• Pani Marszałek! Szanowni Panie i Panowie Posłowie! Wszyscy mamy świadomość – nie tylko my na tej sali, ale myślę, że w całej Polsce wszyscy polscy obywatele – jak dramatyczna chwila w historii Ukrainy dzieje się na naszych oczach, jak dramatyczne i o poważnych konsekwencjach zdarzenia miały miejsce w ostatnich tygodniach, a szczególnie poruszające – w ostatnich godzinach na Majdanie Niezawisłości w stolicy Ukrainy.

    My, Polacy, na pewno nie będziemy obojętni na te zdarzenia. Mówię tu zarówno o naszych emocjach, które są zbudowane też doświadczeniem historycznym, naszym własnym, często osobistym doświadczeniem, doświadczeniem z przemocą, ale nie będziemy także obojętni, ponieważ zdajemy sobie sprawę z tego, że rozwój zdarzeń na Ukrainie będzie determinował także historię, przyszłość całego regionu, w tym wpływać będzie bezpośrednio na przyszłość Polski, na bezpieczeństwo Polski i Polaków, zarówno ze względów geograficznych, politycznych, jak i historycznych.

    Nie jest moim zadaniem opisanie zdarzeń z ostatniej nocy. Myślę, że większość z państwa choćby właśnie ze względu na naszą polską wrażliwość obserwowała te zdarzenia. Dzięki często heroicznej pracy dziennikarzy – tych niezależnych ukraińskich, a także polskich – mamy transmisję właściwie taką on-line z tragedii, jaka dzieje się w centrum Ukrainy, w Kijowie. Moim zadaniem dzisiaj jest przedstawić państwu informację na temat działań polskiego rządu do tej pory i naszych propozycji na przyszłość, ocenę tych wydarzeń, ponieważ nie mam wątpliwości, że stanowisko wobec zdarzeń na Ukrainie powinno być stanowiskiem jednolitym – zarówno w wymiarze europejskim, jak i, co szczególnie ważne, w wymiarze polskim. W kwestii Ukrainy, szczególnie w kontekście dramatu, jaki dzieje się na naszych oczach, nie stać nas na jałowy konflikt. Musimy inaczej niż w wielu przypadkach w niedalekiej przeszłości umieć budować wspólne solidarne stanowisko. Tego potrzebuje Polska, tego, jak sądzę, oczekują też nasi ukraińscy przyjaciele.

    Zdarzenia na Ukrainie mają bezpośredni związek z europejskimi aspiracjami Ukrainy, a przynajmniej istotnej części narodu ukraińskiego, do niedawna wydawało się, że demokratycznie wybranych władz Ukrainy – zarówno poprzedniej ekipy, jak i ekipy prezydenta Janukowycza. Dla Polski, tak mój rząd to rozumiał, to wielkie historyczne zadanie, rzeczą najważniejszą jest skuteczna europeizacja polityki polsko-ukraińskiej. To przekonanie o potrzebie zaangażowania Europy, całej Europy w przyszłość Ukrainy i zaangażowania Ukraińców i Ukrainy w tworzenie wspólnej europejskiej przestrzeni na wschód od polskich granic legło u podstaw tego projektu, który nazwaliśmy Partnerstwem Wschodnim i który jako Polska rozpoczęliśmy, korzystając z pomocy i ze współpracy Szwecji, ale bardzo szybko udało się nadać temu projektowi status projektu europejskiego.

    Wszyscy liczyliśmy na to, że po bardzo trudnych negocjacjach z poprzednim rządem i z aktualnym rządem Ukrainy dojdzie do podpisania umowy stowarzyszeniowej. Wydaje się, że instytucje europejskie, negocjatorzy, a także prezydencja litewska, która była gospodarzem szczytu w Wilnie, zrobili wszystko, właściwie nawet ponad standardy dotychczasowej europejskiej rutyny, aby tę europejską drogę dla Ukrainy otworzyć i pierwszy etap tego marszu, a więc umowę stowarzyszeniową, sfinalizować na szczycie w Wilnie. Wolta, jaką wykonali prezydent Janukowycz i jego ekipa, stała się bezpośrednią przyczyną napięcia, a następnie tragicznych zdarzeń w Kijowie. Nie mamy wątpliwości, że podłoże tego konfliktu jest głębsze, ma także cechy konfliktu wewnętrznego i związane jest z odstępstwem prezydenta Janukowycza od planu stowarzyszeniowego z Europą. Z całą pewnością jednak powody tego protestu, konfliktu, użycia przemocy nie są związane tylko z fiaskiem europejskich planów narodu ukraińskiego, a przynajmniej znaczącej jego części.

    To, co buduje kontekst niezwykle skomplikowany i trudny, polityczny, to to, że sytuacja na Ukrainie, polityczna sytuacja na Ukrainie, nie ma do tej pory precedensu. Z jednej strony mamy do czynienia z władzą, która została obdarzona bez wątpienia mandatem demokratycznym – ostatnie wybory, chociaż budziły wiele wątpliwości, uznane zostały za względnie czy wystarczająco demokratyczne – i ta władza na naszych oczach i na oczach narodu ukraińskiego marnuje ten mandat, traci ten mandat przez swoje działania. Równocześnie jest władzą Ukrainy nienarzuconą z zewnątrz, jest władzą, która była dla Europy partnerem w procesie stowarzyszeniowym, który nie doczekał finału. Z drugiej zaś strony opozycja ukraińska, deklarująca gotowość do rozmów, do kompromisu – te deklaracje traktujemy bardzo poważnie – jest w wielu sytuacjach opozycją niejednolitą. To nie jest grzech, ale to z całą pewnością komplikuje krajobraz polityczny na Ukrainie i wokół Ukrainy.

