rząd. Dlatego wnoszę o udzielenie rządowi Donalda Tuska wotum nieufności.

    (Oklaski, posłowie Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość wstają)

    (Poseł Stefan Niesiołowski: Na kolana, Błaszczak, uklęknij.)

  • Pani Marszałek! Panie Premierze! Wysoka Izbo! Kilka miesięcy temu pan premier mówił bardzo poważnym głosem, że nie wie, czy we wrześniu dzieci pójdą do szkoły. De facto straszył nas pan wybuchem wojny, jakimiś strasznymi zdarzeniami, które mogą spotkać nasz kraj. Tak to odbierała polska opinia publiczna. Z kim mamy pójść na tę wojnę? Z kim mamy szykować się na te trudne czasy, którymi jeszcze niedawno pan straszył? Z ludźmi, z ministrami, którzy działają jak gang Olsena, dają się nagrywać kelnerom, z rządem, który jest terroryzowany przez trzech kelnerów i stojące za nimi jakieś mroczne siły, Rosjan, Marsjan, jakieś siły bardzo poważne, potężne?

    Żeby w bardzo brzydki i złośliwy sposób zamknąć tę argumentację, dlaczego pan powinien przestać być premierem, wystarczyłoby przeczytać pańskie przemówienie sprzed 7 lat. Co pan wtedy obiecał Polakom? Jakie obietnice pan wtedy złożył w trakcie ponad 3 godzin swojego wystąpienia? Niskie, proste podatki, mniej biurokracji, prostszy sposób naliczania składek na ZUS, mniejszy dług publiczny, mniejsze koszta obsługi długu publicznego, sprawna prywatyzacja, walka z patologiami władzy, walka z nadużyciami inansowymi, comiesięczne prezentowanie w Sejmie wyników postępów w tej walce. Co mamy? Jedno posiedzenie pańskich kolegów z rządu, którzy wtedy zjadają tyle, że można by za to kupić 105 kg dorsza, a nie jednego dorsza na konferencję prasową, którego wytropiła pani minister Pitera. W obecnej chwili mamy prawie 13-procentowe bezrobocie. Gdy obejmował pan rządy w Polsce, bezrobocie wynosiło 9,5%. Bezrobocie wzrosło, pomimo że w tym czasie pojawiły się setki tysięcy nowych emigrantów. W tym czasie podnosił pan podatki. Najpierw pan mówił, że podatki są podnoszone dlatego, że jest kryzys. Podniósł pan VAT tylko na chwilę, bo był kryzys. Podniósł pan stawkę obniżoną z 3% do 5%, a stawkę podstawową z 22% do 23%.

    W Krynicy w zeszłym roku na jesieni ogłosił pan koniec kryzysu w Europie, koniec kryzysu w Polsce. Chwilę później od 1 stycznia przedłużył pan obowiązywanie podniesionych stawek podatku VAT. Zamroził pan progi podatkowe w zakresie podatku PIT, kwotę wolną od podatku, drugi próg. Z tego powodu polskie rodziny corocznie tracą, płacą wyższe podatki, ponieważ mamy rosnącą inlację. W chwili obecnej zarządza pan państwem, w którym nie jest szanowana własność, czego najlepszym przykładem było to, co zrobił pan z naszymi emerytalnymi oszczędnościami, z ponad 150 mld zł. Nie szanuje pan wolności podatkowej, wolności obywatelskich, podnosi pan podatki. Podniesiono prawie wszystkie podatki po średnie, mimo to wpływy spadają, ponieważ Polacy stawiają coraz większy opór iskalizmowi. Pan i pański rząd występowaliście przeciwko praktycznie wszystkim wnioskom obywatelskim, projektom inicjatyw obywatelskich, inicjatywom referendalnym. Występował pan przeciw rodzicom sześciolatków, przeciw szeregowi inicjatyw, które wnosili obywatele, żeby zwiększyć swój wpływ na państwo polskie. Występował pan przeciw wolności zgromadzeń. Wprowadziliście przepisy, które ograniczają prawo zgromadzeń. Wprowadziliście przepisy ograniczające dostęp do informacji publicznej, które upadły przed Trybunałem Konstytucyjnym. Nasze wolności były i są ograniczane.

    W chwili obecnej nie ma jednego poważnego powodu, dla którego pański rząd powinien istnieć. Gdzie jest wizja reform i zmian, które w chwili obecnej, w najbliższym roku mają mieć miejsce?

    W sytuacji, w której ponad 3 mln Polaków wybrały godne życie poza granicami własnego kraju, ci, którzy pozostali, boją się mieć dzieci we własnym kraju, ponieważ 212. miejsce na dwieście dwadzieścia parę państw na świecie pod względem dzietności to konsekwencja polityki, polityki społecznej, polityki gospodarczej, polityki, w ramach której zabieracie i chcecie zabierać Polakom coraz więcej pieniędzy, wypychacie ich do pracy na umowy śmieciowe, na czarno, za granicą. Ci, którzy są w Polsce, ci, którzy wciąż mają dzieci w Polsce, to są ludzie, którzy zastanawiają się nad wyjazdem. W chwili obecnej co trzeci Polak rozważa wyjazd, a jeżeli odejmiemy emerytów, rencistów i prawie 2 mln osób zatrudnionych w szeroko rozumianej sferze budżetowej, to co drugi Polak chce wyjechać, prawie 2/3 młodych Polaków. W takim kraju upadnie i system ubezpieczeń społecznych, o czym wiedzieli, jak się okazało z taśm, pańscy koledzy, pan wiceminister środowiska i szef Platformy Obywatelskiej. Spotykając się z biznesowym złotym dzieckiem Platformy, przyznaje mu rację, że ten system upadnie. To tylko kwestia czasu, kiedy Polacy będą mieć 800 zł, 900 zł, 1000 zł emerytury.

    Wiecie, że są potrzebne zmiany, brak wam odwagi, by ich dokonać. Jest potrzebne odświeżenie i polskiego parlamentu, i polskiego parlamentaryzmu, jest potrzebny nowy rząd, są potrzebne nowe wybory. Drogą do nowych wyborów jest wymiana premiera i z tego powodu zagłosuję i poprę wniosek o konstruktywne wotum nieufności. Mam nadzieję, że po wakacjach do tych wniosków, patrząc, jak polska opinia publiczna, także na wsi, reaguje, również przyłączą się politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego i na jesieni podejmiemy decyzję, by połączyć wybory samorządowe z wyborami parlamentarnymi

    (Dzwonek)

    i dać Polakom nową szansę, nowy rząd, dać im szansę, by w tych ławach zasiadło bardzo wielu nowych polskich polityków, również z Kongresu Nowej Prawicy. Dziękuję.

    (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Cezary Grabarczyk)

  • „O nierządne królestwo i zginienia bliskie,/ Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość/ ma miejsca” – to są słowa, które Jan Kochanowski napisał prawie 500 lat temu w „Odprawie posłów greckich”. W dramacie tym diagnozował skutki powolnego upadku państwa, mechanizmy, które doprowadzają państwo do upadku. Wiele z mechanizmów tam zdiagnozowanych dostrzegam dzisiaj, analizując tę sytuację, która ma miejsce w Polsce, a którą ujawniła tzw. afera taśmowa.

    Panie premierze, ten cytat zderzę z innym cytatem, innego klasyka, który zagnieździł się w pańskim rządzie. Proszę się nie obawiać, to nie będzie rymowanka składająca się z pięciu słów, które już przeszły do legendy, ale nieco bardziej złożona wypowiedź, cytuję: Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. To jest chyba najbardziej trafna diagnoza funkcjonowania państwa polskiego pod pańskimi rządami, panie premierze. Bo tylko w państwie, które istnieje teoretycznie, możliwe jest stworzenie takich mechanizmów, jakie zostały zapisane na taśmach, które wyłaniają się z taśm. Tylko w państwie, które istnieje teoretycznie, taka afera nie kończy się dymisją całego rządu albo przynajmniej tych ministrów, którzy się skompromitowali w tychże rozmówkach.