    Mamy także do czynienia z bezprecedensową presją innego państwa, chodzi tu o Rosję. Same władze w Moskwie nie ukrywają, że ta presja jest faktem – presja wywierana na Kijów, na władze Ukrainy, na Ukraińców. W kontekście sporu o przyszłość Ukrainy, przyszłość europejską lub euroazjatycką, mamy pełną świadomość, i temu podporządkowana była nasza polityka także w ostatnich miesiącach, od czasu rozpoczęcia protestów w Kijowie, że o przyszłości Ukrainy muszą bezwzględnie decydować sami Ukraińcy, że żadne państwo, żadna instytucja międzynarodowa nie może Ukraińcom narzucać scenariusza na przyszłość. Problem polega na tym, że dzisiaj zgody na Ukrainie co do tej przyszłości nie ma – inny scenariusz wybrała władza, inny scenariusz wybrała demokratyczna opozycja – i w najbliższym czasie nie ma w planie możliwości rozstrzygnięcia tego dylematu czy sporu poprzez wybory lub referendum.

    Wokół Ukrainy działają dwa bardzo różne organizmy polityczne, różne co do swojej istoty, celów, struktury – z jednej strony Rosja, która jasno definiuje swój interes w odniesieniu do Ukrainy, a z drugiej strony Unia Europejska, która po wielu latach wahań, w dużej mierze dzięki polskim wysiłkom, także zaczęła deklarować, klarowniej niż do tej pory, swoje intencje co do przyszłości Ukrainy. Oczywiście jednym z powodów tego, że narasta poczucie bezradności, bezsiły Unii Europejskiej w konfrontacji ze zorganizowanymi i jednolitymi działaniami Rosji, jest to, że Unia Europejska jest czymś innym niż Rosja. My z tym faktem musimy umieć żyć, my z tego faktu musimy wyciągać konsekwencje, to znaczy budować scenariusze, które odpowiadają realiom. Unia Europejska nie jest i w przyszłości nie będzie imperium dowodzonym z jednego ośrodka władzy, tak jak jest w przypadku Rosji. To ma swoje wady i zalety. Tym wszystkim, którzy dzisiaj w Europie, poza Europą, także w Polsce, formułują takie niedopowiedziane marzenie o tym, żeby Europa stała się tak skuteczna, żeby przypominała w strukturze decyzji politycznych na przykład Rosję, warto jednak uświadomić, że taka Europa wcale nie musiałaby realizować polskich marzeń. Jeśli Unia Europejska nie zawsze jest wystarczająco zdecydowana, zdeterminowana i zorganizowana, kiedy konfrontuje swoje plany czy marzenia z politycznie jednolitym imperium, to właśnie dlatego, że nie jest imperium i nie ma imperatora. I Bogu dzięki. Niekoniecznie imperator Unii Europejskiej mówiłby po polsku. To oznacza, że scenariusze, jakie Polska podpowiada Unii Europejskiej, też scenariusze i działania strony polskiej, są traktowane w Europie jako taki scenariusz wiodący. Biorą oni pod uwagę ten fakt. To znaczy szukamy scenariuszy realistycznych, a fundamentem tych scenariuszy jest poszanowanie autonomii Ukrainy, przekonanie, że nie ma dobrej alternatywy na Ukrainie, próba budowania kompromisu wewnątrz Ukrainy. Dzisiaj widać wyraźnie, że ten scenariusz staje się coraz mniej realny. Problem polega na tym, że alternatywne scenariusze są dramatycznie złe dla Ukrainy i dla Polski, bo jeśli nie próba porozumiewania się podstawowych sił politycznych na Ukrainie, to co w zamian? Postępująca anarchizacja z groźbą rozpadu państwa lub gorąca wojna domowa, której być może pierwsze godziny obserwujemy właśnie dzisiaj w Kijowie.

    Dlatego pozwoliliśmy sobie formułować pod adresem wszystkich stolic europejskich pewien program, który był stawką na scenariusz bardzo trudny, scenariusz, który dzisiaj jest mało prawdopodobny, ale który był jedynym wartym obstawienia, bo każdy inny może oznaczać rzeczywiście tragedię nie tylko dla Ukrainy, ale dla całego regionu. Dlatego proponowaliśmy – i to nasi partnerzy europejscy uznali za warunek sine qua non – żeby suwerenność i integralność Ukrainy w tym procesie, w tym konflikcie była wartością naczelną, największą. Nikt nie powinien narażać jej na szwank. Formułowaliśmy też na podstawie tego wniosku takie bardzo praktyczne rekomendacje. Chodziło przede wszystkim o to, aby uciąć dyskusję o tym, czy przyszłość Ukrainy powinna zależeć od na przykład dialogu między Unią Europejską a Rosją. Szczyt Unia Europejska – Rosja potwierdził sensowność naszej propozycji, aby o przyszłości Ukrainy decydowała Ukraina, wspierana przez instytucje międzynarodowe, ale ta przyszłość nie powinna w żaden sposób zależeć od de facto jednostronnej woli czy zamierzeń Rosji lub jakiegokolwiek innego państwa.

    Po drugie, proponowaliśmy, aby cały czas, konsekwentnie Europa prowadziła dialog i trudne rozmowy zarówno z liderami opozycji, jak i z władzą. I jeden, i drugi dialog nie jest prosty. Dzisiaj władza na Ukrainie nie przestrzega praktycznie żadnych reguł. Główny problem z władzami Ukrainy dzisiaj polega na tym, że nie dotrzymuje właściwie żadnych zobowiązań, nie tylko tego wielkiego związanego z projektem europejskim, ale właściwie każda rozmowa z władzami Ukrainy, w tym z prezydentem Janukowyczem, kończy się fiaskiem, głównie dlatego, że nie są wypełniane żadne zobowiązania, nawet wypowiedziane przed godziną, godzinę wcześniej.

    Dialog z opozycją też bywa trudny z tego względu, że liderzy opozycji formułują często różne scenariusze, chociaż – chcę to bardzo wyraźnie podkreślić – ich solidarność, szczególnie w obliczu przemocy, i wzajemna lojalność i tak jest na wyższym poziomie, niż niektórzy komentatorzy się tego spodziewali. Tłumaczyłem także w stolicach europejskich, że różnice pomiędzy partiami politycznymi, liderami opozycji są czymś naturalnym i nie mogą nikomu posłużyć za pretekst do dezawuowania środowisk opozycyjnych na Ukrainie. Bo one niezależnie od tych różnic i tak wspięły się na maksymalnie wysoki poziom wzajemnej lojalności i solidarności. Mówię o tym z przekonaniem, będąc także uczestnikiem wielu rozmów z liderami ukraińskiej opozycji.

    Chcieliśmy także, aby w Kijowie i na Ukrainie, dopóki szansa na dialog była realna, stale byli obecni najwyżsi przedstawiciele Unii Europejskiej. To także stało się faktem. Przede wszystkim komisarz Fuele, wysoka przedstawiciel Ashton, ale także inni przedstawiciele instytucji europejskich byli właściwie stale obecni do ostatnich godzin przed tym gorącym, tragicznym rozdziałem, jaki zaczął się ostatniej nocy.

    Proponowaliśmy także, aby możliwie intensywnie zaangażować inne instytucje międzynarodowe, przydatne do rozwiązywania tego typu konfliktów. Głównie myśleliśmy tu o Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie i o Radzie Europy. Zdajemy sobie sprawę, nie mamy tu złudzeń, że te instytucje nie zaproponują i nie wyegzekwują scenariusza politycznego porozumienia na Ukrainie, ale mogą być użyteczne, szczególnie Rada Europy wtedy, kiedy pojawia się wątek prac nad nową konstytucją Ukrainy, i OBWE wtedy, kiedy rozmawiamy o nadzorze nad rzetelnymi wyborami, które na Ukrainie powinny się odbyć w terminach konstytucyjnych lub wcześniejszych. Zarówno prezydencja szwajcarska, OBWE, jak i przedstawiciele innych instytucji międzynarodowych podzielili nasz pogląd i wyrazili intencję zaangażowania się w kwestie ukraińskie, chociaż dzisiaj przestrzeń dla tych instytucji jest minimalna, symboliczna. Kiedy konflikt ma charakter gorący, tego typu instytucje mają ograniczone pole manewru.

    Postanowiliśmy także – i działaliśmy na rzecz tej idei – zmobilizować Europę i instytucje europejskie, a także pozaeuropejskie instytucje finansowe, tak aby oferta dla Ukrainy po ewentualnym porozumieniu politycznym, oferta wsparcia finansowego, była lepsza niż do tej pory. Chodziło tu głównie o przygotowanie projektów wsparcia ze strony Unii Europejskiej – tam przygotowano środki, które w postaci grantów i pożyczek z budżetu Unii Europejskiej mogły być desygnowane do Ukrainy po spełnieniu tych warunków, przede wszystkim politycznego pokoju i respektowania praw człowieka – oraz Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Współpracowaliśmy także z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Bankiem Światowym i Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju, aby tam także była taka mobilizacja i gotowość do świadczenia wsparcia finansowego w sytuacji, kiedy pojawią się warunki do modernizacji kraju z poszanowaniem praw obywatelskich i demokracji. I te komunikaty, że jest gotowość masywniejszego niż do tej pory wsparcia, do strony ukraińskiej, zarówno do opozycji, jak i do rządzących, dotarły. Z góry zakładaliśmy, że na tym etapie ta pomoc finansowa nie powinna być warunkowana podpisaniem umowy stowarzyszeniowej. Umowa stowarzyszeniowa pozostaje celem, ale skłanialiśmy się do tego poglądu, i w Europie uzyskaliśmy także poparcie w tej kwestii, że ten projekt wsparcia finansowego nie musi być uwarunkowany podpisaniem umowy stowarzyszeniowej. A inne warunki polityczne miały być warunkiem udzielenia tej pomocy, głównie nawiązanie dialogu i zaniechanie przemocy. Zakładaliśmy także, o czym już wspomniałem, że OBWE powinno być gwarantem uczciwych i rzetelnych wyborów, niezależnie od terminu ich przeprowadzenia.

    Ważne było także rozpoczęcie poważnej rozmowy w Europie na temat przyszłej współpracy energetycznej z Ukrainą. To jest szansa dla przedsiębiorstw ukraińskich, dla Ukrainy, dla obywateli Ukrainy na budowę prawdziwej niezależności. Współpraca energetyczna na dużo większą skalę z Unią Europejską powinna w przyszłości ograniczyć poziom uzależnienia od głównego dostawcy nośników energii, jakim dzisiaj jest Rosja. Wielu europejskich partnerów dobrze przyjęło ten postulat, chociaż na praktyczną realizację na pewno musielibyśmy jeszcze długo poczekać, przede wszystkim na gotowość partnerów ukraińskich do przemodelowania, przeorientowania ukraińskiej energetyki w stronę Europy. Kluczem jest oczywiście obopólna korzyść gospodarcza i finansowa. I nad tym w Europie zaczynamy pracować.

    Bardzo ważne było wzmocnienie wsparcia dla Mołdawii i Gruzji. W kontekście kryzysu ukraińskiego, kryzysu stowarzyszeniowego taka jednoznaczna i jeszcze bardziej aktywna postawa całej Unii Europejskiej wobec Mołdawii i Gruzji wydawała się potrzebą chwili, byłem m.in. w tej sprawie także w Kiszyniowie. Muszę powiedzieć, że pewne techniczne i polityczne kroki w Unii Europejskiej wskazują na to, że wszyscy na serio przejęli się tym, aby zdążyć, przede wszystkim w Mołdawii, przed wyborami, bo w Gruzji wewnętrznie nie ma na razie żadnych zagrożeń dla procesu stowarzyszeniowego, ale w Mołdawii w związku z terminem wyborów jest rzeczą bardzo ważną, aby umowa stowarzyszeniowa była podpisana latem lub wczesną jesienią. I wydaje się, że zrozumienie dla tej sytuacji w Brukseli i w innych stolicach europejskich jest dzisiaj zdecydowanie większe niż do tej pory.