    Jaki obraz Polski nam się jawi z tych zapisów? Otóż jest to państwo, w którym można bezkarnie planować łamanie konstytucji, i to najważniejszych zapisów tejże konstytucji, które dotyczą bezpieczeństwa inansowego i bezpieczeństwa monetarnego państwa. Panie premierze, prezes NBP nie miał prawa rozmawiać na temat omijania polskiej konstytucji. Artykuł 227 konstytucji mówi o tym, że rezerwy NBP mają służyć umocnieniu polskiej złotówki, że nie można ich wykorzystywać ad hoc do zasypywania deicytu budżetowego. Nie można, art. 227. Kolejny zapis konstytucji stwierdza, że prezes NBP nie może się angażować w bieżącą politykę, koniec, kropka. A już z całą pewnością nie może prowadzić handlu wymiennego, w którym walutą jest głowa ministra. To dedykuję panu, panie ministrze Rostowski.

    W państwie, które jest rządzone w sposób prawidłowy, nie może dochodzić do takich sytuacji, że wstrzymuje się kontrolę skarbową, jeśli dotyczy ona osoby związanej z obozem rządzącym. I odwrotnie: nie jest możliwe, aby niszczyć przedsiębiorcę poprzez instrumenty funkcjonowania tegoż państwa w taki sposób, by zmiękł odpowiednio i był bardziej podatny na sugestie władzy. Nie jest również do pomyślenia w cywilizowanym państwie, aby jeden z najważniejszych ministrów co innego mówił publicznie, a co innego mówił prywatnie, w czasie prywatnego spotkania. To jest kompromitacja. Z takim ministrem nikt już na całym świecie nie będzie się liczył, to jest oczywiste.

    Panie premierze, ponieważ nie mam tego rodzau cechy, którą pański minister zdeiniował jako „murzyńskość”, a więc nie cierpię na bardzo płytką dumę i bardzo niską samoocenę, będę głosowała przeciwko pańskiemu rządowi, za udzieleniem panu wotum nieufności. Pan na to zasługuje ze wszech miar. Pan doprowadził do sytuacji, w której mamy de facto dwa państwa. Jedno państwo dla uprzywilejowanych, dla obozu władzy, dla ludzi związanych z panem, nawet nie z rządem, ale z dworem, który pan stworzył. Druga Polska jest dla ludzi szarych, którzy są w sposób bezkarny obrażani, w sposób wyjątkowo cyniczny, przez pańskich współpracowników. To jest nie do pomyślenia, by państwo polskie służyło tak naprawdę interesom partii, a taki obraz Polski wyłania się z tejże afery.

    Panie premierze, pan mógł wyjść honorowo z tej sytuacji, gdyby pan odwołał tych skompromitowanych ludzi. Gdyby pan jednoznacznie odciął się od tego, co oni mówią i robią, byłby pan w stanie uratować twarz. A pan za nimi stanął murem. Oni mówili to, co mówili, ale to pan szedł za nich w zaparte. To jest nie do zaakceptowania. Panie premierze, to wszystko znaczy, że akceptuje pan, de facto, tę sytuację.

    (Dzwonek)

    Zacytuję panu, zadedykuję panu jeszcze jeden fragment, tym razem będzie to z „Grobu Agamemnona” Słowackiego:

    „O Polsko! Póki ty duszę anielską

    Będziesz więziła w czerepie rubasznym;

    Póty kat będzie rąbał twoje cielsko,

    Póty nie będzie twój miecz zemsty strasznym!

    Póty mieć będziesz hienę na sobie –

    I grób – i oczy otworzone w grobie.”

    Polsko, obudź się.

    (Oklaski)