    Z Grupą Wyszehradzką rozmawialiśmy o współdziałaniu także na wypadek czarnego scenariusza. W jakimś sensie ten czarny scenariusz właśnie na naszych oczach się dzieje. Mówimy tutaj o koordynacji z państwami Grupy Wyszehradzkiej, przede wszystkim ze Słowakami i z Węgrami ze względu na granicę z Ukrainą, o koordynacji i przygotowaniu się do przyjęcia osób wymagających pomocy medycznej i ewentualnych uchodźców. Chcę powiedzieć, że Polska zaczęła przyjmować poszkodowanych potrzebujących pomocy medycznej. W tej chwili 11 obywateli Ukrainy poszkodowanych w czasie zdarzeń, ale tych sprzed tej krytycznej nocy, jest leczonych w polskich szpitalach. Do dyspozycji jest duża ilość miejsc w szpitalach MSW, także rezerwowo w szpitalach MON-u. Jesteśmy przygotowani na większą ilość poszkodowanych, jeśli będzie taka potrzeba.

    Także wojewodowie podkarpacki i lubelski są przygotowani do różnych scenariuszy na granicy polsko-ukraińskiej. Jesteśmy w stałym kontakcie ze służbami, i tu, w Warszawie, i w tych województwach, tak aby ewentualni dalsi poszkodowani i ranni, a także ewentualni uchodźcy znaleźli miejsce w Polsce, także w innych państwach Grupy Wyszehradzkiej, miejsca dobrze przygotowane do ich przyjęcia. Bez jakichś nadzwyczajnych działań i procedur Polska na pewno jest do tych ewentualności w tej chwili dobrze przygotowana. Informowałem także partnerów europejskich o ewentualnej potrzebie pomocy, gdyby skala tych zdarzeń była większa, niż do tej pory się spodziewaliśmy.

    Te działania są wynikiem pewnej głębszej refleksji, nie wszyscy muszą ją podzielać. Ale w moim najgłębszym przekonaniu kluczem do skutecznej polityki wschodniej, jeśli patrzymy z naszego, polskiego, punktu widzenia na ten problem, jest nieustanna mobilizacja Europy i zaangażowanie całej Unii Europejskiej w działania dyplomatyczne, polityczne, gospodarcze na wschód od naszej granicy. Jako premier polskiego rządu czuję się zawsze w pierwszym rzędzie odpowiedzialny za bezpieczeństwo Polski i Polaków i jestem przekonany, że cała nasza droga, a więc także wejście do Unii Europejskiej i do NATO, wyrastała z naszego doświadczenia historycznego i z naszej wspólnej polskiej refleksji, takiej wręcz historiozoficznej, że szanse na skuteczną polską politykę na wschód od polskich granic mamy wtedy, kiedy działamy wspólnie i mamy realny wpływ na zachowania świata zachodniego, w tym przede wszystkim Unii Europejskiej, a w sytuacjach bardziej dramatycznych – NATO.

    Dla Polski najgorszym scenariuszem, a ten scenariusz niestety jest realnym zagrożeniem, jest postępujący rozpad państwa ukraińskiego. Kiedy dzisiaj zbieramy informacje z poszczególnych regionów i miast na Ukrainie, widzimy wyraźnie, że obok dramatu, obok tragedii na Majdanie w Kijowie mamy także do czynienia z postępującą destrukcją państwa ukraińskiego. Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, o tym także mówiłem ze wszystkimi moimi ukraińskimi i europejskimi rozmówcami, że w sprawie oceny moralnej tego, co dzieje się w Kijowie na Majdanie, musimy mówić jednoznacznym głosem. Jeśli chodzi o odpowiedzialność za tragedię, jaka dzieje się dzisiaj w Kijowie, to odpowiedzialność jest tutaj jednoznaczna. Wiemy to też z własnego doświadczenia. Jeśli w czasie demonstracji i manifestacji padają zabici i ranni, jeśli na oczach całego świata siły porządkowe katują ludzi, jeśli polityczna władza nie podejmuje żadnych działań na rzecz zaniechania przemocy, to ocena moralna i polityczna takich zdarzeń jest czarno-biała, tam nie ma półcieni. Za ofiary, za dramat w Kijowie, za przemoc odpowiada władza w Kijowie, a nie opozycja. I tu nie może być żadnych wątpliwości.

    (Oklaski)

    Ludzie na Majdanie mają prawo usłyszeć nie tylko polski, ale europejski głos w tej kwestii, głos całej wspólnoty Zachodu. Jeśli szukamy dobrych rozwiązań, jeśli chcemy uchronić Ukrainę przed rozlewem krwi, to poszukiwanie tych scenariuszy nie może powstrzymać nas od jednoznacznej oceny tego, co jest złe, i tego, co jest dobre.

    Dzisiaj pojawiają się analizy dotyczące wczorajszego dnia, przede wszystkim początku tych krwawych zdarzeń. Ale my przecież dobrze wiemy, tu, w Polsce, nikt nas nie oszuka, nawet jeśli w trakcie tych zdarzeń dochodziło do niekontrolowanych zachowań demonstrantów, nawet jeśli mogliśmy mieć do czynienia z jakimiś elementami prowokacji, to w takiej sytuacji odpowiedzialność zawsze spada na władzę.

    Rozmawiając z liderami opozycji, wysyłając komunikaty z Warszawy i z Brukseli, oczywiście powinniśmy – i będziemy to robić także w przyszłości – nawoływać do umiarkowania i powściągliwości wszystkie strony konfliktu. Ale jeśli czujemy to – my to rozumiemy i czujemy też sercem – że szansą dla Ukrainy i szansą dla całego regionu, w tym dla Polski, jest pokojowe rozwiązanie tego konfliktu, że szansą jest zdolność do dialogu wszystkich stron tego konfliktu, to nie zmienia to charakteru naszej oceny, kto jest odpowiedzialny, co jest czarne, a co białe, co jest złe, a co jest dobre.

    Nie namawialiśmy – chociaż polski głos w tej sprawie jest naprawdę respektowany – w stolicach europejskich kilka tygodni temu, kilkanaście dni temu do działań typu sankcje. Sankcje w naszej ocenie są bardziej reakcją moralną niż elementem scenariusza, który może doprowadzić do pozytywnego finału. W przypadku Unii Europejskiej poza sankcjami… Mówię o tym, co się dzisiaj dzieje na Ukrainie, nie chcę wybiegać wprzód i nie chcę tutaj antycypować jakichś bardziej tragicznych zdarzeń typu interwencje zewnętrzne, ale jeśli te zdarzenia na Ukrainie będą przebiegały mniej więcej tak jak teraz, a więc będą tragiczne, ale w ramach jakby wewnętrznej polityki, to sankcje na pewno nie pomogą nam w uzyskaniu scenariusza pozytywnego – przez pozytywny rozumiem zdolność budowania porozumienia na Ukrainie. Tylko że przychodzi taki moment, kiedy sankcje, nawet jeśli podejrzewamy, bo tutaj stuprocentowej wiedzy nie ma… Mamy pewne doświadczenia ze stosowania sankcji zarówno w regionie, jak i na całym świecie. Kiedy te doświadczenia przywołujemy, widzimy wyraźnie, że sankcje, niezależnie od ich charakteru, rzadko kiedy są, prawie nigdy nie są narzędziem skutecznej polityki – przez skuteczną politykę rozumiemy realizację scenariusza, który uważamy za optymalny. Sankcje w jakimś sensie kończą pewien etap i rozpoczynają nowy etap, który niewiele ma wspólnego z tym scenariuszem optymalnym, jakim w przypadku Ukrainy z całą pewnością jest porozumienie, integralność państwa, uniknięcie wojny domowej. Ale sankcje bywają także – i to również w historii Polski i w historii regionu widzieliśmy niejednokrotnie – niezbędnym gestem solidarności i bardzo wyraźnym sygnałem dla rządzących, że nie ma akceptacji dla ich postawy, że kończy się ostatecznie rezerwa cierpliwości i jakby politycznego, ostrożnego traktowania władzy, kiedy są przekroczone pewne granice.

    Długo może trwać jeszcze dyskusja w Europie, kiedy granica jest przekroczona, kiedy trzeba mocno powiedzieć: sankcje, ponieważ czujemy, że scenariusz dialogu wyczerpuje się na naszych oczach. Chcę powiedzieć, że nikt tej granicy nie jest w stanie mądrze i obiektywnie wyrysować. Z całą pewnością my, Polacy, być może jako pierwsi, ze względu na sąsiedztwo i własne doświadczenia, mamy prawo i obowiązek powiedzieć, że czujemy, kiedy ta granica jest przekroczona i kiedy trzeba twardo powiedzieć: dzisiaj dialog jest bardzo trudny, dzisiaj czas na reakcję twardą.

    Chcę podkreślić z pełną świadomością, że Unia Europejska zbyt wielu rezerw na dalsze kroki nie ma i że w tym sensie sankcje mogą być finałem, który kończy ten scenariusz optymalny. Ale też ze względu na pamięć – przecież część z państwa, podobnie jak ja, pamięta dokładnie, jak bardzo ofiary przemocy potrzebują takiego gestu i takiego wsparcia, niezależnie od tego, czy kalkulacja polityczna podpowiada, że on przyniesie dobry, natychmiastowy efekt, czy nie, i że bywają takie sytuacje, bywają takie momenty w historii narodów, kiedy wsparcie tych, którzy mają po prostu rację, a nie mają siły, bywa ważniejsze i lepsze niż kalkulacje polityczne, szczególnie kiedy te kalkulacje nie dają efektu. Chcę powiedzieć, że w mojej ocenie to jest dokładnie ten dzień. Nie dlatego, abym wierzył, że ewentualne nałożenie sankcji otrzeźwi prezydenta Janukowycza i doprowadzi go do stołu rokowań i do dialogu. Jeśli mam być szczery do bólu i jeśli mam korzystać z dotychczasowego doświadczenia w relacji z władzami ukraińskimi, powiem, że nie wierzę w to, aby postępowanie władzy ukraińskiej zmieniło się wskutek nałożenia sankcji.

    (Głos z sali: Trzeba było wcześniej.)

    Wiem, słyszę te głosy i nie zgadzam się z tymi głosami, że wcześniej zastosowane sankcje doprowadziłyby Janukowycza do uczciwego dialogu. Nie mamy takiego przykładu w tej części świata, aby sankcje, jakie są w naszej dyspozycji, w przypadku niedemokratycznych przywódców łamiących standardy, gotowych na wszystko, robiły wystarczające wrażenie i doprowadziły do tego, aby zmienili naturę swojego postępowania. Ale uważam, że to jest ten moment, kiedy ważniejsze dzisiaj staje się to oczekiwanie, ta potrzeba ludzi, których czekają być może tygodnie, miesiące, a może lata ciężkiej, czasami, wydawałoby się, być może beznadziejnej walki. Sami przeszliśmy podobny dramat. Dlatego dzisiaj, rozmawiając z szefami największych państw europejskich i z szefami instytucji europejskich, będę jednoznacznie wzywał do wprowadzenia tych sankcji, o których wcześniej nieśmiało w Europie mówiono, a więc sankcji, które powinny dotkliwie, jednoznacznie dotknąć sprawców ukraińskiego nieszczęścia, sankcji osobistych i finansowych. Mam nadzieję, że to polskie stanowisko będzie sprzyjało szybkiej decyzji Unii Europejskiej jako całości, bo nadal uważam, że działanie Unii jako całości będzie tutaj zawsze bez porównania skuteczniejsze, lepsze dla Ukrainy, bezpieczniejsze dla Polski niż działania w osamotnieniu. Polska, która pozwoliłaby sobie na powrót do pewnych historycznych kontekstów, to znaczy Polska osamotniona na Zachodzie i podejmująca najtrudniejsze wyzwania na Wschodzie, może byłaby znowu figurą romantyczną, może zyskalibyśmy poklask, ale nie uzyskalibyśmy efektu i narazilibyśmy na szwank bezpieczeństwo naszej ojczyzny, a za to w pierwszym rzędzie jesteśmy odpowiedzialni. Dlatego, podejmując twardsze niż do tej pory działania, takie jak sankcje wymierzone we władze ludzi aparatu ukraińskiego, musimy pamiętać o tym, że każde działanie, także takie działanie, musi mieć w pierwszym rzędzie na uwadze interesy także naszego kraju. Jestem przekonany, że w tym momencie ten jednoznaczny znak, ten mocny ogólnoeuropejski gest nie tylko wspomoże ukraińskich demokratów, ale prawdopodobnie jest dziś działaniem bez dobrej alternatywy. Liczę także na państwa wsparcie w tej kwestii. Każdy ma prawo do własnego zdania, ale dobrze byłoby czasami to własne zdanie umieścić w logice wspólnego działania i narodowej solidarności w obliczu zagrożenia, bo te zagrożenia mogą być większe niż do tej pory.

    Wczoraj, ostatniej nocy i wczorajszego dnia, nic się nie zaczęło i nic się nie skończyło. Przyszłość Ukrainy stoi pod wielkim znakiem zapytania. Formułując postulaty, oferując pomoc, próbując mobilizować Europę do działań, ale także do gestów, musimy zdać sobie sprawę, że ta historia będzie się działa jeszcze długi czas i że Ukraińcy, Polacy, cała Europa muszą być przygotowani do działania solidarnego, możliwie jednolitego, działania policzonego nie na godziny, na dni czy na tygodnie, bo niezależnie od rozstrzygnięć wewnątrz Ukrainy będzie ona potrzebowała aktywności, wsparcia i mądrej polityki europejskiej na długie, długie lata, nawet jeśli sprawdzą się scenariusze bardziej optymistyczne, a nie te najbardziej pesymistyczne. Dzisiaj jednak musimy przygotować Polskę i Europę także na ewentualności dramatyczne. Chciałbym, aby Polska była tym państwem, które umie kształtować politykę na rzecz ratowania państwowości i niepodległości Ukrainy w przypadku scenariusza najbardziej dramatycznego. To wymaga gorącego serca, ale także zimnej krwi i gotowości do współpracy w Europie i w Polsce wszystkich ze wszystkimi. Dla takiej wewnętrznej solidarności też nie może być alternatywy. Jeśli nasze serca dzisiaj biją na rzecz wolnej i demokratycznej Ukrainy, to z tego pozytywnego napięcia, z tych wielkich emocji, które wszyscy w Polsce dzisiaj odczuwamy, musi wyrosnąć także zimny, precyzyjny plan na przyszłość, tak abyśmy nie tylko mogli okazać Ukraińcom nasze współczucie, empatię i solidarność, bo do tego wszyscy jesteśmy gotowi, lecz także abyśmy mogli sformułować realny, przemyślany plan pomocy na dziś, ale także na przyszłe lata. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

  • Dziękuję.

    W imieniu klubu Solidarna Polska głos zabierze pan poseł Ludwik Dorn.

    Bardzo proszę.

  • Wysoka Izbo! Nie można nie zgodzić się z premierem, kiedy mówi o konieczności jedności wokół sprawy ukraińskiej. Jesteśmy gotowi w tym zjednoczeniu uczestniczyć. Jest ono rzeczywiście dzisiaj potrzebne, tym bardziej że, jak można było wywnioskować z przemówienia, nastąpiła pewna weryfikacja poprzednio głoszonych poglądów czy poprzedniej postawy. Mowa jest o sankcjach, które w tym momencie – nie sądzę, żeby tylko z powodów moralnych – są bezwzględnie potrzebne.

    (Oklaski)

    Mamy tutaj także, niezależenie od jedności, którą jeszcze raz deklaruję, pewną różnicę zdań odnoszącą się do kwestii, które można by określić jako taktyczne, socjotechniczne. Otóż jesteśmy przekonani, że zastosowanie sankcji przedtem, właśnie sankcji, o których mówił tutaj pan poseł Sycz, sankcji w gruncie rzeczy w stosunku do oligarchów, do tej grupy, która tam rządzi i która już jest w Europie, może być skuteczne. Proszę pamiętać, że sankcje zawsze można cofnąć, a kiedy już są, to jest coś takiego, co nazywa się urokiem faktów dokonanych. Pewien nacisk był potrzebny.

    Dziś jest to już historia, nie ma sensu dłużej się nad tym zastanawiać, ale warto się zastanowić jeszcze nad jedną sprawą, nad pytaniem, czy ton pesymizmu, ton, który w gruncie rzeczy może być tak odczytywany przez tych, którzy obserwują tam z zewnątrz, z Ukrainy tę naszą dyskusję, jest tonem właściwym, czy nie lepszy byłby ton bardziej optymistyczny albo, inaczej mówiąc, bardziej ofensywny. Bo oczywiście możliwości działania Polski, możliwości działania nawet całej Unii Europejskiej mają swoje limity, są w jakiejś mierze ograniczone, niemniej są to możliwości poważne i należy także brać pod uwagę jakąś szansę na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi.

    Oczywiście znam ostatnie wypowiedzi ważnych polityków amerykańskich na temat Unii Europejskiej, które – można powiedzieć – nie są zachęcające, ale różnego rodzaju akcje ze strony Stanów Zjednoczonych mają miejsce. Była rozmowa z wiceprezydentem, jedyna, która się odbyła. Wydaje mi się, a zdarzało mi się kilka razy w życiu rozmawiać z prezydentem Janukowyczem, wtedy jeszcze jako z premierem, że on uznaje, że w obecnym kształcie świata jest jedna naprawdę wielka siła, a może dwie, może jeszcze Chiny, ale te akurat w to się nie angażują, wielka siła, z którą z całą pewnością trzeba się liczyć, i że tą siłą są Stany Zjednoczone. Uważamy więc, że więcej optymizmu, więcej ofensywności byłoby tu jak najbardziej właściwe.

    I jeszcze jedna sprawa. Jest coś takiego, niezależnie od tej relacji unijno-ukraińskiej, jak relacje polsko-ukraińskie. One też są bardzo ważne, nie można się z nich tak zupełnie wycofywać. Wręcz przeciwnie, sądzę, że w tym momencie trzeba je eksponować, że nie obniży to naszego bezpieczeństwa, a pozwoli nam może bardziej – przecież tutaj premier podkreślał, że liczą się w tych sprawach z naszym głosem – oddziaływać na europejską politykę, politykę, która była do tej pory niezbyt zdecydowana i w jakiejś mierze być może, bo tu oczywiście nigdy nie mamy całkowitej pewności, przyczyniła się do tych wydarzeń, tragicznych wydarzeń, które mają miejsce w tej chwili, mają miejsce od wczoraj.

    Była także podniesiona kwestia, ale warto ją podnieść jeszcze mocniej, kwestia humanitarna, kwestia gotowości Polski, gotowości innych państw – cieszę się, że usłyszałem o współpracy z państwami Grupy Wyszehradzkiej – do udzielenia takiej pomocy na poziomie medycznym, ale być może także szerszym, bo nie jest wykluczone, że dojdzie do takiego zaostrzenia wydarzeń, że będziemy mieli do czynienia z uchodźcami.

    Trzeba o tym pamiętać, trzeba pamiętać o tym, że jest to także nasze zobowiązanie, zobowiązanie moralne, a moralności w polityce, również międzynarodowej, nie można zupełnie lekceważyć, ale też zobowiązanie polityczne, zobowiązanie, które wpisuje się w europejską jedność, która przecież opiera się czy przynajmniej powinna się opierać na pewnej płaszczyźnie moralnej. Ta płaszczyzna to w tym wypadku ochrona praw człowieka – ochrona praw człowieka, która powinna być w tym momencie polityki wobec Ukrainy bardzo mocno eksponowana. Uważamy to za ogromnie istotne i ten element, jak sądzę, powinien być eksponowany także przez polską politykę zagraniczną.

    (Oklaski)

    Musimy tutaj działać z pełnym zdecydowaniem, z pełną determinacją, bo z jednej strony zobowiązuje nas do tego nasza relacja, choć trudna historycznie rzecz biorąc, z narodem ukraińskim, a z drugiej strony zobowiązuje nas do tego także dbałość o polskie bezpieczeństwo, które w razie daleko idącej destabilizacji na Ukrainie będzie z całą pewnością zagrożone, będzie gorsze niż w tej chwili, a powinniśmy się starać o to, by to bezpieczeństwo wraz z pozytywnymi przemianami na Ukrainie było coraz lepsze.

    Dziś historia biegnie jakby w drugą stronę, ale historia ostatnich dziesięcioleci pokazuje, że odwrócenie biegu jest możliwe. Ten bieg niejeden raz – i to też jest nasze własne, polskie doświadczenie – się odwracał, nie zawsze w złą stronę, bo odwracał się także w dobrą stronę. Na to powinniśmy liczyć, na to powinniśmy stawiać, to powinien być sens naszej wspólnej, w tym wypadku zintegrowanej w odniesieniu do wszystkich sił politycznych, polityki naszego wspólnego działania.

    Oczekujemy, że to działanie będzie proponowane, będzie podejmowane przez tych, którzy w tej chwili ponoszą największą odpowiedzialność, bo dzierżą ster władzy, że w tym działaniu będzie także miejsce dla innych, będzie miejsce dla Prawa i Sprawiedliwości i że będzie to miejsce nie w ramach jakiejś kontrowersji, nie w ramach jakiegoś starcia, tylko w ramach realizacji jednego planu. Dziękuję bardzo.

    (Długotrwałe oklaski)

    (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Cezary Grabarczyk)

  • Panie Marszałku! Panie Premierze! Wysoka Izbo! Trudno się nie zgodzić z obydwoma panami premierami, którzy występowali przede mną. Ten przykład jedności w sprawie polskiej polityki zagranicznej wobec Ukrainy ma długą i wspaniałą tradycję. W zasadzie od 20 lat dogmat o tym, że Polska może być państwem demokratycznym tylko wtedy, kiedy demokratyczna jest Ukraina, a także Europa może być państwem demokratycznym, a w niej również Polska, tylko wtedy, kiedy demokratyczna może być Ukraina, organizował postępowanie wszystkich polskich rządów w ciągu ostatnich 20 lat, rządów i prezydentów naszego kraju, od Aleksandra Kwaśniewskiego do Lecha Kaczyńskiego, także z udziałem prezydenta Komorowskiego i premiera Tuska. To się nigdy nie zmieniło w ciągu tych 20 lat.

    Dlatego z takim przerażeniem, pewnym wstrząsem patrzymy dzisiaj i patrzyliśmy wczoraj na to, jak demokracja ukraińska umiera na Majdanie. Ten obraz każe nam zadać sobie pytanie: Dlaczego do tego doszło? Byliśmy przekonani, że wysiłki polskiej polityki zagranicznej, a także wysiłki Unii Europejskiej w ciągu tych wszystkich lat zakorzenią poprzez pomarańczową rewolucję demokrację na Ukrainie, a jednak tak się nie stało i Ukraina o własnych siłach, tak jak dzisiaj widzimy, nie jest zdolna do demokratycznego rozstrzygnięcia swoich problemów.

    To jest pytanie głębsze niż tylko pytanie o rozstrzygnięcie tego kryzysu w ciągu najbliższych kilku tygodni czy miesięcy. Co mogliśmy jeszcze zrobić więcej ponad to, co zrobiliśmy, a także co trzeba zrobić w następnych miesiącach i latach, żeby, kiedy dojdzie, miejmy nadzieję, do jakiegoś kompromisu na Ukrainie, wesprzeć tam pewne procesy społeczne i polityczne, które doprowadzą skutecznie do utrwalenia mechanizmu demokratycznego, bo jednak to, co się działo wczoraj, i to, co się dzieje dzisiaj na Ukrainie, stawia pod wielkim znakiem zapytania to, czy założenie, że Ukraina w ogóle może być demokratyczna, było założeniem realistycznym. I stawia pytanie, co trzeba było zrobić, żeby ono było bardziej realistyczne niż to się okazało wczoraj i dzisiaj.

    Ja w tej sprawie mam bardzo konkretną propozycję dla pana premiera wywodzącą się z ducha pańskiego wystąpienia i, także, wystąpienia pana prezesa Kaczyńskiego. Otóż uważam, że moment jest tak szczególny ze względu i na bieżące wydarzenia na Ukrainie wczoraj i dzisiaj, i ze względu na tę strategiczną sytuację, tj. to, że dotychczasowe wysiłki nie przyniosły pożądanego efektu, że trzeba, aby pan premier powołał przy sobie coś w rodzaju rady kryzysowej w tej sprawie złożonej z tych wszystkich ludzi, których dzisiaj Polska ma, od Aleksandra Kwaśniewskiego, przez Cimoszewicza po Pawła Kowala i całą masę innych polityków, którzy mają istotne kompetencje w sprawach ukraińskich. I mnie się wydaje, że byłoby bardzo cenne, żeby nie tylko monitorować obecną sytuację, ale także wypracować strategiczne rozwiązania na następnych kilka lat, korzystając z autorytetu wszystkich tych ludzi. Wydaje się mi, że na coś takiego także oczekuje ze strony Polski Unia Europejska, wszystko jedno, w jakiej formule ona zadziała, czy Rady Europy, czy Rady Unii Europejskiej, czy na jakiejkolwiek innej płaszczyźnie. Znamy wady tych instytucji, o których pan premier mówił w swoim wystąpieniu, i wiemy, że nie są to instytucje, które szybko i skutecznie zadziałają, ale, tak czy inaczej, wypracowanie przez Polskę, z wykorzystaniem wszystkich tych, którzy przez te lata w Polsce działali na rzecz Ukrainy, dłuższej terminowo strategii, jak to było kiedyś wobec nas konsekwentnie przez lata, przed zmianą systemu stosowane ze strony państw Zachodu, wypracowanie w szerokiej politycznie i partyjnie formule, zgromadzenie tych najlepszych ludzi i pokazanie, że dalej jesteśmy w stanie prowadzić przynajmniej politykę zagraniczną i politykę wobec Ukrainy wspólnie i ponadpartyjnie

    (Oklaski)

    , wydaje mi się możliwe – możliwe i realne dzisiaj. I myślę, że pan premier, korzystając z sytuacji, która powstała, w której bardzo trudno będzie komukolwiek z politycznych i partyjnych liderów odmówić współpracy z panem w ramach takiej rady kryzysowej, ma niepowtarzalną szansę przełamania pewnego fatum w tej sprawie, które obserwowaliśmy także w ostatnich miesiącach jednak walki wewnątrzpartyjnej co do sytuacji na Ukrainie. Ta inicjatywa jest w pańskich rękach, pan może dzisiaj z tą inicjatywą wyjść i odnieść sukces. Jest to bardzo potrzebne i Polsce, i, jestem pewien, potrzebne także Ukrainie.

    Ale oczywiście nie zaszkodziłoby, żebyśmy oprócz tego działania wewnętrznego spróbowali podjąć możliwie najszybsze i skuteczne działania pozainstytucjonalne w celu stworzenia jakiejś międzynarodowej płaszczyzny dialogu pomiędzy Rosją, Ukrainą, Europą czy Polską, a także być może Stanami Zjednoczonymi. Tu trzeba wykorzystać pozycję Angeli Merkel w Unii Europejskiej, relacje osobiste pana premiera i polskiej dyplomacji z dyplomacją niemiecką i doprowadzić jednak w odniesieniu do tych, którzy dzisiaj, jak się wydaje, mają największą skuteczność co do zadziałania czy uruchomienia pewnych mechanizmów w Unii Europejskiej, a więc właśnie Angeli Merkel między innymi, oczywiście Warszawy, czyli pana premiera lub prezydenta Komorowskiego, i także, miejmy nadzieję, właśnie jakichś przedstawicieli chociażby w postaci wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych, do czegoś, co będzie nieformalne, będzie pozainstytucjonalne, nie będzie miało takiego charakteru legalnego, jak działania Rady Europy czy inne, ale jednak w sensie realnych działań politycznych może się okazać skuteczniejsze niż cokolwiek innego.

    (Oklaski)

    Doprowadzenie w konsekwencji do pewnego szczytu europejskiego czy światowego w sprawie Ukrainy na terenie Warszawy czy na terenie Unii Europejskiej jest, wydaje się, takim dość konkretnym i realnym drugim celem.

    A zatem, krótko mówiąc, udzielając panu w imieniu mojego ugrupowania poparcia co do tej polityki, którą pan dzisiaj prowadzi wobec Ukrainy, i zgadzając się z diagnozą, którą pan tu dzisiaj przedstawił, rekomendujemy dwa rodzaje działań – poza tym wszystkim, o czym pan mówił w swoim wystąpieniu i czego nie chcę powtarzać. Po pierwsze, sztab kryzysowy czy rada kryzysowa przy prezesie Rady Ministrów skupiająca ludzi z różnych obozów politycznych w celu wypracowania długookresowej strategii wobec Ukrainy, ale także oddziaływania na bieżący kryzys, i, po drugie, doprowadzenie do nieformalnego, poza instytucjami, spotkania przywódców politycznych, którzy mogą być szczególnie zainteresowani rozstrzygnięciem spraw Ukrainy, a więc Niemiec, Polski, Rosji, oczywiście i Ukrainy, być może Stanów Zjednoczonych. Te dwa działania, jeśli zostaną przez pana podjęte, uzyskają nasze poparcie. Życzę panu powodzenia. Dziękuję bardzo.

    (Oklaski)

    (Przewodnictwo w obradach obejmuje marszałek Sejmu Ewa Kopacz)